Vegeburgery z pieczarkami, ryżem, pesto i suszonymi pomidorami [Veggie burgers with mushrooms, rice, pesto and dried tomatoes]

Bo mamy książkę i chcemy wypróbować wszystkie propozycje;) Niektóre produkty mogą być trudno dostępne na polskim rynku, ale liczę, że sobie poradzimy! Vegeburgery!!!

Najważniejszą i oczywiście najbardziej pracochłonną częścią była ta z przygotowaniem masy do kotletów. Etapów pracy było sporo i warto je było dobrze zaplanować w czasie;) Najpierw wrzuciliśmy brązowy ryż do gotowania – trwa to najdłużej (około 25-30 minut). W czasie gotowania obraliśmy i drobno pokroiliśmy do smażenia pieczarki oraz cebulę. W czasie smażenia zmiksowaliśmy bazylię, czosnek, orzechy pinii i włoskie z oliwą na pesto. Następnie pokroiliśmy suszone pomidory.

Smażenie pieczarek i cebuli

Bazylia

Miksowanie pesto

Domowe klasyczne pesto

Kolejnym etapem było wymieszanie składników masy – gotowanego ryżu, smażonych pieczarek i cebuli, pesto i pokrojonych suszonych pomidorów. Warto ją potem odstawić w zimne miejsce, żeby smaki mogły się poprzenikać, a doprawić wystarczy tylko solą i pieprzem. Po około 30 minutach przepis radził niedokładnie wszystko zmiksować… Nam udało się to nad wyraz dokładnie i musieliśmy użyć dość dużej ilości mąki, żeby masa dobrze się formowała w kotlety. Myślę, że przy dobrym pokrojeniu wcześniejszych składników wystarczy tylko dokładne ich wymieszanie (i dodanie niewielkiej ilości mąki dla uzyskania odpowiedniej konsystencji). Wtedy kotlety będą miały cząstki i na pewno będą fajniejsze w gryzieniu:)

W uformowaniu kotletów pomogło wysmarowanie rąk olejem. Wyszło 8 średniodużych sztuk. W czasie pieczenia ich na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (około 20 minut, 180 stopni C., termoobieg), przekroiliśmy bułki, pokroiliśmy pomidory i mozarellę na plastry oraz umyliśmy liście szpinaku.

Pieczenie vegeburgerów

Pomidory i szpinak

Pomidor i mozarella w plastry

Przekrojone bułki

Na sam koniec zostało układanie warstw w bułkach – buła, szpinak, vegekotlet, mozarella, pomidor, buła i mogliśmy się najeść do woli. Mozarella świetnie się rozpuszcza na wyjętych prosto z piekarnika burgerach. Można też zrobić więcej pesto i użyć go jako dodatkowego sosu:) Następnego dnia, burgery były jeszcze smaczniejsze!

Buła + szpinak + vegeburger + mozarella + pomidor

Upiecz burgery – 8 sztuk [Bake burgers, 8 pieces]:

  • 500g drobno pokrojonych pieczarek (po obraniu 300-350g?) [chopped mushrooms]
  • 1 drobno pokrojona duża cebula [1 chopped big onion]
  • olej do smażenia, około 2 łyżki [2 tablespoons of oil for frying]
  • pesto = pół doniczki świeżych liści bazylii + 2 łyżki oliwy + 2 łyżki orzechów pinii i 1 łyżka włoskich + 2 małe ząbki czosnku + sól -> zmiksować [for pesto – fresh leaves of basil, 2 tablespoons of olive oil, 2 tablespoons of pine, 1 tablespoon of walnuts, 2 small cloves of garlic, salt – mix everything]
  • 10 drobno pokrojonych suszonych pomidorów z zalewy [10 chopped dried tomatoes]
  • 1,5 torebki ugotowanego ryżu brązowego [1,5 pouches of cooked brown rice]
  • mąka – w przepisie ryżowa – do zagęszczenia masy [rice flour for good density of burgers]
  • 8 bułek (najlepiej pełnoziarnistych) [whole wheat burger rolls]
  • świeże liście szpinaku [fresh leaves of spinach]
  • 2 duże świeże pomidory [2 big and fresh tomatoes]
  • 1 kostka mozarelli [mozarella cheese]

1 vegeburger [1 veggie burger] = 370 kcal = 14g BIAŁKA [protein] + 16g TŁUSZCZU [fat] + 48g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 10g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Użycie mąki pełnoziarnistej lub dosypanie otrębów zwiększy ilość błonnika w kotletach;) A do picia polecam świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy i grapefruitów! [Use of wholewheat flour give burger more fiber. For these veggie burgers I recommend fresh orange and grapefruit juice!]

