Rodzinnie (11 października 2012)

Rodzinne gotowanie:

– Midi-tarty z nadzieniem szpinakowo-serowym – z serem kozim i gorgonzolą. Tarta z ciasta francuskiego, posmarowanego przed pieczeniem rozmąconym żółtkiem. Rozmawialiśmy o dodatku do farszu suszonych pomidorów z zalewy. Ponieważ danie jest ciężkie warto wypić do niego kieliszek wina;) Bardzo się najedliśmy!

– Mini-drożdżówki świnki z dżemem – głowa zrobiona z dwóch krążków ciasta przełożonych dżemem, a oczy z lukru i czekolady. Wyglądają i smakują fantastycznie!

– Francuskie niespodzianki – bo ciasta francuskiego trochę zostało… Sakiewki i poduszki z czekoladą i faworki bez czekolady;)

– Kawa latte ze zmielonym cynamonem i goździkami

Reklamy

Milanovo (5 października 2012)

Wilanowskie Milanowo skusiło nas włoską kuchnią. Okazało się, że jest też tam nutka polskości – głównie w karcie, ale i na ścianach promujących polskich artystów. W tle muzyka rodem z radia złote przeboje, vox albo pogoda… Przytulny wystrój, sporo rodzin z dziećmi oraz obcokrajowców.

– Czekadełko – pieczone kawałki ciasta od pizzy. Można było zjeść skropione oliwą z tymiankiem. Bardzo smaczne, na pewno serwują tu świetną pizzę!

– Spaghetti aglio e olio – z czosnkiem, oliwą, ostrą papryczką i natką pietruszki, a na wierzchu duże płaty parmezanu – mimo oliwy – lekkie, z podsmażanym czosnkiem i sporą ilością ostrej papryczki. Ostre, ale nie wypalające kubków smakowych.

– Farfalle gorgonzola – z sosem z gorgonzoli, z suszonymi pomidorami i świeżym szpinakiem. Poproszono mnie o zmianę makaronu, gdyż farfalle musieliby dopiero przygotować i czekanie zajęłoby więcej czasu – ostatecznie było linguine. Szpinaku było sporo, więc wystarczyło go prawie na każdy kęs makaronu. Pomidory suszone były drobno pokrojone czego nieco żałuję. Smaczne, ale ciężkie (na pewno cięższe od poprzedniego – więcej tłuszczu). Porcja spora.

– Koktajl witaminowy – mix owocowy – wyczuwalne były jabłko, truskawki, banany, pomarańcze i lód. Pychaaa!

– Koktajl oczyszczający organizm z toksyn – mix warzywny – z natką pietruszki i selerem naciowym… reszty nie rozpoznaliśmy;) Smaki nie dla każdego, ale pijąc ten koktajl człowiek czuje się od razu zdrowszy;)

– Tiramisu – podane dość niekonwencjonalnie, z likierem w osobnym kieliszku (bardzo sprytne rozwiązanie dla dzieci czy kobiet w ciąży). Spodobało nam się i co więcej – zasmakowało!

Bardzo nam smakowało i podobało się również, więc planujemy powrót – wypróbowanie pizzy i obejrzenie dolnego poziomu lokalu;)

Parapetówa na Żoliborzu (29 września 2012)

Spotkania z dobrym jedzeniem i piciem różnią się od spotkań z chipsami i colą. Te pierwsze obfitują w wyjątkowych ludzi, a te drugie są dla samotników kanapowych, czyli spotkaniami być nie muszą;)

Parapetówa u Agnieszki i Michała była bardzo smaczna! A o reszcie atrakcji musiałabym założyć kolejnego bloga…

Agnieszka zdradziła, że wszystko co znalazło się na bufecie przygotował Michał:

– sałatka z sałaty, pomidorów i oliwek

– sałatka z gotowanego brokuła, kukurydzy i sezamu

– sałatka z kukurydzy, pestek słonecznika i rukoli

– sałatka z surowej marchwi, natki pietruszki i nasion kolendry (oliwa, sól, pieprz)

– sałatka z pomidorów i ogórków z natką pietruszki

– sałatka jeszcze jedna z papryki, ale bałam się, że ostra i nie próbowałam (Michale co to było za cudo?!)

