Lody, lody w Stanach

Zima to nie amerykański sezon na lody, ale lody były!

Pierwszy kubełek kupiliśmy w Chicago w sklepie organicznym. Były to lody czekoladowe z mleka kokosowego! Czyli lody wegańskie:)

Opakowanie

Lody

Idea „Ice cream – without the cream” jest miłą alternatywą dla lodów klasycznych. Lody mają smak czekoladowy o lekkim posmaku kokosa, więc nie wszystkim mogą przypaść do gustu. Wartość odżywcza takich lodów jest niższa, niż lodów tradycyjnych. Mają nieco mniej kalorii, białka, tłuszczu i węglowodanów. Ich zdecydowanym plusem jest brak cholesterolu, co jest oczywiste, bo nie ma w nich żadnych składników pochodzenia zwierzęcego.

Skład i wartość odżywcza

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

 

Kolejne lody, które koniecznie chcieliśmy spróbować były te nowe smaki Haagen Dazs:

– Pistacjowe były rewelacyjne i prawdziwie pistacjowe! Z kawałkami pistacji oczywiście.

– Czekoladowe z masłem orzechowym – w zasadzie były to kupki masła orzechowego w lodach czekoladowych. BOMBA pyszności! Mieliśmy miniwojnę, kto znajdzie największą kupkę z masłem orzechowym;)

Lody czekoladowe z masłem orzechowym

– Waniliowe z karmelem z solą, czyli podobnie jak wcześniej – kupki lekko słonego karmelu zatopione w lodach waniliowych. Deliiicjeee, pysznoooościii!

Nie zdążyliśmy spróbować lodów pecan, o smaku zielonej herbaty czy sorbetu z mango, więc jak tylko pojawią się w Polsce, to już wiem, na co mam ochotę;) A lody Haagen Dazs cenię za ich naturalny skład – prawdziwe jaja, zamiast tych z proszku, śmietanę, mleko i cukier! W związku z takim składem ich kaloryczność może być większa, niż lodów spulchnianych powietrzem, ale co natura, to natura!

Wild Ginger – NYC (27 stycznia 2013)

Wild Ginger to azjatycka restauracja wegańska polecona przez rodowite mieszkanki Nowego Jorku (dziękujemy Kasiu i Agato!). Dziewczyny poleciły nam akurat tę filię w Williamsburg na Brooklynie – miejscu bardzo artystycznym i pełnym małych knajpek. Sama restauracja jest mała i ma sporo małych stoliczków. Kelnerki i kelnerzy są nadopiekuńczy i nie pozwalają mieć pustych szklanek z kranówą z lodem – po każdym łyku dolewają jej do pełna, więc zostaje tylko grzeczne podziękowanie za większą ilość wody;) Menu jest rozległe i chciałoby się spróbować większości z proponowanych dań, a nasz wybór padł na:

– Pumpkin Soup – czysty bulion z kawałkami dyni, słodką odmianą batatów, cebulą i białą fasolą. Posypany świeżą kolendrą, która idealnie pasuje do dyni!

Zupa z dynią i słodkimi ziemniakami

– Hot & Sour Soup – słodko-ostra zupa z makaronem, tofu, warzywami i kiełkami, posypana świeżym szczypiorkiem. Ostra i na bogato!

Zupa słodko-ostra z tofu i makaronem

– Pineapple-fried Rice – danie tajskie ze smażonego ryżu z ananasem, brokułami, kapustą pekińską, cebulą, tofu (a’la ham) i plastrami zimnego awokado położonego na górze. Posypane pestkami słonecznika i sojowym mini-granulatem. Przeszło moje wszelkie oczekiwania! Smaki świetnie się dopełniały. I porcja była bardzo syta!

Smażony ryż z ananasem i brokułami

– Kimchee Noodles – gruby makaron z ostrą sałatką kimchee (kiszona kapusta chińska, chilli, czosnek, imbir), seitanem (gluten, czyli białko zboża, które po wypłukaniu można formować w różne kształty oraz doprawiać, nadając mu smak każdego mięsa, ryby, owoców morza etc.), marchewką, dymką, strąkami groszku oraz czerwoną cebulą. Posypane sezamem. Na ciepło. Znowu ostre, ale takie miało być! Do tej pory kimchee jedliśmy tylko (no dobrze – ja próbowałam, a eM. jadł) na zimno w formie sałatki. Jak się okazuje, może być też składnikiem dań ciepłych!

