Wernisaż Ewy Ciepielewskiej – Kobiety, które wstrząsnęły światem (8 marca 2013)

Różnego rodzaju poczęstunki i napitki bywają na większości wernisaży. Z napitków najczęściej alkohol, a najchętniej wino. Poczęstunki są raczej na zimno i w formie szwedzkiego stołu. Okazuje się, że słodkości są niechętnie widziane (przez organizatorów). Wernisaż Ewy Ciepielewskiej – „Kobiety, które wstrząsnęły światem” odbył się w Dzień Kobiet, padał śnieg, a atmosfera ciepła i sympatii panowała tylko w Galerii Sztuki Milano.

Ewa Ciepielewska

Gości poczęstowano mini-babeczkami z ciasta francuskiego w wersji wytrawnej, bo z pastą rybną – trafiłam na łososia i tuńczyka (prosta i szybka przekąską – wystarczy gotowe korpusy z ciasta francuskiego napełnić za pomocą szprycy pastą rybną (ryba w wersji gotowanej lub wędzonej zmiksowana z serkiem lub majonezem i przyprawami) i przybrać listkami różnych ziół czy kolorową rybią ikrą, mogą być też kawałki warzyw, np. papryki, oliwek, ogórka. W wersji „na lenia” – wszystko można kupić w sklepie – korpusy babeczek i pastę różnych smaków)

Ciasto francuskie z rybną pastą

oraz wytrawnym winem czerwonym i białym.

Wino i kwiaty

Reklamy

Family Party – before GOOD FOOD FEST 2013 vol.1 – „Crazy Asia” (24 lutego 2013)

Crazy Asia, czyli warsztaty gotowania prowadzone przez Kubę Korczaka. Gotowania bardzo niecodziennego… Nigdy nie sądziłam, że swoje „pierwsze robaki” zjem w Polsce i co więcej – wezmę udział w ich przygotowaniu!

Zostaliśmy przywitani słodkim winem z lichi oraz cierpkim w smaku winem z ryżu. Wino z lichi smakowało jak rozwodniony sok z lichi, a ryżowe nie smakowało jak ryż. Wina różniły się kolorem i o dziwo to ryżowe było ciemniejsze. 

Wino z lichi

Wino ryżowe

Najpierw szynki wietnamskie. Pierwsza zawinięta była w liście pandana – zabieg ten służy uformowaniu szynki oraz zwiększa jej trwałość. Jej składnikami są ryż i boczek. Tak naprawdę były to kawałki boczku zatopione w kleiku ryżowym;) Stąd mało zdecydowany smak i kleista konsystencja. Taką szynkę trudno się kroi, nieco się rozpada, ale raczej trzyma fason.

Szynka wietnamska nr 1

Szynka z ryżem i boczkiem

Druga szynka przypominała mi nieco wędzony pasztet i była sojowo-mięsna. Podobno takie mieszanki są często spotykane w Wietnamie. Kroi się ją jak wędzone tofu, więc bez większych problemów.

Szynka wietnamska nr 2

Szynka sojowo-mięsna

Żeby zaostrzyć smak obu azjatyckich rarytasów przygotowaliśmy sos na bazie wody gazowanej, sosu rybnego, soku z imbiru i limonki. Całość posypaliśmy też świeżymi ziołami (kolendrą, bazylią tajską, miętą) i sezamem. Dodatki bardzo pasowały do szynek i w zasadzie to one sprawiły, że postanowiłam spróbować naszej pierwszej potrawy;)

Wietnamskie

Szynki wietnamskie z sosem, ziołami i sezamem

Następnie na talerz trafiły baluty, czyli jaja kacze z już rozwiniętym płodem. Baluty są cięższe, niż zwykłe jaja. Gotowaliśmy je w wodzie przez 20 minut. Po obraniu ze skorupki i pokrojeniu na kawałki nie widać dokładnie co się je – kaczy płód otoczony jest białkiem, czasami też żółtkiem. Dziubek i nóżki pojawiają się dopiero po oczyszczeniu i rozwinięciu płodu… Balut smakował jak wątróbka z jajkiem na twardo. Można też jeść je na surowo, ale smak tej wersji jakoś mnie nie interesuje…

