YOGOchoice (14 maja 2013)

Mrożonego jogurtu próbowaliśmy wcześniej w MG eat. Wtedy był dla mnie zbyt kwaśny. Mrożony jogurt z YOGOchoice był dużo smaczniejszy.

YOGOchoice w Galerii Mokotów

Desery mrożone można wybrać samemu. Najpierw rozmiar kubeczka – mały, średni lub duży. Potem jogurt mrożony – do wyboru jogurt naturalny, o smaku mango, owoców leśnych i jeszcze jeden, którego smaku nie pamiętam. Do jogurtu można wziąć owoce, płatki, czekoladę, ciasteczka, żelki, sosy… Płaci się za ilość gramów całego deseru.

– Mrożony jogurt naturalny i o smaku mango z kawałami melona, truskawek, borówkami i chrupiącymi płatkami.

Jogurt naturalny i o smaku mango z dodtkami

– Mrożony jogurt naturalny i o smaku owoców leśnych z kawałkami melona, kiwi, chrupiącymi płatkami i polewą czekoladową.

Jogurt naturalny i o smaku owoców leśnych z dodatkami

Jogurt był smaczny, bez kwaskowego posmaku, lekko słodkawy. Owoce były świeże, ale melon jeszcze mało dojrzały, twardy. Dodatki do jogurtu, poza owocami, były w większości mało naturalne (słodkie płatki śniadaniowe, ciasteczka Oreo, M&M’s…). Jednak możliwości skomponowania własnego zdrowego deseru i tak może być dużo:)

Mrożony jogurt, jak lody

Reklamy

Boston Port (6 maja 2013)

Boston Port to moje kolejne miejsce pewniak na świeże ryby (obok Papaliny). Wygląda niepozornie… Gdyby nie rekomendacja, to pewnie nie weszłabym tam, bo… nadmorska smażalnia w mieście mnie nie kręci. Jednak już krótka rozmowa z Właścicielem, otwiera oczy! Już wiadomo, że właśnie tu zje się najświeższą rybę (czy owoce morza) oraz uzyska najlepsze informacje o zamówionym daniu, a także nieocenioną pomoc w wyborze ryby, dodatków i napojów! Uwaga! Dania dnia (czyli z porannej dostawy) wypisane są na tablicach przy barze, a największy wybór jest w czwartek (mimo poniedziałku mieliśmy trzy najświeższe rodzaje ryb do wyboru, a później okazało się, że był też homar, krewetki czy zupa z muli!).

Boston Port na Okolskiej

– Tuńczyk z rusztu na półkrwisto, podany z marynowanym imbirem (tuńczyk jak do sushi, imbir jak do sushi). Bardzo, bardzo smaczny stek;)

Tuńczyk z rusztu z marynowanym imbirem

– Barramundi – ryba oceaniczna z Australii. Z rusztu, z masłem czosnkowym. Maksymalnie delikatna, bez ości. Super smaczna – świetne przyprawy, no i masło czosnkowe!

Barramundi z rusztu z masłem czosnkowym

– Ratatuj – duszone w białym winie i sosie pomidorowym bakłażany, cukinia i kolorowe papryki. Pyszne!

Ratatuj, nasze warzywne leczo

– Warzywa gotowane – kalafior z bułeczką, brokuł z sosem serowym i mini-marchewki. Jak to warzywa z wody, ale gotowane al dente. W sumie nie ma się nad czym rozwodzić.

Warzywa gotowane

– Sałatka ogrodowa – kapusta pekińska, pomidory, świeży ogórek, papryka, kukurydza z sosem majonezowym (można poprosić bez) i posypana szczypiorkiem. Można dodatkowo skropić cytryną. Świeże warzywa lubi się, gdy jest ciepło;)

Sałatka ogrodowa

– Wino białe – Chardonnay chilijskie. Wspaniały aromat, lekko kwaskowate, idealnie chłodne. Do ryby (akurat barramundi) w sam raz.

Wedel (10 i 12 marca 2013)

Brązowo-biały Wedel w Galerii Mokotów jest bardzo nowoczesny, ale czekolada smakuje nadal dzieciństwem. Nowością mogą być proponowane do czekolad pitnych dodatki, które wypróbowaliśmy podczas kilku naszych wizyt:

Wedel– Pitna czekolada gorzka – klasyk! Podawana jak espresso ze szklanką wody. Urozmaicona pływającą kostką czekolady. Gęsta i aksamitna. Pyszna!

Pitna Gorzka Czekolada

– Pitna czekolada deserowa z suszonymi owocami acai – owoce nadają jej nieco kwaskowatości. Niezła, ale bez rewelacji.