Przepis z „The Best Veggie Burgers in the Planet” Joni Marie Newman

Reklamy

Milanovo (5 stycznia 2013)

Milanovo dla rozgrzania się po wilanowskim spacerze:

W ogrodach Pałacu w Wilanowie

Schiza

– Czekadełko – kawałki pieczonego ciasta pizzowego z oliwą z rozmarynem. Lubimy (tak, tak).

Czekadełko

– Rosół uwłoszczony parmezanem – z lanymi kluskami i kawałkami parmezanu. Ze świeżą natką pietruszki i świeżo zmielonym pieprzem. Rosół to idealna zupa do eksperymentów, a dodatek lanych klusek i parmezanu to strzał w dziesiątkę!

Rosół z kluskami kładzionymi i parmezanem

– Zupa Shrekowa z popcornem – zupa krem z zielonych warzyw – najlepiej wyczuwalny był szpinak. Zupa smaczna, a pomysł na popcorn w dechę! Ale, nawet bardzo duże ALE – popcorn smakował okropnie – z torebki, zleżały, już nawet nie chrupiący:/

Zupa Shrekowa

– Pizza Ortolana – z pieczarkami, karczochami, czosnkiem, natką pietruszki i parmezanem. Mogłaby być nazwana pizzą vegetariana, ale akurat ta miała mniej klasyczny wybór warzyw. Chrupiące i smaczne ciasto, a dodatków w sam raz, żeby i tę pizzę poczuć. Wielkość – po zupie – idealna na dwie osoby.

Pizza Ortolana

– Herbata zimowa z dodatkami – pomarańczy, goździków, cynamonu i miodu. Z dodatkami, jak do grzanego wina. Nieco zbyt słodka, ale przynajmniej czuć, że herbata, a nie napój. Goździki można potem rozgryźć – pomagają na bolące gardło, a pomarańczę – zjeść;)

Herbata zimowa

Znowu palcami je

– Peppermint Chai Latte – mieszanka słodzonej herbaty, spienionego mleka, espresso i mięty. Oryginalne i smaczne połączenie smaków, które najczęściej próbuje się w osobnych kubkach, filiżankach i szklankach.

Chai latte

– Do rachunku – wiśniówka. Smaczna i słodka. Z przyjemnym, a nie odrzucającym alkoholowym smakiem. Poza sztucznym aromatem wiśni – same plusy;) …

Wiśnióweczka

Życzę wszystkim

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

Pasztet z soczewicy z pieczarkami i pistacjami [Pie with green lentils, mushrooms and pistachios]

Pasztet z soczewicy był w planach od jakiegoś czasu, a soczewica zielona leżała w szafce na swoją kolej… Na szczęście Ania rzuciła mi wyzwanie pasztetowe! Napisała też, że zielona soczewica, to tradycyjna włoska potrawa na obiad noworoczny – symbolizująca pieniądze. Licząc, że nowy rok jeszcze trwa, przedstawiam moją wersję pasztetu z zielonej soczewicy z pieczarkami i pistacjami.

Pasztet z zielonej soczewicy z pistacjami

 

Pasztet vege

Zieloną soczewicę, wedle wskazówek na opakowaniu, moczyłam we wrzątku przez 30 minut (soczewica bardzo chłonie wodę – warto zaglądać i dolewać), a następnie tyle samo gotowałam. Razem z marchewką, która miała wzbogacić smak pasztetu. W tym samym czasie na patelni, na maśle klarowanym udusiłam drobno pokrojone pieczarki i cebulę. Dodałam do nich ugotowaną soczewicę z marchewką (drobno ją pokroiłam) i przyprawy – sól i pieprz oraz inne do smaku (czosnek, suszoną natkę pietruszki).

