Spice Garden (7 marca 2013)

Spice Garden jedliśmy jak zwykle różnorodnie – samosy wegetariańskie, papadamsy i naany z serem oraz warzywami, piliśmy mango lassi, ale chcę przedstawić desery, na które mieliśmy ogromną ochotę:

Naany

Lody i gotowana tapioka

– Malai kulfi – lody indyjskie. Mało słodkie, śmietankowe z dodatkiem kardamonu i szafranu, posypane pistacjami. Są wyśmienite! Nie jadłam nigdy tak specyficznych – w dobrym tego słowa znaczeniu, lodów:)

Lody z szafranem i pistacjami

– Tapioka gotowana w mleku kokosowym – podawana na ciepło z ziarkami kukurydzy. Słodki, płynny/ półpłynny deser tajski. Tapioka jest pod postacią małych, delikatnych kuleczek, które w zasadzie od razu się połyka. Kukurydza to element zaskoczenia, którego się nie spodziewamy, a jednak pasuje idealnie. Deser smaczny i na pewno prosty do zrobienia.

Tapioka w mleku kokosowym z kukurydzą

 

A na koniec chciałam wspomnieć, że w Spice Garden gotuje radośnie śpiewający kucharz – co więcej – jego nastrój jest zaraźliwy;)

Reklamy

Sea – NYC (28 stycznia 2013)

Kolejna polecona i kolejna azjatycka (dokładnie tajska) restauracja nowojorska – Sea. Poszliśmy do tej na Manhatanie (na stronie internetowej jej nie ma). Przywitał nas nowoczesny wystrój z wszędobylskimi „bąbelkami”. Akcenty kultury wschodu przypominały o orientacji kuchni, a chillowa muzyka pozwalała na relaks.

Sea w Chelsea

Sea i budda

Poza restauracją jest też spory bar i na pewno odbywają się tam imprezy. Jedzenie wybiera się z menu w formie kartek pocztowych,

Pocztówkowe menu

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

a kelner przynosi dania w rękawiczkach – szkoda, że lateksowych;)

–  House soup – wybrałam z tofu (można było wziąć też kurczaka), z różnymi warzywami. Zupa była czystym gorącym bulionem, do którego wrzucono (albo tuż przed podaniem, albo chwilę wcześniej) warzywa – różyczki brokuła, plastry marchewki, piórka czerwonej i zielonej papryki oraz czerwonej cebuli, małe pieczarki, strąki zielonej fasoli i połówki pomidorka koktajlowego. Dzięki temu warzywa były bardzo chrupiące i w zasadzie każda łyżka zupy smakowała trochę inaczej;) Fajny pomysł na zupę na imprezę czy spotkanie – w sumie jedną, ale z wieloma opcjami smakowymi! Pokrojone składniki (warzywa, ugotowane mięso, tofu) rozłożone osobno w miskach/ miseczkach/ salaterkach mogą zostać wybrane wedle osobistych preferencji i zalane bulionem już we własnej misce. Warto, żeby był on wegetariański (warzywny), gdyby na imprezie pojawili się wegetarianie.

Zupa z warzywami i tofu

– Classic Tom Yum z kurczakiem (ewentualnie krewetkami albo tofu) – cienkie plastry kurczaka z pomidorami i cebulą w ostrym bulionie (bo z ostrymi papryczkami) z trawy cytrynowej. Z dodatkiem pieczarek smakowała nieco jak Stroganow (tak, tak Stroganow, bo Pan, który wymyślił danie, nazywał się StrogAnow), ale z kolendrą! Bardzo egzotycznie!

Zupa Tom Yum

– Pad Thai Shrimp (albo Chicken) – makaron ryżowy (płaskie, grube wstążki) z roztrzepanym jajem, dużymi krewetkami (z ogonkami), orzechami arachidowymi, strąkami fasoli i dymką w słodkawym sosie (prawdopodobnie doprawionym czymś w rodzaju słodkiego terijaki). Danie o wyglądzie raczej zniechęcającym do jedzenia, bo ciemnobrązowa masa (poza plamami zieleni z warzyw) mogła kojarzyć się jednoznacznie, ale początkowo było bardzo smaczne. Początkowo, bo porcja była na tyle duża, że pod koniec ten słodkawy smak po prostu mi się znudził…

Makaron ze słodkim posmakiem z krewetkami

– Spicy Thai Herbs Fried Rice with Beef – ryż smażony z roztrzepanym jajem, dymką, pastą chilli, imbirem, tajską bazylią i kolendrą podany z cienkimi plastrami wołowiny marynowanej w orientalnych przyprawach. Ostrość była ostatnim wyczuwalnym smakiem, w związku z czym potrawa mogła być zwodnicza dla osób nieodpornych na pikantne smaki;) Do tego dodatkowa porcja warzyw gotowanych na parze – chrupiące i dające odpocząć po dobrze przyprawionym daniu głównym.

