Zupa z indykiem i mlekiem kokosowym [Soup with turkey and coconut milk]

Mieliśmy smaka na mleko kokosowe. Potem padło na zupę. A już w sklepie okazało się, co ostatecznie zjemy na późny obiad…

Wyszedł trochę zupo-gulasz – gęsty, z indykiem i cienkim makaronem, batatem, marchewką, kiełkami na patelnię, przyprawiony trawą cytrynową, czosnkiem, imbirem, kolendrą i limonką z odrobiną sosu sojowego i ostrą papryczką. Posypany prażonym kolorowym sezamem. A było to tak…

Do gotującej się wody wrzuciliśmy pokrojone w kostkę warzywa – batata i marchewkę. Na patelni, na małej ilości oliwy usmażyliśmy pokrojony w kostkę kotlet ze sznycla z indyka (ale na tyle, żeby przy dotyku mięso nadal było sprężyste). Potem na tej samej patelni (po przełożeniu indyka na talerz) podsmażyliśmy kiełki na patelnię (cieciorki, fasoli mung i soczewicy) z drobno posiekanym czosnkiem, imbirem i trawą cytrynową (bardzo, bardzo drobno posiekaną). Następnie przełożyliśmy całość (indyka z kiełkami i przyprawami) do gotujących się już około 15 minut warzyw i dodaliśmy 2 łyżki sosu sojowego (mieliśmy akurat ciemny) oraz skruszoną ostrą papryczkę.

Dodatki smakowo-wzbogacające

W międzyczasie uprażyliśmy na suchej patelni biały i czarny sezam oraz ugotowaliśmy cienki makaron wg przepisu na opakowaniu. Pokroiliśmy też świeże liście kolendry, wymieszaliśmy w kubeczku mleko kokosowe (które ma tendencje to tężenia w czasie stania na półce) i przekroiliśmy limonki na pół.

Prażony sezam

Mleko kokosowe i kolendra

Limonka

Na sam koniec gotowania dodaliśmy do zupy mleko kokosowe, wymieszaliśmy i zupo-gulasz był gotowy do jedzenia! Kolejno na talerz wykładaliśmy – makaron, potem gęstą zupę (bo dużo składników, a po co dolewać wody i ją rozwadniać? Oczywiście opcja ta wchodzi też w grę), potem sezam, kolendra i świeżo wyciśnięty sok z limonki.

Zupę można jeść w wersji bez mięsa (wtedy warto dorzucić więcej kiełków albo cieciorkę), można też bez makaronu (w sumie są w niej bataty, więc ziemniaki, a w Polsce ziemniaki z makaronem to dziwne połączenie). Nasza wersja na pewno była porządna i można było pominąć gotowanie drugiego dania!

Zupo-gulasz z indykiem i mlekiem kokosowym

Ugotuj zupę (dla 3 osób) [Cook the soup – for 3 persons]:

Składniki na zupę-gulasz

  • 3 niepełne szklanki wody [3 glass of water]
  • 1 batat [1 sweet potato]
  • 1 duża marchewka [1 big carrot]
  • 1 kotlet ze sznycla z indyka [piece of turkey]
  • 1 łyżka oliwy [1 tablespoon of olive oil]
  • 75g (pół dużego opakowania) kiełków na patelnię [sprouts of garbanzos, mung beans and lentils]
  • 1 ząbek czosnku [1 clove of garlic]
  • kawałek świeżego imbiru [piece of fresh ginger]
  • „1” trawa cytrynowa [lemon grass]
  • 2 łyżki sosu sojowego [2 tablespoons of soy sauce]
  • 1 suszona ostra papryczka [1 dried chilli pepper]
  • pół doniczki kolendry [fresh coriander]
  • 1 limonka [1 small lime]
  • 2 łyżki sezamu [2 tablespoons of sesame]
  • 1 małe opakowanie mleka kokosowego (pół szklanki) [half a glass of coconut milk]
  • 50g cienkiego makaronu [thin noodles]

Zupa [Soup] = 936 kcal = 52,3g BIAŁKA [protein] + 37,7g TŁUSZCZU [fat] + 106,3g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 17g BŁONNIKA [dietary fiber]