Z przyprawami

Wymieszałam dokładnie i niedokładnie zmiksowałam, żeby pasztet miał niejednorodną fakturę. Do chłodnej masy dodałam jaja i mąkę, a po dokładnym wymieszaniu – obrane pistacje (niestety te w wersji solonej, ale wzięłam ten fakt pod uwagę przy dodawaniu soli).

Dodaj jaja, mąkę i pistacje

Do pasztetu z soczewicy dodaj pistacje!

Tak przygotowaną masę przełożyłam do dwóch podłużnych blaszek do pasztetu – wysmarowanych masłem i posypanych otrębami. Piekłam 30 minut w 180 stopniach C. (termoobieg). Blaszki wypełnione były tylko do połowy, więc pasztet wyszedł płaski. Przy całkowitym wypełnieniu formy warto piec nieco dłużej (45-50 minut, może do godziny). Myślę też, że pieczenie pasztetu w formach o ciekawych kształtach, to bardzo fajny pomysł!

Tylko do połowy blaszek - pasztet będzie płaski

A jak pasztet jeść? Sam, na chlebie i z dodatkami (ogórek kiszony, papryka, sos chrzanowo-koperkowy, marmolada żurawinowa). Na ciepło i na zimno. W plastrach grubszych i cieńszych (krojenie jest łatwiejsze przy dokładnym zmiksowaniu masy pasztetowej, no i nóż musi być ostry, bo w masie są całe pistacje!). Pasztet „drugiego dnia” lepiej się kroi;)

Grube plastry pasztetu z soczewicy

Upiecz pasztet z soczewicy [Bake a pie with lentils]:

Soczewica zielona + marchew + pieczarki + cebula + pistacje

  • 1 szklanka i 4 łyżki (250g) suchych nasion soczewicy zielonej [1 glass and 4 tablespoons of dry green lentils]
  • 2 małe marchewki [2 small carrots]
  • 400g pieczarek (obranych 300-350g) [mushrooms]
  • 2 średnie cebule [2 medium onions]
  • Olej lub masło klarowane do smażenia [oil or ghee for frying]
  • 2 jaja [2 eggs]
  • Pół szklanki (80g) mąki (może być mieszana pszenna z razową, orkiszową, kukurydzianą czy ziemniaczaną – przy dwóch ostatnich – dodatek maksymalnie 1 łyżki) [half a glass of flour]
  • 150g niełuskanych pistacji (75g już wyłuskanych) [pistachios]
  • Po 1 łyżeczce soli i pieprzu (bo pistacje były solone – zachęcam do próbowania masy przed dodaniem jaj, a po doprawieniu – każdy może mieć inne preferencje smakowe) [salt and pepper to taste]
  • Inne przyprawy do smaku: czosnek, suszona natka pietruszki [other herbs or spices to taste, f.ex. garlic or parsley]
  • masło i otręby do blaszki [butter and bran for tin]

Pasztet [Pie] = 2 069 kcal = 112g BIAŁKA [protein] + 86g TŁUSZCZU [fat] + 250g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 45g BŁONNIKA [dietary fiber]

+ olej do smażenia – 1 łyżka oleju [1 tablespoon of oil for frying] = 80 kcal = 9g tłuszczu [fat]

* wyliczono w programie ENERGIA

„Smalec” wegetariański

Eksperyment na smalcu wegetariańskim. Inspiracją był smalec na Vegan Brunchu w Faworach. Przepis dostaliśmy od koleżanki, która organizowała imprezę (wielki całus!).

„Smalec” wegetariański wzbudza bunt w niewege ludziach;) Bo smalec to ze świni, a nie z warzyw… A jednak, co mam nadzieję wzbudzi kontrowersje – smakiem przypomina… a nawet może być lepszy, od tego tradycyjnego (wg niektórych opinii, bo ja nigdy tradycyjnego nie próbowałam). Poza tym są problemy z nazwą, która całkiem nie pasuje, bo smalec jest pochodzenia zwierzęcego… czyli może bardziej „margaryna warzywna”? Która nazwa najlepsza? Już poza sporami o pochodzenie, smak i nazwę – mi ta wegetariańska/ wegańska mieszanka bardzo odpowiada i jestem bardzo na TAK. Razem z eM. jesteśmy;)

1. Przepis wyjściowy – „smalec” vegański: roztopiona planta + uduszone pieczarki i cebula + granulat sojowy + sól + pieprz.