Baluty

Jeden balut był oszukany

Smakuje jak wątróbka

Potem smażone w głębokim tłuszczu uszy wieprzowe! Pokrojone w paski i obtoczone w tempurze (czyli gęstym jak śmietana cieście „naleśnikowym”, które powinno oblepić cały składnik, który chcemy smażyć. Olej powinien być na tyle gorący, żeby włożone do niego produkty od razu się smażyły, a nie wchłaniały olej. Ale nie na tyle gorący, żeby tempura się spaliła. Czas smażenia, tak jak temperatura, też powinien być w sam raz – zbyt krótkie smażenie zadziała tylko na tempurę, a nie podstawowy składnik w środku, a zbyt długie może skończyć się spaleniem). Do „usznej” tempury użyliśmy mąki pszennej, cynamonu, startego imbiru, soli i gazowanej wody. Po usmażeniu warto odsączyć nadmiar oleju w papierowe ręczniki. Najsmaczniejsze były uszy świeżo usmażone. Chrupiące, tłuste, jakby stworzone do piwa.

Uszy wieprzowe

Uszy trzeba dobrze pokroić

Smażenie uszu

Do uszu przygotowaliśmy sałatkę z kiełków fasoli mung, świeżej kolendry, soku z cytryny, drobno posiekanej trawy cytrynowej, startego świeżego imbiru, płynnego miodu, oleju z pestek winogron i soli. Warto równoważyć smaki i rzecz jasna wartość odżywczą potraw;)

Po wymieszaniu będzie sałatka z kiełków fasoli mung i kolendry

Uszy gotowe!

Smażone w cynamonowej tempurze uszy wieprzowe

Dalej znowu mięso w tempurze, tym razem żabie udka! Tempura już inna, bo z mąki pszennej, prażonego sezamu, soli, soku z limonki i sosu rybnego. Przed zanurzeniem udek w tempurze warto podzielić je/ przekroić na pojedyncze nogi;) Mięso z udek faktycznie przypomina w smaku kurczaka, ale wg mnie jest bardziej delikatne i z posmakiem wodnym (coś jak z karpiem i posmakiem błota – tu czuć, że mięso, które jemy mieszkało blisko wody). Ogryzania jest mało, ale potem można się rzucać kośćmi…;)

Żabie udka

Obtaczanie udek w tempurze

Udko na górze talerza

Ostatnim daniem smażonym na głębokim tłuszczu były szarańcze! Szarańcze przed obtaczaniem w tempurze warto wsadzić do lodówki lub zamrażarki, to usną. Tym razem zrobiliśmy prostą tempurę z mąki, wody i soli, ale z dodatkiem chilli. Szarańcze można jeść w całości, można bez skrzydełek. Przysmak chrupiący, dzięki tempurze pikantny i o dziwo – bardzo smaczny!

Obtaczanie szarańczy w tempurze

Usmażone szarańcze

Szarańcze podaliśmy na  pięknie wyglądającym owocu pitahaja (znanym też jako dragon fruit). Z zewnątrz różowo-zielony, w środku biały z czarnymi pesteczkami. Nieco jak kiwi i nieco, jak kiwi smakuje – jest jednak bardziej delikatny, wcale nie kwaśny, dla niektórych bez smaku.

Pitahaya

Szarańcze w tempurze z chilli

Później kontynuacja tematu robali – larwy mącznika! Smażone na oleju z imbirem, trawą cytrynową, solą i miodem (akacjowym/ wielokwiatowym). Podane na liściach, jedzone palcami (w sumie większość przekąsek jedliśmy palcami;) – chrupiące, słodkawe, wciągające!!! Imbir i miód to fantastyczne połączenie smakowe dla mącznika. Larwy bez przypraw nie mają specyficznego smaku, zależy on głównie od tego, co jadły, np. jabłka.

Larwy mącznika

Smażenie larw z przyprawami

I jemy paluchami

Na koniec małe krabiki smażone na klarowanym maśle z cebulą pokrojoną w piórka (która najpierw musi się udusić, dopiero potem można dorzucić krabiki), startym imbirem, solą, cukrem (dość sporo), posypane świeżą kolendrą. Smaży się je do czasu aż zmienią kolor na czerwono-różowy. Najbardziej chrupiące danie;) Można je jeść w całości lub jak kto woli – bez nóżek czy skorupki. Na pewno warto dobrze je pogryźć. Podaliśmy je z surówką z białej rzodkwi, z dymką i prażonym sezamem.