1 porcja zupy [Soup for one] = 312 kcal = 17,4g BIAŁKA [protein] + 12,6g TŁUSZCZU [fat] + 35,4g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 5,6g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Reklamy

Spice Garden (7 marca 2013)

Spice Garden jedliśmy jak zwykle różnorodnie – samosy wegetariańskie, papadamsy i naany z serem oraz warzywami, piliśmy mango lassi, ale chcę przedstawić desery, na które mieliśmy ogromną ochotę:

Naany

Lody i gotowana tapioka

– Malai kulfi – lody indyjskie. Mało słodkie, śmietankowe z dodatkiem kardamonu i szafranu, posypane pistacjami. Są wyśmienite! Nie jadłam nigdy tak specyficznych – w dobrym tego słowa znaczeniu, lodów:)

Lody z szafranem i pistacjami

– Tapioka gotowana w mleku kokosowym – podawana na ciepło z ziarkami kukurydzy. Słodki, płynny/ półpłynny deser tajski. Tapioka jest pod postacią małych, delikatnych kuleczek, które w zasadzie od razu się połyka. Kukurydza to element zaskoczenia, którego się nie spodziewamy, a jednak pasuje idealnie. Deser smaczny i na pewno prosty do zrobienia.

Tapioka w mleku kokosowym z kukurydzą

 

A na koniec chciałam wspomnieć, że w Spice Garden gotuje radośnie śpiewający kucharz – co więcej – jego nastrój jest zaraźliwy;)

Lody, lody w Stanach

Zima to nie amerykański sezon na lody, ale lody były!

Pierwszy kubełek kupiliśmy w Chicago w sklepie organicznym. Były to lody czekoladowe z mleka kokosowego! Czyli lody wegańskie:)

Opakowanie

Lody

Idea „Ice cream – without the cream” jest miłą alternatywą dla lodów klasycznych. Lody mają smak czekoladowy o lekkim posmaku kokosa, więc nie wszystkim mogą przypaść do gustu. Wartość odżywcza takich lodów jest niższa, niż lodów tradycyjnych. Mają nieco mniej kalorii, białka, tłuszczu i węglowodanów. Ich zdecydowanym plusem jest brak cholesterolu, co jest oczywiste, bo nie ma w nich żadnych składników pochodzenia zwierzęcego.

Skład i wartość odżywcza

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

 

Kolejne lody, które koniecznie chcieliśmy spróbować były te nowe smaki Haagen Dazs:

– Pistacjowe były rewelacyjne i prawdziwie pistacjowe! Z kawałkami pistacji oczywiście.

– Czekoladowe z masłem orzechowym – w zasadzie były to kupki masła orzechowego w lodach czekoladowych. BOMBA pyszności! Mieliśmy miniwojnę, kto znajdzie największą kupkę z masłem orzechowym;)

Lody czekoladowe z masłem orzechowym

– Waniliowe z karmelem z solą, czyli podobnie jak wcześniej – kupki lekko słonego karmelu zatopione w lodach waniliowych. Deliiicjeee, pysznoooościii!

Nie zdążyliśmy spróbować lodów pecan, o smaku zielonej herbaty czy sorbetu z mango, więc jak tylko pojawią się w Polsce, to już wiem, na co mam ochotę;) A lody Haagen Dazs cenię za ich naturalny skład – prawdziwe jaja, zamiast tych z proszku, śmietanę, mleko i cukier! W związku z takim składem ich kaloryczność może być większa, niż lodów spulchnianych powietrzem, ale co natura, to natura!