„Smalec” jest biały, jak ten klasyczny. Wg eM. smakuje prawie jak tradycyjny i jest bardzo smaczny. Dla mnie – bardzo smaczny i się zajadałam;)

Smalec wegański

2. Moje modyfikacje (ta akurat z przymusu) – „smalec” już wegetariański (z uwagi na dodatek tłuszczu i białek mleka do margaryny): uduszone na oleju rzepakowym, drobno pokrojone pieczarki (0,5 kg) i cebula (3 szt.) + ugotowane i odciśnięte płatki owsiane (1 szklanka) + sól i pieprz do smaku, ale intensywniejszego, niż normalnie byśmy doprawili. Całość zalana w miseczce roztopioną margaryną twardą (1 kostka). Zostawić do ostygnięcia i finito.

Składniki na tę wersję

Ten „smalec” jest bardziej żółty, niż biały, ale też fajny! Niestety przechowywany w lodówce dłużej, niż 1 dzień, nieco się kruszy przy nabieraniu go na kanapkę. Nie wiem czy to kwestia margaryny, czy ilości dodatków, których było sporo;) Margaryna, użyta jako tłuszcz, nie wpływa negatywnie na smak „smalcu”.

Z płatkami owsianymi i margaryną twardą

3. Modyfikacje z ciekawości – „smalec” też wegetariański (tu już całkowicie zwierzęcy produkt, bo masło): przepis jak wyżej, ale zamiast płatków – w końcu – granulat sojowy (80g) i zamiast margaryny – masło klarowane (czyli pozbawione białka i wody). Granulat wrzuciłam do duszących się na patelni pieczarek i cebuli. Wchłonął wodę z pieczarek jak oszalały i musiałam nieco jej dolać (parę razy nawet).

Pieczarki + cebula + granulat sojowy + masło klarowane + sól i pieprz

„Smalec” też koloru żółtego i o tej samej rozpadającej się konsystencji. Masło już wpływa na zmianę aromatu i ten wyrób pachnie masłem;) Poza tym, wydaje mi się, że szybciej, niż poprzednie „smalce”, się rozpuszcza. Jednak i tak smakuje super!

Trochę trwa, zanim stężeje, ale taki świeży jest bomba!

Z pieczarkami, cebulą i granulatem sojowym

Wartość odżywcza smalcu tradycyjnego – dostarcza on wyłącznie tłuszczu zwierzęcego w czystej postaci. Niestety tłuszcz wieprzowy ma negatywny wpływ zdrowie. Kwasy tłuszczowe nasycone, które w nim dominują, działają miażdżycorodnie, czyli podnoszą poziom złego cholesterolu (LDL) we krwi i wpływają na tworzenie się blaszek miażdżycowych w tętnicach. Bardziej obrazowo – tłuszcz pływający w tętnicach zlepia się w kupy, zatyka światło naczynia i utrudnia przepływ krwi.

Jak na tym tle można ocenić „smalec” wege? W dalszym ciągu ocena negatywna – czy to tłuszcz palmowy, czy roślinny utwardzony (margaryna), czy masło klarowane – dominują niekorzystne dla zdrowia kwasy tłuszczowe konfiguracji typu trans (w maśle klarowanym nadal kwasy tłuszczowe nasycone). Takie samo działanie, jak opisane powyżej. Z drugiej strony jego kaloryczność jest niższa, niż smalcu tradycyjnego (poza tłuszczem są tu wypełniające, niskokaloryczne dodatki takie, jak pieczarki, cebula, granulat czy płatki). To co też dobre w „smalcu” wege, to dodatek błonnika (pod postacią tych wcześniej wspomnianych niskokalorycznych dodatków), którego w smalcu tradycyjnym nie ma wcale. Błonnik obniża nieco wchłanianie tłuszczu i przyspiesza pasaż (przejście) treści pokarmowej w przewodzie pokarmowym, dzięki czemu jedzenie nie zalega w naszych jelitach.