Ciepły makaron z kimchee i sejtanem

Z tego co zauważyłam dania w Wild Ginger są dobrze zbilansowane, co znaczy, że każdy posiłek (albo większość posiłków) ma w swoim składzie dobre źródło wegańskiego białka.

Vege brunch (25 listopada 2012)

Ten odbył się w kawiarni Fawory reklamującej się takim rozkładem dnia: kawa prasa śniadanie aktywność lunch spotkanie dyskusja kawa koncert wystawa alkohol.

Vege, bo jedzenie w całości było wegańskie. Wegańskie, czyli z produktów pochodzenia wyłącznie roślinnego, bez jaj, mleka, masła, a nawet prawdziwego miodu. Nieumiejętnie prowadzona dieta wegańska może doprowadzić do wielu niedoborów, a co za tym idzie – chorób (m.in. niedokrwistości, osteoporozy, ogólnego wyniszczenia organizmu). Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne wydało w 2009 roku oświadczenie, mówiące o tym, że prawidłowo zbilansowana dieta wegańska może być dietą zdrową dla wielu grup wiekowych. Przestrzeganie jej mogłoby zapobiec chorobom cywilizacyjnym takim, jak otyłość, cukrzyca typu 2, miażdżyca etc. Dla mnie dieta wegańska jest trudna. A jednak – wyłączenie produktów pochodzenia zwierzęcego, daje wręcz nieograniczone możliwości. Upieczenie ciasta bez jaj, ubicie bitej śmietany bez śmietany, zastygnięcie galaretki bez żelatyny czy zrobienie smalcu bez słoniny – no problem! Co więcej – jest to wykonalne bez utraty smaku (niektórzy nawet nie zauważą różnicy). Klasyczny weganin wykorzystuje w kuchni więcej różnorodnych produktów, niż klasyczny mięsożerca;) Ja uwielbiam produkty mleczne (sery, jogurty), jaja, ryby, owoce morze, więc dieta ta nie jest dla mnie. Ale inspiruje mnie i uważam ją za bardzo smaczną:

–  Barszcz na wywarze warzywnym

– Zupa krem z dyni – miała też pewnie ziemniaki, a pływająca w niej kolendra była świetnym pomysłem na dodatkowy smaczek

– Bigos wegański – na ostro, z pomidorami (pastą pomidorową) i z kotletami sojowymi

– Chilli con corn;) czyli granulat sojowy (chyba) z sosem pomidorowym na ostro, z kukurydzą i czerwoną fasolą

– Zapiekanka z ziemniaków i powyższego granulatu sojowego z sosem pomidorowym

– Pizza z warzywnymi dodatkami

– Tarta ze szpinakiem

– Kotlety z ryżu i szpinaku (sos pomidorowy podany osobno)

– Ryż z ciecierzycą

– Sałatka ze świeżych warzyw (kapusta pekińska, pomidory, ogórki…) i ze smażonymi kotletami sojowymi (pokrojonymi w paski) z sosem orzechowym podanym osobno

– Sałatka makaronowa – z kolorowym makaronem, gotowanymi brokułami, ogórkami kiszonymi, czerwoną fasolą, czerwoną i żółtą papryką

– Smalec wegański – z duszonymi pieczarkami i cebulą (czy były tam płatki owsiane?)

– Pasty do chleba – szpinakowa z pestkami słonecznika, jakaś pyszna brązowa (z orzechami), indyjska z mnóstwem przypraw (nie wiem na bazie czego, ale intensywnie czułam przyprawy – kurkumę, garam masala, cynamon…) i jakaś jasna (może hummus?)

– Ryż z jabłkami i cynamonem

– Deser w kubeczku – crunchy, galaretka (z pektyny) i bita śmietana (z mleka kokosowego)

– Muffiny czekoladowe z gorzką masą czekoladową – wilgotne i delikatne – rewelka!

– Trufle czekoladowe z wiórkami kokosowymi

– Ciasta, jabłeczniki

– Brownie

** Opis vege jedzenia niestety spłyciłam… Nie wiem, jakie składniki i przyprawy znalazły się we wszystkich potrawach, części z nich nie zmieściłam też w siebie, a niektóre zostały zjedzone przed naszym przyjściem…

Dokupiliśmy trochę napojów:

– Ciepły napój z jabłek, gruszek, imbiru i cynamonu (jakby zmiksowany kompot, ale wzbogacony o imbir). Był nieziemski!

– Club mate, tym razem dla ochłody;)

Vege brunch zorganizowały cztery dziewczyny. Cztery dziewczyny dla tłumu ludzi! Było super smacznie! Dzię-ku-je-my!