Urodziny na mieście (22 lutego 2013)

Moja siostra Joanna, w końcu po 15 latach jest o rok starsza;) Urodziny odbyły się w Spółdzielni CDQ, czyli Spółdzielni Centralnego Domu Qultury.

CDQ

Szwedzki stół na imprezę. Poza paluszkami i chipsami (no i chrupkami kukurydzianymi), – – co zaoferował CDQ, myślałyśmy intensywnie o jedzeniu zdefiniowanym jako: różnorodne i smaczne (żeby każdy znalazł coś dla siebie), proste do zrobienia i przewiezienia (bo niektórzy pracują poza kuchnią, a później muszą wszystko zawieźć w to imprezowe miejsce), mało lub niebrudzące (bo na imprezie, gdzie jest dużo ludzi, łatwo o wpadnięcie na kogoś i ubrudzenie go swoim lub jego jedzeniem). I wyszło tak:

– Dania ciepłe: gulasz i bigos wegetariański – prezent od gości:) (staram się o przepis na gulasz – był oczywiście warzywny z sosem pomidorowym i indyjskimi przyprawami – kmin rzymski rządzi!). Dania ciepłe dobrze, żeby ciepłe pozostały, dlatego warto pomyśleć o jakimś podgrzewanym kociołku lub minikuchence i dobrze trzymającym ciepło garnku;)

Gulasz wege

– Smalec wegański (z pieczarkami, cebulą, błyskawicznymi płatkami owsianymi i plantą) – ciekawostka wieczoru z tego przepisu😉 Z ogórkami kiszonymi i kromkami chleba.

Smalec wegański

– Sushi – od znajomych – głównie maki wegetariańskie i nie. Oczywiście z dodatkami, których każdy po sushi się spodziewa.

– Domowe quesadille – dwa rodzaje – z łagodnym i ostrym ciastem kukurydzianym. Ze szpinakiem i fetą. Do tego (i nie tylko) sosy różne meksykańskie (pomidorowe, paprykowe, serowe).

– Wykałaczkowe przekąski na raz – oliwki, ostre papryczki nadziewane serem, kabanosy, koreczki (kostki sera, pomidorek koktajlowy, oliwka)

– Winogrona i ciasta – minieklerki, serniki i ciasto – prezent (z masą karmelową i kremem śmietanowym na biszkopcie, posypane kakao)

Szwedzki stół

Joanno po raz kolejny ściskamy Ciebie mocno!

Goście, poza jedzeniem, też pili to, co chcieli;)

Parapetówa na Żoliborzu (29 września 2012)

Spotkania z dobrym jedzeniem i piciem różnią się od spotkań z chipsami i colą. Te pierwsze obfitują w wyjątkowych ludzi, a te drugie są dla samotników kanapowych, czyli spotkaniami być nie muszą;)

Parapetówa u Agnieszki i Michała była bardzo smaczna! A o reszcie atrakcji musiałabym założyć kolejnego bloga…

Agnieszka zdradziła, że wszystko co znalazło się na bufecie przygotował Michał:

– sałatka z sałaty, pomidorów i oliwek

– sałatka z gotowanego brokuła, kukurydzy i sezamu

– sałatka z kukurydzy, pestek słonecznika i rukoli

– sałatka z surowej marchwi, natki pietruszki i nasion kolendry (oliwa, sól, pieprz)

– sałatka z pomidorów i ogórków z natką pietruszki

– sałatka jeszcze jedna z papryki, ale bałam się, że ostra i nie próbowałam (Michale co to było za cudo?!)

– roladki z ciasta francuskiego ze szpinakiem (Agnieszka dodałaby śmietanę lub ser do szpinaku)

– łosoś marynowany z kaparami

– deska serów – pleśniowe, żółte, kozie (Agnieszko, jeszcze raz proszę o nazwę lub polski odpowiednik tego pysznego sera z ciemną skórką!!!)

– guacamole z czosnkiem i sokiem z cytryny

– oliwki marynowane czarne i zielone

– minikukurydza marynowana

– czosnek w ziołowej marynacie

– ogórki kiszone z plastrami białej cebuli

– masło czosnkowe

– pieczywa do wyboru do koloru

– winogrona, orzechy, migdały, rodzynki

– wino oraz wyjątkowa śliwkówka prosto od serca, prosto od sąsiada itp… itd…

Agnieszko i Michale – dziękujemy!