– roladki z ciasta francuskiego ze szpinakiem (Agnieszka dodałaby śmietanę lub ser do szpinaku)

– łosoś marynowany z kaparami

– deska serów – pleśniowe, żółte, kozie (Agnieszko, jeszcze raz proszę o nazwę lub polski odpowiednik tego pysznego sera z ciemną skórką!!!)

– guacamole z czosnkiem i sokiem z cytryny

– oliwki marynowane czarne i zielone

– minikukurydza marynowana

– czosnek w ziołowej marynacie

– ogórki kiszone z plastrami białej cebuli

– masło czosnkowe

– pieczywa do wyboru do koloru

– winogrona, orzechy, migdały, rodzynki

– wino oraz wyjątkowa śliwkówka prosto od serca, prosto od sąsiada itp… itd…

Agnieszko i Michale – dziękujemy!

Obiad rodzinny (27 września 2012)

Obiady rodzinne kojarzą mi się z dobrym jedzeniem:) Nawet jeśli jest to szybki obiad rodzinny, bo wystarczy tylko odgrzać potrawę, na myśl o której wszystkim ślinka cieknie;)

Pierogi, które jedliśmy zostały kupione w sprawdzonym już dawno miejscu na bazarku przy ul. Stryjeńskich na warszawskich Kabatach. Smaczek na „ruskie” skończył się kupnem ich odmiany – ze szpinakiem. A na deser ananas, który był akurat pod ręką…

– Pierogi ruskie ze szpinakiem – odgotowane, nie odsmażane – śliczne, bo zieloniutkie ciasto (z dodatkiem szpinaku). Pulchniutkie, dobrze wypełnione, aż po brzegi. Farsz typowo, jak do „ruskich”, z twarogiem, ziemniakami i odrobiną skwarek. Bonusem była kolejna porcja szpinaku. Dobrze przyprawione, może trochę zbyt słone jak dla mnie. Ale jakie śliczne!

– Świeży ananas – świeży ananas, jak z puszki… Dla mnie to wręcz antyreklama… ale chodzi o urządzenie, dzięki któremu można wykroić ananasa uzyskując krążki (w zasadzie serpentynkę), jak te w puszce. Ananas po wydrążeniu/ wykrojeniu wygląda bardzo estetycznie. Wysiłek prawie żaden. W czasie drążenia wydobywa się sok ananasowy – najlepiej zachować go jak najwięcej! …Mimo wszystko ja lubię się bawić w obieranie i krojenie ananasa;)

Palak paneer z ryżem basmati [Palak paneer with basmati rice]

Odkąd eM. był na kursie gotowania indyjskiego, zdecydowanie częściej gotujemy coś z kuchni indyjskiej. Mi bardzo odpowiada w niej wielość stosowanych przypraw, warzyw i łatwa możliwość przygotowania czegoś wegetariańskiego. Dziś przepis na obiad lub obiadokolację (kiedy wcześniej były tylko małe przekąski).

Palak paneer, czyli twaróg (paneer) ze szpinakowym sosem. Najpierw zrobiliśmy paneer. Jego podstawą jest mleko – NIE UHT!!! Wystarczy pasteryzowane, może być świeże. Im więcej ma tłuszczu, tym więcej twarogu wyjdzie. Do przelanego do garnka mleka dodaliśmy kmin rzymski (wersja paneeru bez przypraw też istnieje, ale nam już się trochę znudziła), a tuż przed zagotowaniem wlewaliśmy po jednej łyżce octu jabłkowego (może być też sok z cytryny). Kiedy zaczynają robić się grudki twarogu, a mleko zaczyna robić się lekko białe (półprzezroczyste) można przestać dolewać octu. Wtedy trzeba wyłączyć gaz, a całość przelać do sita wyłożonego gazą. Proponuję pod spód sita włożyć garnek, ponieważ płyn, który oddzielił się od grudek twarogu, to maślanka – bogactwo wartości odżywczej! Taka z kminem smakuje wyśmienicie (choć tylko ja ją piję, bo eM. jeszcze przekonać się nie może;). Z 2 litrów mleka wychodzi około 1,5 litra maślanki. Natomiast paneer trzeba zakręcić w gazie i przycisnąć, nadal na sicie, czymś ciężkim (my zastosowaliśmy garnek z wodą), żeby odsączyć resztę maślanki. Niech tak postoi, skoro inne rzeczy są w trakcie przygotowania.