Smalec, jaki by nie był, lepiej jeść „od święta” (kilka razy w roku, tak? TAK). Warto nim smarować razowe, gruboziarniste kromki pieczywa… zawsze (bo ten ochronny błonnik), bez względu na jego pochodzenie;) Jako dodatki warzywne – dodatkowy błonnik – polecam klasyczne ogórki kiszone lub małosolne, cebulę (też czerwoną), kolorową paprykę (może i nawet marynowaną) oraz sałatkę z wymienionych:) I już na koniec – jak nadarzy się okazja spróbowania „smalcu” wege, to polecam!

Ciemne pieczywo to podstawa

Vege brunch (25 listopada 2012)

Ten odbył się w kawiarni Fawory reklamującej się takim rozkładem dnia: kawa prasa śniadanie aktywność lunch spotkanie dyskusja kawa koncert wystawa alkohol.

Vege, bo jedzenie w całości było wegańskie. Wegańskie, czyli z produktów pochodzenia wyłącznie roślinnego, bez jaj, mleka, masła, a nawet prawdziwego miodu. Nieumiejętnie prowadzona dieta wegańska może doprowadzić do wielu niedoborów, a co za tym idzie – chorób (m.in. niedokrwistości, osteoporozy, ogólnego wyniszczenia organizmu). Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne wydało w 2009 roku oświadczenie, mówiące o tym, że prawidłowo zbilansowana dieta wegańska może być dietą zdrową dla wielu grup wiekowych. Przestrzeganie jej mogłoby zapobiec chorobom cywilizacyjnym takim, jak otyłość, cukrzyca typu 2, miażdżyca etc. Dla mnie dieta wegańska jest trudna. A jednak – wyłączenie produktów pochodzenia zwierzęcego, daje wręcz nieograniczone możliwości. Upieczenie ciasta bez jaj, ubicie bitej śmietany bez śmietany, zastygnięcie galaretki bez żelatyny czy zrobienie smalcu bez słoniny – no problem! Co więcej – jest to wykonalne bez utraty smaku (niektórzy nawet nie zauważą różnicy). Klasyczny weganin wykorzystuje w kuchni więcej różnorodnych produktów, niż klasyczny mięsożerca;) Ja uwielbiam produkty mleczne (sery, jogurty), jaja, ryby, owoce morze, więc dieta ta nie jest dla mnie. Ale inspiruje mnie i uważam ją za bardzo smaczną:

–  Barszcz na wywarze warzywnym

– Zupa krem z dyni – miała też pewnie ziemniaki, a pływająca w niej kolendra była świetnym pomysłem na dodatkowy smaczek

– Bigos wegański – na ostro, z pomidorami (pastą pomidorową) i z kotletami sojowymi

– Chilli con corn;) czyli granulat sojowy (chyba) z sosem pomidorowym na ostro, z kukurydzą i czerwoną fasolą

– Zapiekanka z ziemniaków i powyższego granulatu sojowego z sosem pomidorowym

– Pizza z warzywnymi dodatkami

– Tarta ze szpinakiem

– Kotlety z ryżu i szpinaku (sos pomidorowy podany osobno)

– Ryż z ciecierzycą

– Sałatka ze świeżych warzyw (kapusta pekińska, pomidory, ogórki…) i ze smażonymi kotletami sojowymi (pokrojonymi w paski) z sosem orzechowym podanym osobno

– Sałatka makaronowa – z kolorowym makaronem, gotowanymi brokułami, ogórkami kiszonymi, czerwoną fasolą, czerwoną i żółtą papryką

– Smalec wegański – z duszonymi pieczarkami i cebulą (czy były tam płatki owsiane?)

– Pasty do chleba – szpinakowa z pestkami słonecznika, jakaś pyszna brązowa (z orzechami), indyjska z mnóstwem przypraw (nie wiem na bazie czego, ale intensywnie czułam przyprawy – kurkumę, garam masala, cynamon…) i jakaś jasna (może hummus?)

– Ryż z jabłkami i cynamonem

– Deser w kubeczku – crunchy, galaretka (z pektyny) i bita śmietana (z mleka kokosowego)

– Muffiny czekoladowe z gorzką masą czekoladową – wilgotne i delikatne – rewelka!