Krabiki

Smażenie krabików

Zaraz będziemy jeść krabiki

Krabiki na liściach

A na deser – najbardziej śmierdzący owoc świata – durian! Podany na pulpie z mango ze świeżą miętą i posypany czarnym sezamem. Mieliśmy duriana mrożonego i wystarczyło tylko usunąć z niego dość dużą pestkę – najłatwiej okroić owoc z pestki nożem. Jego miąższ jest miękki, rozpadający się. Co do jego zapaszku… Faktycznie jakby już miał się rozkładać, fermentować, psuć się, ale znam dużo gorsze zapachy… Nikt nie zwracał po kątach i zjedliśmy deser w całości;)

Durian Mrożony

Usuwanie pestki z duriana

Pulpa z mango z durianem i miętą

I jemy tego duriana!

W międzyczasie podjadaliśmy owoce rambutanu. To ta sama rodzina owoców, co lichi. Są tak samo słodkie jak lichi, tak samo się je obiera i oczywiście nie zjada pestki;)

Rambutan

Rambutan

Rambutan tak, jak lichi obiera się ze skorupki i ma w środku niejadalną pestkę

Podsumowując: prawie jak na obiedzie Explorers Club!!!

Bardzo dziękujemy Kubie za te niecodzienne przeżycia smakowe!

Mistrz Azja - Kuba Korczak

Food for Friends

Sushi77 (13 lutego 2013)

Ponownie Sushi77, tym razem wybór „mieszany”, bo nie każdy może mieć ochotę na zimne sushi, i nie każdy może mieć chęć na konia z kopytami:

– Czekadełko – klasycznie, jak to w 77 – glony ze świeżym ogórkiem, sosem sojowym i sezamem. Tak, lubię system czekadełek! Czas do otrzymania zamówienia mija zdecydowanie szybciej. I można przygotować kubki smakowe do następnych doznań kulinarnych!

Sałateczka na przystawkę - glony, świeży ogórek, sos sojowy i sezam

– Chicken ramen – bardzo treściwa zupa z makaronem, kurczakiem i warzywami, posypana dymką. Łagodna. Można zjeść pałeczkami dodatki, a bulion wypić na końcu;) Na zimowe obiadokolacje i dla zmarzluchów!

IMG_3498

– Vulcano unagi roll – z grillowanym węgorzem okalającym paluszek krabowy, melona i serek miękki „do smarowania”. Polane gęstym słodkim sosem. Lubię sushi na ciepło – byle nie było go za dużo w zamówieniu, bo mam tak, że smak tych ciepłych szybciej mi się nudzi.

IMG_3500

– Taco mayo, czyli guncan z sałatką z ośmiornicy – z majonezem i zieloną (barwioną) ikrą. Ośmiornica dobrze pokrojona, bo (mimo, że sama z siebie jest twarda) łatwo się ją gryzło. Majonezu jednak za dużo, bo niby „tylko dwa”, ale wydawało mi się jakby było ich „aż dwa”…

Guncan z ośmiornicą

– Herbata żurawina-róża – bardzo delikatna. Pachnie żurawiną, smakuje różą… Ciekawe jakby było odwrotnie;

Żurawina-róża – Wino śliwkowe – podane z kotką lodu. Bardzo mi odpowiada ten śliwkowy aromat.

Wino śliwkowe

Wino śliwkowe jest dobre z kostką lodu

La MaMa (29 grudnia 2012)

La MaMa to nigeryjska restauracja i drinkbar o bardzo fajnym logotypie. Egzotyczna kuchnia z czarnego lądu tak bardzo zaciekawiła eM., że chciał tam zjeść swoją urodzinową kolację. Dwa poziomy gwarantują odpowiednią ilość miejsca na spotkania (nawet w dużym gronie). Wystrój może nie powalający, ale było czysto i z afrykańskimi akcentami. Muzyka była energetyczna i pasująca do miejsca. Nieco przeszkadzał nam zapaszek nieokreślonego pochodzenia (jakby skór?), ale był na szczęście słabo wyczuwalny i nasza uwaga mogła skupić się na kulinarnych aspektach wieczoru:

La MaMa

Akcenty

– Akwukwonri – gulasz z afrykańskimi warzywami, z mięsem do wyboru: wołowina, kurczak, koźlina (tej akurat nie było), pełen aromatycznych przypraw (ostrość 2 na 3 papryczki) – jedzony tradycyjnie z pulpą z platana (w menu nazwali ją puree). Pani Kelnerka przyniosła miskę z wodą w razie, gdyby wyrażono chęć jedzenia rękami. I tak też eM. jadł! Najpierw pulpa na trzy środkowe palce, potem gulasz na pulpę i do buzi. Dało radę zjeść tak całą porcję;) Gulasz faktycznie był pikantny, jak go określili, czyli ja już bym go nie zjadła. Jednak smaczny i zachęcający do spróbowania innych potraw.