Kolejno był ryż basmati. Najpierw trzeba go podsmażyć na oleju, aż lekko nabierze koloru. Następnie zalewamy go wodą – taką ilością, ile zajął ryż w szklance (wychodzi około 1 szklanki wody) i dodajemy warzywa – teraz marchew i groszek, z mrożonki, dla zaoszczędzenia czasu. Po dodaniu warzyw trzeba wszystko wymieszać i gotować pod przykryciem około 10 minut. Od czasu przykrycia garnka pokrywką nie wolno mieszać! Ryż się wtedy nie uda. Można dodać trochę wody, jak okaże się, że ryż zbyt szybko ją wchłonął. Po wyłączeniu gazu dodajemy najpierw kurkumę, potem szafran – dla koloru i lekkiego aromatu.

Potem palak. Na oleju lekko podsmażamy najpierw posiekane czosnek i imbir. Potem dodajemy przyprawy: kmin rzymski, czarnuszkę, czarną gorczycę, pokruszoną ostrą papryczkę. UWAGA przyprawy szybko się palą, dlatego po krótkiej chwili trzeba dodać rozdrobniony szpinak (z mrożonki, wcześniej rozmrożony), potem trochę mleka i zmielone orzechy nerkowca. Można posolić do smaku. Na koniec, już po wyłączeniu gazu, dodaliśmy świeżą kolendrę, a potem pokrojony w dość grubą kostkę paneer.

Ufff, można już jeść;)

Zrób paneer z kminem rzymskim (dla 3-4 osób) [Make paneer with cumin (for 3-4 people)]:

  • 2 litry mleka 3,2% pasteryzowanego [milk, but not UHT milk]
  • 1,5 łyżki kminu rzymskiego [1,5 tablespoon of cumin]
  • 5 łyżek octu jabłkowego (może być sok z cytryny) [5 tablespoon of apple/ cider vinegar or lemon juice]

Ugoruj ryż basmati (dla 2 osób) [Boiled basmati rice (for 2 people)]:

  • 1 torebka ryżu basmati [1 pouch of basmati rice]
  • 200g marchewki i groszku [carrots and peas]
  • olej [oil]
  • 1 szklanka wody [1 glass of water]
  • 1-2 łyżeczki kurkumy [1-2 teaspoons of turmeric]
  • szczypta szafranu [pinch of saffron]

Przygotuj szpinak do paneeru (dla 2 osób) [Make spinach for paneer (for 2 people)]:

  • 200g rozdrobnionego szpinaku [spinach]
  • trochę mleka [a little bit of milk]
  • 80g zmielonych orzechów nerkowca [cashew nuts]
  • olej [oil]
  • 2cm imbiru [ginger]
  • 1 ząbek czosnku [1 clove of garlic]
  • szczypta kminu rzymskiego [pinch of cumin]
  • 1 mała suszona ostra papryczka [1 small dried hot chilli pepper]
  • szczypta czarnuszki [pinch of nigella]
  • szczypta czarnej gorczycy [pinch of blach mustard]
  • świeża kolendra [fresh coriander leaves]

1 porcja [1 portion] = 431 kcal = 20g BIAŁKA [protein] + 26g TŁUSZCZU [fat] + 40g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 10g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Papalina (19 września 2012)

Papalina to chorwacka restauracja i winiarnia na Ursynowie. Klimatyczna – z oryginalną chorwacką muzyką, eleganckim i ciekawym wnętrzem (od razu widać, że pije się tam dużo wina;) i nie chodzi mi o pawie na ścianach, ale o puste butelki w roli świeczników lub wazonów na świeże kwiaty), a na ekranie plazmy przewijają się filmiki z Chorwacji, nurkowania i tajników kuchni chorwackiej.