– Trufle czekoladowe z wiórkami kokosowymi

– Ciasta, jabłeczniki

– Brownie

** Opis vege jedzenia niestety spłyciłam… Nie wiem, jakie składniki i przyprawy znalazły się we wszystkich potrawach, części z nich nie zmieściłam też w siebie, a niektóre zostały zjedzone przed naszym przyjściem…

Dokupiliśmy trochę napojów:

– Ciepły napój z jabłek, gruszek, imbiru i cynamonu (jakby zmiksowany kompot, ale wzbogacony o imbir). Był nieziemski!

– Club mate, tym razem dla ochłody;)

Vege brunch zorganizowały cztery dziewczyny. Cztery dziewczyny dla tłumu ludzi! Było super smacznie! Dzię-ku-je-my!

Azja i Villa Magnolia w Poznaniu (23 i 24 listopada 2012)

Kulinarne niebo i ziemia w Poznaniu. Niebo było dnia drugiego, a pierwszego – ziemia bez rewelacji smakowych…

Restauracja Azja była po drodze. Schludne wnętrze ze ścianą luster, azjatyckie malowidła (rośliny, samuraje i świątynie), przygaszone światło (co widac po zamulonych zdjęciach;). O dziwo oferuje również pizze i dania polskie, ma też szeroką ofertę z dostawą i menu z imieniem aktualnego solenizanta:

– Rosół chiński – jak wytłumaczył Pan Kelner – to zwykły rosół, ale z tym cienkim chińskim makaronem (ryżowym lub sojowym), z grzybami shitake, dymką i pastą chilli. Był bardzo ostry! Ale też bardzo słony…

– Zupa słodko-kwaśna – czerwona, czyli pewnie z przecierem lub koncentratem pomidorowym, z papryką czerwoną i żółtą oraz pędami bambusa. Jakby bardziej rozwodniony sos słodko-kwaśny do mięsa. Albo bardziej zagęszczony krem z pomidorów o słodko-kwaśnym smaku. Niby ciekawe, a jednak coś tu nie gra…

– Sate ajam – kawałki kurczaka na patyczkach z sosem orzechowym. Z ryżem (odgrzewanym z masłem), surówkami – dwie klasyczne z kapusty oraz kapusty pekińskiej ze świeżymi warzywami (ogórek, pomidor, rzodkiewka). Kurczak był nawet niezły, bo dobrze przypieczony. Sos zagęszczony mąką i orzechów tam nie czułam.

– Wołowina boembu-bahli – kawałki wołowiny duszone w przyprawach korzennych. Z tym samym zestawem ryżu i surówek co poprzednie danie. Miało być ostre, było nieziemsko słone…

– Herbata zielona z miętą – fusiasta. Miała być duża, a były 4 łyki…

Restauracja polska Villa Magnolia. Zauważona z tramwaju. Wyglądająca na ekskluzywną. Była nawet bardziej, niż się z Karoliną spodziewałyśmy. Ogromne eleganckie wnętrze oświetlone kryształowym żyrandolem, kinkietami (tu i ówdzie), małymi lampkami na stolikach i światłem dnia wpadającym przez ogromne okna. Klimatyczna, spokojna muzyka, też blues. Stoły przystrojone jabłkami i pomarańczami. Szkoda, że śpieszyłyśmy się na pociąg, bo było niezwykle sympatycznie.


Dawno nie widziałam kelnerów chodzących z ręką założoną na plecach, dawno nie obsługiwali koniecznie z prawej strony, dawno nie byli tak usłużni i na każde skinienie!

– Czekadełko – kromki chleba z chrupiącą skórką, oliwa i ocet balsamiczny.

– Pierogi „ruskimi” zwane, polane skrzeczkami – czyli skwarkami (po jednej na każdym z pierogów). Domowe i dobre, dobre i ręcznie robione.

