Vege brunch (25 listopada 2012)

Ten odbył się w kawiarni Fawory reklamującej się takim rozkładem dnia: kawa prasa śniadanie aktywność lunch spotkanie dyskusja kawa koncert wystawa alkohol.

Vege, bo jedzenie w całości było wegańskie. Wegańskie, czyli z produktów pochodzenia wyłącznie roślinnego, bez jaj, mleka, masła, a nawet prawdziwego miodu. Nieumiejętnie prowadzona dieta wegańska może doprowadzić do wielu niedoborów, a co za tym idzie – chorób (m.in. niedokrwistości, osteoporozy, ogólnego wyniszczenia organizmu). Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne wydało w 2009 roku oświadczenie, mówiące o tym, że prawidłowo zbilansowana dieta wegańska może być dietą zdrową dla wielu grup wiekowych. Przestrzeganie jej mogłoby zapobiec chorobom cywilizacyjnym takim, jak otyłość, cukrzyca typu 2, miażdżyca etc. Dla mnie dieta wegańska jest trudna. A jednak – wyłączenie produktów pochodzenia zwierzęcego, daje wręcz nieograniczone możliwości. Upieczenie ciasta bez jaj, ubicie bitej śmietany bez śmietany, zastygnięcie galaretki bez żelatyny czy zrobienie smalcu bez słoniny – no problem! Co więcej – jest to wykonalne bez utraty smaku (niektórzy nawet nie zauważą różnicy). Klasyczny weganin wykorzystuje w kuchni więcej różnorodnych produktów, niż klasyczny mięsożerca;) Ja uwielbiam produkty mleczne (sery, jogurty), jaja, ryby, owoce morze, więc dieta ta nie jest dla mnie. Ale inspiruje mnie i uważam ją za bardzo smaczną:

–  Barszcz na wywarze warzywnym

– Zupa krem z dyni – miała też pewnie ziemniaki, a pływająca w niej kolendra była świetnym pomysłem na dodatkowy smaczek

– Bigos wegański – na ostro, z pomidorami (pastą pomidorową) i z kotletami sojowymi

– Chilli con corn;) czyli granulat sojowy (chyba) z sosem pomidorowym na ostro, z kukurydzą i czerwoną fasolą

– Zapiekanka z ziemniaków i powyższego granulatu sojowego z sosem pomidorowym

– Pizza z warzywnymi dodatkami

– Tarta ze szpinakiem

– Kotlety z ryżu i szpinaku (sos pomidorowy podany osobno)

– Ryż z ciecierzycą

– Sałatka ze świeżych warzyw (kapusta pekińska, pomidory, ogórki…) i ze smażonymi kotletami sojowymi (pokrojonymi w paski) z sosem orzechowym podanym osobno

– Sałatka makaronowa – z kolorowym makaronem, gotowanymi brokułami, ogórkami kiszonymi, czerwoną fasolą, czerwoną i żółtą papryką

– Smalec wegański – z duszonymi pieczarkami i cebulą (czy były tam płatki owsiane?)

– Pasty do chleba – szpinakowa z pestkami słonecznika, jakaś pyszna brązowa (z orzechami), indyjska z mnóstwem przypraw (nie wiem na bazie czego, ale intensywnie czułam przyprawy – kurkumę, garam masala, cynamon…) i jakaś jasna (może hummus?)

– Ryż z jabłkami i cynamonem

– Deser w kubeczku – crunchy, galaretka (z pektyny) i bita śmietana (z mleka kokosowego)

– Muffiny czekoladowe z gorzką masą czekoladową – wilgotne i delikatne – rewelka!

– Trufle czekoladowe z wiórkami kokosowymi

– Ciasta, jabłeczniki

– Brownie

** Opis vege jedzenia niestety spłyciłam… Nie wiem, jakie składniki i przyprawy znalazły się we wszystkich potrawach, części z nich nie zmieściłam też w siebie, a niektóre zostały zjedzone przed naszym przyjściem…

Dokupiliśmy trochę napojów:

– Ciepły napój z jabłek, gruszek, imbiru i cynamonu (jakby zmiksowany kompot, ale wzbogacony o imbir). Był nieziemski!

– Club mate, tym razem dla ochłody;)

Vege brunch zorganizowały cztery dziewczyny. Cztery dziewczyny dla tłumu ludzi! Było super smacznie! Dzię-ku-je-my!

Orzeszki sojowe

Przyszedł czas na polski produkt o nazwie Dobra kaloria – Orzeszki sojowe.

Orzeszki sojowe to raczej dziwna nazwa dla prażonej soi (prażonej w gorącym powietrzu, a nie tłuszczu). Bo jaki związek ma soja z orzechami? Chwyt marketingowy? Przez skojarzenie z podjadaniem orzechów (bo soi samej w sobie raczej się nie podjada)?

Dobra kaloria już lepiej – dobra, bo poza kaloriami prażona soja dostarcza naszemu organizmowi ważnych składników odżywczych: białka, błonnika, żelaza, magnezu czy witaminy E.

Jak dla mnie – dobra przekąska, bo rozszerza asortyment zdrowych przekąsek takich, jak orzechy, migdały, pestki, suszone owoce, naturalne chipsy – crispy natural. Poza zajadaniem się soją prosto z paczki, można zapewne wykorzystać ją w kuchni – myślałam o sałatkach lub deserach, ale jeszcze nie próbowałam.

Prażona soja chrupie. Jest dość twarda i świetnie się ją gryzie (w przypadku aparatów ortodontycznych raczej odradzam). Uwaga, jak zje się jej zbyt dużo, to zapycha – warto mieć wodę pod ręką;) Smak ma naturalny – bez soli, ziół, przypraw. Mi odpowiada taka klasyka gatunku. Uwaga osoby z alergiami (sezam, zboża, oczywiście soja) lub chore na celiakię nie powinny jej spożywać!

W 100g (czyli więcej niż zawiera paczka) prażona soja ma 467 kcal, czyli mniej (czyli jest to pozytyw), niż w orzechach: arachidowych = 560 kcal, pistacjowych = 589 kcal, laskowych = 640 kcal, włoskich = 645 kcal. Mniej też niż w pestkach dyni (556 kcal) i słonecznika (561 kcal). Natomiast ma więcej (kolejny duży pozytyw) błonnika (10g vs od 5,3g w pestkach dyni, do 8,9g w orzechach arachidowych), żelaza (8mg, ale więcej żelaza mają pestki dyni – prawie dwukrotnie więcej) i magnezu (220mg, ale więcej magnezu mają pestki dyni i słonecznika). Mniej (to minus, ale nie wszystko można mieć…), niż orzechy i pestki witaminy E (7mg vs 38mg w orzechach laskowych, 26-27mg w pestkach dyni i słonecznika, 9mg w orzechach arachidowych, wyjątek – orzechy pistacjowe 5,2mg, orzechy włoskie 2,6mg).

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

Wyprodukowana z soi niemodyfikowanej genetycznie (bez GMO). Można ją znaleźć w różnych sklepach na pułkach ze zdrową żywnością (widziałam nawet w Rossmannie, ale cena tam jest wyższa od tej w Piotrze i Pawle!). Cena około 4-5 pln.

W ogólnej ocenie stawiam 5!