Deserowa z acai

– Pitna czekolada deserowa z pistacjami – w zasadzie był to zielony, gęsty syrop pistacjowy. Też bez uniesień.

– Pitna czekolada mleczna z marcepanem – z kawałkami i prawdopodobnie aromatem marcepanu. Dla lubiących marcepan idealna. Pitna czekolada mleczna jest słodsza, niż deserowa – z dodatkami dużo słodsza;)

Pistacja po lewej, chałwa po prawej

– Jogurt z białą czekoladą z gotowanymi malinami i kawałkami chrunchy – jogurt iście kremowy, maliny odpowiednio kwaśne, a chrunchy (prażone kawałki płatków i chrupek ryżowych) chrupiące i leciutko słonawe. Deser wyśmienity! A jak świetnie się prezentuje, prawda?

– Jogurt z białą czekoladą z torcikiem wedlowskim i kawałkami chrunchy – torcik jest bezbłędny! Niestety przy długim jedzeniu ulega rozmoczeniu i deser staje się papkowaty, mało efektowny i niesmaczny…

Jogurt z malinami i torcikiem wedlowskim

Wedel też Was kusi?

Wedel

Panteon (2 listopada 2012)

Na szybko przed długim filmem został tylko food court i padło na Panteon, również dlatego, że nigdy tam nie jedliśmy. Greckie przekąski wyglądały zza szyby bardzo zachęcająco:

– Bakłażan zapiekany z warzywami – cebulą i kolorową papryką, posypany z wierzchu serem i cząstkami papryki. Wybrałam wersję podstawową – bez fryt. Z jednej – tej pozytywnej strony – zaskoczyła mnie miękkość bakłażana. Z drugiej – tej trochę gorszej – całe mnóstwo cebuli. Zmieniłabym nieco skład farszu, ale całość i tak była smaczna.

– Musaka – mięso mielone pod beszamelem, przybrane kosteczką fety i ósemką pomidora – zaintrygował mnie smak mięsa, a raczej jednej, dodanej do niego przyprawy, której smak znam – ale nie kojarzę go w ogóle z potraw mięsnych. Jak na fast food smakowało wybornie i przyznam, że wyjadałam eM. z talerza.

– Dwa trójkątne pierożki – jeden ze szpinakiem, drugi z mielonym kurczakiem. Smażone. Poza chrupkością, zachwytów brak.

– Tzatzyki – jako dodatek do zapiekanego bakłażana i musaki. Opisuję oddzielnie, ponieważ naprawdę były wspaniałe! I gęste.

Fresh & Chilli (15 października 2012)

Po tragikomicznych wydarzeniach późnego popołudnia poczuliśmy głód… Nasze obiadowe zachcianki spełniliśmy w restauracji arabsko-śródziemnomorskiej Fresh & Chilli. Lubię tam jeść na tarasie. Lubię zapach fajki wodnej. Lubię kompozycje potraw na talerzu. Lubię smak orientalnych przypraw. W lubieniu całości przeszkadzają mi zupełnie nietrafiające w mój gust obrazy arabskich oczu, słaba muzyka z radia i mecze w telewizji.

– Baba ghannouge, czyli podawana na zimno pasta z grillowanego bakłażana z dodatkiem pity – szkoda, że pita była zimna. A pasta całkiem ciekawa. Z dużą ilością oliwy.

– Cieciorka po libańsku – podana na ciepło w śródziemnomorskim sosie z pomidorami, natką pietruszki, cebulą i oliwą z dodatkiem pity – jakby lepsza od pasty z bakłażana. Nieziemska z ryżem.

– Smażony bób z czosnkiem, kolendrą i natką pietruszki z ryżem i jogurtem naturalnym – pierwszy raz jadłam nieobrany bób… Okazało się, że jest zjadliwy i takiemu smażonemu łupinki nie przeszkadzają. Był przyprawiony idealnie! Jogurt podany był oddzielnie, można go było potraktować jako sos do całej potrawy. I przepadam za takim ryżem na sypko!

– Ayran – napój z jogurtu naturalnego z solą i przyprawami (tu z miętą i czosnkiem). Orzeźwiający – idealny do ostrych potraw. Dla niektórych może być zbyt słony.

– Herbata pustynna z dodatkami – cynamonu, kardamonu i mięty. Bardzo smaczna, bardzo aromatyczna. Jednak ostatnia porcja herbaty z czajniczka była już dla mnie zbyt mocna.