– Uszka z pieczarkami i kwaśną śmietaną – danie spoza karty, więc nie wiem, jakby je nazwali;) Uszka na dwa gryzy, ale nadrabiały smakiem! Pieczarki duszone na maśle, które „strzelało” przy rozkrajaniu. Zawijane również ręcznie:)

– Sałatka „Wspomnienie lata” – sałata, zielony ogórek, pomidor, czerwona cebula, rzodkiewka, sos vinaigrette. Pomidory słodziutkie i z powodu trwającej jesieni, już dawno zapomniałam, że tak mogą smakować! Sos nie przytłaczał sałatki swoim smakiem (ani octem, ani czosnkiem). Sałata była świeża i chrupiąca. Bomba!

– Herbata czarna Ahmad

– Czekolada z bitą śmietaną – w sumie jedyna rzecz, która mi nie smakowała. Czekolada z proszku. Podana już chłodna. Na szczęście bita była prawdziwa i smaczna.

Domowa pizza

Pierwszy post eksperymentalny – eksperymentowaliśmy nieco z ciastem do pizzy.

Pierwsze ciasto zostało zrobione z gotowej mieszanki do pizzy – mąka pszenna, mąka kukurydziana, drożdże, dodatki (słód pszenny, lecytyna sojowa, gluten suszony, enzymy, kwas askorbinowy, E170 – węglan wapnia, E471 – mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych). Do mieszanki, wg przepisu na opakowaniu, trzeba dodać ciepłą wodę, olej, sól i cukier. Potem wyrobić ciasto i obstawić na minimum 3 godziny lub do lodówki na noc.

Nasze ciasto leżało w lodówce od poprzedniego wieczoru. Ogrzane do temperatury pokojowej (trwało to około 1 godzinę) podzieliliśmy na części i wałkowaliśmy. Szło ciężko i ostatecznie placki wyszły małe i grubawe.

Ciasto na drugą pizzę było domowe od początku do końca:

  • 7g drożdży suszonych (25g świeżych) + 1 łyżeczka cukru + 50ml letniej wody => ma rosnąć w ciepłym miejscu około 15 minut (aż zacznie się pienić)
  • 350g mąki pszennej + 1 łyżeczka soli + 200ml wody + 1 łyżeczka oliwy z oliwek + wyrośnięte drożdże => wyrobić na jednolite ciasto => przełożyć na opruszoną mąką stolnicę i zagniatać przez 4-5 minut => dobrze zagniecioną kulę ciasta przełożyć do natłuszczonej oliwą lub opruszonej mąką miski, owinąć natłuszczoną oliwą folią i zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia przez około 30 minut => wyrośnięte ciasto ponownie zagniatać => można już wałkować placki na pizzę

Czas na dodatki – starty ser mozarella, ser gouda i pomidorowy sos domowy:

  • pulpa pomidorowa + 1 ząbek czosnku + kilka szczypt suszonych ziół (prowansalskie, bazylia) + szczypta soli + szczypta pieprzu + szczypta cukru + 1 łyżka oliwy

Oraz to, co kto sobie zażyczył, czyli gorgonzola, suszone pomidory, kukurydza, pieczarki, marynowana papryka (w sklepie osiedlowym nie mieli świeżej… wypłukaliśmy ją pod kranem), salami, cebula i pomidorki koktajlowe.

Pizza z ciasta z mieszanki była z gorgonzolą i pomidorami suszonymi, druga z gorgonzolą i pieczarkami. Piekła się koło 12-15 minut (więcej niż napisano na opakowaniu) w 240 stopniach C w piekarniku z termoobiegiem. Ciasto urosło i było pulchne.

Pizza z ciasta domowego była z kukurydzą, a druga z pieczarkami, papryką, salami, cebulą i pomidorkami koktajlowymi. Piekła się 20-25 minut w 200 stopniach C. Była chrupiąca.

Ocena próbujących: pizza z mieszanki – czuć drożdże, co przeszkadza w rozkoszowaniu się nią. Amatorom pizzy na grubym cieście może pasować. Jednak trzeba uważać, żeby nie zjeść lekko surowego (słabo upieczonego) ciasta. Koszt mieszanki 5 pln. Pizza domowa ma dużo smaczniejsze ciasto. Ma same naturalne składniki. Dla amatorów cienkiego ciasta. Koszt – tyle co za mąkę i drożdże (może wyjść taniej, niż za mieszankę).