– Zupa krem pomidorowo-imbirowy – podana z kleksem śmietany i groszkiem ptysiowym – bardzo rozgrzewająca, dzięki imbirowi. Smaczna, trochę ostro-imbirowa. Lubimy imbir:)

– Kalmary grillowane ze szpinakiem i ziemniakami – świeże kalmary grillowane w całości (oczywiście z cytryną), bardzo dobrze przyprawione duszone liście szpinaku wymieszane z kawałkami gotowanych ziemniaków – nie spodziewałam się takiego podania – bardzo mi odpowiadało! Do tego wzięłam tzatziki – świeże, pyszne, choć mogłyby mieć więcej czosnku (tzn. czosnek w ogóle, bo nie poczułam go wcale).

– Grillowane kawałki łagodnej i pikantnej wołowiny (mielonej, uformowanej w kotleciki) – cevapi serwowane w chrupiącej lepinji (rodzaj bułki) z ajvarem (sosem), do tego świeże warzywa – cebula czerwona i biała, pomidory – eM. był bardzo zadowolony z tego wyboru – w końcu chorwackie hamburgery to rzadkość w Warszawie;) Mięso było delikatne i dobrze przyprawione.

– Herbata – dzika róża z wanilią oraz mięta z miodem.

Czebureki (5 września 2012)

Miałam iść na lody… ale idąc al. Niepodległości trafiłam na kawiarenko-barek, po schodkach w dół – Czebureki – Złap smak Gruzji.

Z kuchnią gruzińską miałam już do czynienia (bardzo pozytywnie), a malutka i nienapakowana zbędnymi rzeczami przestrzeń zapraszała mnie do wejścia. Po miłej rozmowie z młodą panią zza lady zdecydowałam się na kawę (włoską, nie gruzińską, o czym zostałam uprzedzona i mocno zapewniona o jej doskonałym smaku) oraz czebureki ze szpinakiem.

Czebureki to rodzaj pieroga/ naleśnika z farszem (do wyboru mięso, fasola, pieczarki, szpinak oraz na słodko – jabłka, jest też chaczapuri z serem białym – wypróbowanym kiedyś – genialny!). Czebureki jest płaski, a ciasto cienkie. Jest chrupiący, bo przed opiekaniem/ odgrzewaniem na miejscu – smażony. Okazał się być dużo większy, niż przypuszczałam! Można się nim najeść;) Smak? Ciasto jest świetne, a farsz szpinakowy raczej mnie rozczarował (ale pani polecała raczej mięso albo pieczarki). Szpinak najprawdopodobniej był mrożony, ale rozdrobniony, a nie papkowaty (to plus). Uduszony z pieprzem i ostrą papryką, jednak nie był pikantny. Właśnie jakby mu brakowało smaku… Chciałabym wypróbować czebureki z innymi nadzieniami. Zresztą czekając na swoje zamówienie (dosłownie chwilkę), do knajpki weszło mnóstwo gości i masowo zamawiali czebureki z mięsem, fasolą i pieczarkami (i byli tak pewni swojego wyboru, że z pewnością były to ich kolejne czebureki).

Kawę z mlekiem wypiłam z brązowym cukrem. Byłam nią faktycznie zachwycona! A na początku kręciłam nieco nosem (że nie mają jakiegoś gruzińskiego wynalazku) i już miałam zamawiać herbatę…

Mimo, że wnętrze jest niewielkie jest tam miejsce, żeby przycupnąć i przekąsić czy wypić co nieco. Na zewnątrz jest też dwuosobowy stoliczek. Reklamują, że mają zniżki dla uczniów i studentów. Myślę, że zabiorę tam kiedyś eM.:)