Gulasz wołowy z warzywami i pulpą z platana

– Coconut rice – słodko-ostry kokosowy ryż w zestawie z kawałkami mięsa (wybrałam kurczaka) – całość z łyżką sałatki, nad którą niezbyt się zastanawiałam, więc nic o niej nie napiszę. Ryż bombowy i prawdziwie kokosowy – duża porcja. Kawałki kurczaka w sosie faktycznie ostrawym, ale moje kubki smakowe tolerowały taki stopień ostrości. Kurczak i sos były nieco chłodniejsze, niż ryż, ale nie zimne. W kawałkach drobiu znalazłam jeden większy kawałek, który okazał się być kulką pulpy platana, namoczoną w sosie. Mi taka „podróba” nawet odpowiadała, choć i kurczak był smaczny. Rodzaj przypraw trudno mi określić, ale całość była smaczna (choć dla mnie zdecydowanie smaczniejszy był ryż). A tak poza wszystkim, to rozwaliła mnie kompozycja talerza;)

Ryż kokosowy i kurczak w sosie lekko ostrym

– Green salad – mieszanka sałaty, pomidorów, ogórków z dodatkiem sera owczego i dressingu ziołowego – podejrzewałam, że w zamówionych daniach warzyw będzie mało. Dlatego sałatka okazała się dobrym pomysłem! Świeża, chrupiąca, ze smacznym serem i niestety sosem z torebki. Jednak bardzo orzeźwiała i idealnie pasowała do ostrości dań głównych.

Green salad z serem owczym

– Chim Chim – tradycyjne, słodkie, chrupiące ciasteczka z gałką muszkatołową – małe jak groszek ptysiowy, podane ciepłe i bardzo chrupiące (czasami twardawe). Raczej słodko-słone, niż słodkie w naszym mniemaniu. Bardziej przekąska, niż deser. Smaczne.

Ciasteczka na ciepło z gałką muszkatołową

– Afrykańska herbata z Malwy Karkade – kwaśna, o owocowym smaku (z nutką jakby aroniową). Intensywnie czerwona. W kubkoszklance było sporo kawałków tej malwy i bardzo mi to odpowiadało:)

Herbata z Malwy Karkade

– Piwo bananowe – słodkie, o bananowym aromacie, lekko mętne i kremowo-żółte. Smakowało mi trochę tak, jak piwo z syropem bananowym… a może to piwo tak autentycznie smakuje?

Piwo bananowe

– Afrykańskie wino palmowe – ale od razu Pani Kelnerka powiedziała, że nie ma ono w sobie alkoholu;) Przyniosła je w butelce z napisem „Palm Drink” (otworzyła ją przy nas i nalała „wino” do kieliszka – wielkie i pozytywne WoW! Myślałam, że nikt w Polsce tak nie robi). Faktycznie na etykiecie napoju nie znalazłam wzmianki o zawartości alkoholu. W składzie sok palmowy bez innych dodatków (nawet wody i cukru), o przeciętnej kaloryczności w 100 ml (około 50-60 kcal). Drink bardzo oryginalny i lekki. Wyczuwalny był smak lekko sfermentowanego napoju. Biały, jak mleko kokosowe. Mimo braku alkoholu czułam, jakbym nieco go wypiła…

Wino palmowe, które winem nie jest

– Afrykański napój „Mighty Malt” – okazało się, że to energy drink. Przyniesiony również w nieodkorkowanej butelce (hurra!). Skład złożony, kaloryczność w 100 ml też 50-60 kcal, z witaminą B6, B12 i biotyną;) Intensywnie ciemny kolor, w smaku sok porzeczkowy pomieszany z palonym cukrem. W sumie bez rewelacji, ale dobrze było go spróbować.

Jeszcze jeden afrykański napój

Na szczęście delektowaliśmy się wieczorem i oczekiwanie (na menu, zamówienie, domówienia, rachunek) było nam w smak;)