Dziki Ryż (24 września 2012)

Dzikim Ryżu można zjeść potrawy kuchni azjatyckich – indyjskiej, tajskiej, chińskiej, japońskiej i koreańskiej. Dużo pikantnych (o różnym stopniu ostrości). Również wybór wegetariańskich – zaznaczonych tak, żeby od razu wiedzieć, gdzie szukać:

– Zupa tajska z cukinią – z białym ryżem (podanym osobno), mlekiem kokosowym, trawą cytrynową, kolendrą i galangą. Znalazłam też w niej grzyby. Przez dodatek galangii – ostrawa – nie spodziewałam się, że aż tak bardzo… Ale dzięki temu dobrze rozgrzała;) Ryż ją zagęścił, więc była treściwsza. Smaczna na 4.

– Zupa kokosowa Tom Yum Kai – pikantna (oznaczona jedną papryczką), z kurczakiem, pomidorami, makaronem sojowym (podanym na osobnej małej miseczce), mlekiem kokosowym, trawą cytrynową, kolendrą i galangą. Wywar ostry jak poprzedni (wg eM. mimo wszystko bardziej ostry od mojej zupy). Mimo podobnych składników smak zupełnie inny. Wywar jakby mięsny. eM. się najadł;)

– Naan z sezamem – sezam uwielbiam, sam placek był smaczny, ale jadałam lepsze.

– Koktajl truskawkowy – z mlekiem sojowym, sokiem pomarańczowym i imbirem. Imbir był mocno wyczuwalny (raczej mielony), więc koktajl był nieco ostry (ale i tak złagodził smak ostrej zupy). Wszystkie smaki składników można było dobrze wyczuć (czyli proporcje bardzo dobre), choć szkoda, że nie było więcej truskawek, które by go bardziej zagęściły. Nie był zbyt słodki, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że nie był dodatkowo słodzony – dla mnie duży plus!

Podoba mi się wystrój restauracji. Lampki z papieru czerpanego albo żarówki zamknięte w klatkach. Tapeta z gazety i mangi. Stonowane kolory. Na wieczór, bo wycisza. Muzyka była zagłuszana przez gości;) Rzucił mi się w oczy dodatek z innego świata – dlaczego?!

Czebureki (5 września 2012)

Miałam iść na lody… ale idąc al. Niepodległości trafiłam na kawiarenko-barek, po schodkach w dół – Czebureki – Złap smak Gruzji.

Z kuchnią gruzińską miałam już do czynienia (bardzo pozytywnie), a malutka i nienapakowana zbędnymi rzeczami przestrzeń zapraszała mnie do wejścia. Po miłej rozmowie z młodą panią zza lady zdecydowałam się na kawę (włoską, nie gruzińską, o czym zostałam uprzedzona i mocno zapewniona o jej doskonałym smaku) oraz czebureki ze szpinakiem.

Czebureki to rodzaj pieroga/ naleśnika z farszem (do wyboru mięso, fasola, pieczarki, szpinak oraz na słodko – jabłka, jest też chaczapuri z serem białym – wypróbowanym kiedyś – genialny!). Czebureki jest płaski, a ciasto cienkie. Jest chrupiący, bo przed opiekaniem/ odgrzewaniem na miejscu – smażony. Okazał się być dużo większy, niż przypuszczałam! Można się nim najeść;) Smak? Ciasto jest świetne, a farsz szpinakowy raczej mnie rozczarował (ale pani polecała raczej mięso albo pieczarki). Szpinak najprawdopodobniej był mrożony, ale rozdrobniony, a nie papkowaty (to plus). Uduszony z pieprzem i ostrą papryką, jednak nie był pikantny. Właśnie jakby mu brakowało smaku… Chciałabym wypróbować czebureki z innymi nadzieniami. Zresztą czekając na swoje zamówienie (dosłownie chwilkę), do knajpki weszło mnóstwo gości i masowo zamawiali czebureki z mięsem, fasolą i pieczarkami (i byli tak pewni swojego wyboru, że z pewnością były to ich kolejne czebureki).

Kawę z mlekiem wypiłam z brązowym cukrem. Byłam nią faktycznie zachwycona! A na początku kręciłam nieco nosem (że nie mają jakiegoś gruzińskiego wynalazku) i już miałam zamawiać herbatę…

Mimo, że wnętrze jest niewielkie jest tam miejsce, żeby przycupnąć i przekąsić czy wypić co nieco. Na zewnątrz jest też dwuosobowy stoliczek. Reklamują, że mają zniżki dla uczniów i studentów. Myślę, że zabiorę tam kiedyś eM.:)