Ryż z wołowiną i dodatkowa porcja warzyw gotowanych na parze

Porcje podawane w Sea są bardzo duże, więc zamówienie i zjedzenie zupy z drugim daniem może grozić pęknięciem;) Na szczęście niezjedzone potrawy mogą zostać zapakowane na wynos.

I nie wspominałam jeszcze o wodzie, wodzie i wodzie z lodem! Choć w Sea kelnerzy wykazywali większą opieszałość w jej dolewaniu;)

Wild Ginger – NYC (27 stycznia 2013)

Wild Ginger to azjatycka restauracja wegańska polecona przez rodowite mieszkanki Nowego Jorku (dziękujemy Kasiu i Agato!). Dziewczyny poleciły nam akurat tę filię w Williamsburg na Brooklynie – miejscu bardzo artystycznym i pełnym małych knajpek. Sama restauracja jest mała i ma sporo małych stoliczków. Kelnerki i kelnerzy są nadopiekuńczy i nie pozwalają mieć pustych szklanek z kranówą z lodem – po każdym łyku dolewają jej do pełna, więc zostaje tylko grzeczne podziękowanie za większą ilość wody;) Menu jest rozległe i chciałoby się spróbować większości z proponowanych dań, a nasz wybór padł na:

– Pumpkin Soup – czysty bulion z kawałkami dyni, słodką odmianą batatów, cebulą i białą fasolą. Posypany świeżą kolendrą, która idealnie pasuje do dyni!

Zupa z dynią i słodkimi ziemniakami

– Hot & Sour Soup – słodko-ostra zupa z makaronem, tofu, warzywami i kiełkami, posypana świeżym szczypiorkiem. Ostra i na bogato!

Zupa słodko-ostra z tofu i makaronem

– Pineapple-fried Rice – danie tajskie ze smażonego ryżu z ananasem, brokułami, kapustą pekińską, cebulą, tofu (a’la ham) i plastrami zimnego awokado położonego na górze. Posypane pestkami słonecznika i sojowym mini-granulatem. Przeszło moje wszelkie oczekiwania! Smaki świetnie się dopełniały. I porcja była bardzo syta!

Smażony ryż z ananasem i brokułami

– Kimchee Noodles – gruby makaron z ostrą sałatką kimchee (kiszona kapusta chińska, chilli, czosnek, imbir), seitanem (gluten, czyli białko zboża, które po wypłukaniu można formować w różne kształty oraz doprawiać, nadając mu smak każdego mięsa, ryby, owoców morza etc.), marchewką, dymką, strąkami groszku oraz czerwoną cebulą. Posypane sezamem. Na ciepło. Znowu ostre, ale takie miało być! Do tej pory kimchee jedliśmy tylko (no dobrze – ja próbowałam, a eM. jadł) na zimno w formie sałatki. Jak się okazuje, może być też składnikiem dań ciepłych!

Ciepły makaron z kimchee i sejtanem

Z tego co zauważyłam dania w Wild Ginger są dobrze zbilansowane, co znaczy, że każdy posiłek (albo większość posiłków) ma w swoim składzie dobre źródło wegańskiego białka.

Spice Garden (21 listopada 2012)

O kucharzach restauracji indyjsko-tajskiej Spice Garden przeczytaliśmy kiedyś w ulotce, że pracowali w kuchniach najlepszych hoteli;) A fakt jest taki, że jedzenie nam smakuje i ceny, jak na kuchnię indyjską, są rozsądne, więc wracamy i za każdym razem jesteśmy zadowoleni:

– Kiam naam – zupa wonton z mieloną wieprzowiną – w zasadzie były to pierożki z mielonym mięsem wieprzowym. Z grzybami shitake i kiełkami. Nie była ostra;) Za to idealna na rozgrzanie.

– Daal fry – soczewica imbirowo-czosnkowa przyprawiana kminem – z gęstym sosem (zapewne ze śmietaną). Bardziej imbirowa, niż czosnkowa;) Smaczna i z wyraźnym smakiem kminu.

– Green peas pulao – ryż basmati zasmażany z zielonym groszkiem. Też z kminem rzymskim. Te intensywnie żółte ziarna ryżu zostały zafarbowane szafranem. Delikatny, sypki i przez groszek nieco słodki. Pasował do soczewicy.

– Mango lassi – jak zwykle gęste i bardzo smaczne. Z wyraźnym smakiem mango i niezbyt słodkie. Schłodzone, ale można poprosić o wersję cieplejszą (wtedy Pani Kelnerka przynosi lassi nieco ogrzane, poprzez wsadzenie szklanki do ciepłej wody – sprytny i warty polecenia sposób).

– Indian masala tea – herbata indyjska z mlekiem i przyprawami. Dla fanów ulepszonej bawarki;) Bardzo smaczna.

Muzyka indyjska nastraja, niestety to, co w telewizorze – rozstraja…