Bezgraniczna (4 listopada 2012)

Do Bezgranicznej lubimy wracać. Zastanawiam się czy jak przerobimy całe menu, to przestaniemy tam przychodzić… Być może ciągle będziemy tam skręcać, bo podróże kulinarne są bardzo inspirujące! Poza tym dania tam zamówione nigdy nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażam;)

– Edamame – zielona fasolka sojowa gotowana na parze z dodatkiem soli morskiej i sosu sojowego – danie japońskie – dostałam zielone strąki w miseczce, pusty talerzyk i buteleczkę sosu sojowego. Dobrze, że wcześniej umyłam ręce – jadłam palcami, wyskubując fasolkę sojową ze strąków. Wcześniej polałam je sosem sojowym. Bardzo ciekawy pomysł, ale też kłopotliwy;) Smakowało bardzo wiosennie, ziarenka były chrupiące, ale dobrze ugotowane. Poczułam się jak mała dziewczynka podkradająca z łodyg świeże strąki grochu, żeby zjeść ich słodkie ziarenka. Chcąc zjeść danie w całości, trzeba by wypluwać włókna ze strąków, więc jedzenie palcami wydaje się elegantsze;)

– Phak Tom Kati – cukinia, mini-kukurydza, marchewka, kalafior, brokuł i grzyby mun gotowane w mleczku kokosowym z dodatkiem curry, trawy cytrynowej, liści limonki i tajskiej bazylii – danie z Tajlandii – pikantne i intensywnie pachnące mleczkiem kokosowym. Niby zupa, niby gulasz warzywny. Niby słodkie, a ostre;)

– Elote – gotowana kukurydza, maczana w sosie majonezowym, posypywana startym serem i chilli w proszku, skropiona sokiem z limonki – jak dla mnie zbyt pachnąca octem z majonezu… ale pyszna! Kukurydza była dobrze ugotowana, wręcz rozpływająca się w ustach. Ser nie był klasycznym żółtym serem – był jasny, kruchy i delikatny. Chilli nadało pikantności, limonka kwaśności i ta mieszanka smaków idealnie się komponowała. Ciekawy pomysł na kukurydzę!

– Lody chałwowe – domowe. Posypane chałwą. Nigdy nie jadłam tak rewelacyjnych lodów chałwowych.

– Imbirówka – gorący napar z imbiru i z imbirem, miodem oraz cytryną – imbirowo-ostre i kwaśne. Z sssss wstecznym po pierwszym łyku. Ale o dziwo – ten smak zamiast zniechęcać, zachęca do picia i delektowania się tą delikatnie wyczuwalną słodyczą z ostro-kwaśnego naparu. Pachnie znakomicie:) Jak dla mnie strzał w dziesiątkę! Chętnie przygotuję ten napój w domu!

Między innymi ta piosenka umilała nam czas w Bezgranicznej:

Fragola (14 października 2012)

„Życie składa się ze smaków”… Prawdziwość stwierdzenia sprawdziłyśmy z grupą DD (nie reporterów;) – Anią, Ewą, Kasią i Julią w lodziarni/ restauracji La Fragola w Galerii Mokotów:

– Krem z pieczonej dyni, z pastą curry, z imbirem i trawą cytrynową, z mlekiem kokosowym i prażonymi pestkami dyni – intensywny kolor zupy wspaniale współgrał z bielą talerza (ujęło mnie stwierdzenie Julii „Jak jajko!”), a całość dopełniały prażone pestki dynii – wizualna poezja. Konsystencja doskonale kremowa (dobrze, że były pestki, bo ja lubię gryźć;). Smak – pikantny, ale do zjedzenia. Niestety nie wyczuwałam ani trawy cytrynowej, ani tym bardziej mleka kokosowego. Jedno jest pewne – bardzo się rozgrzałyśmy, a porcje były spore. Spodziewałam się wiecej smaków po tak szczegółowo opisanej zupie.

– Tort kajmakowy na prażonych płatkach migdałów – kajmakowy w czystej postaci – słodki. Baaaardzo dużo prażonych płatków migdałów, to baaaardzo dobrze. Dziewczyny niezbyt się nad nim rozpływały.

– Ciastko Vanilla – smak trudny do rozszyfrowania, bo ani wanilia, ani chałwa, ani sezam. Dodatki – gorzka czekolada, sezam i chałwa – były zdecydowanie najlepsze z zestawu. O, znalazłam drugi plus – był niezbyt słodki i delikatny;)

– Beza z malinami – pewnik Ani we Fragoli – z boską bitą śmietaną i lekko kwaskowatymi malinami. Stawiamy na bezę! …i podano ją na dużo ładniejszym talerzu niż nasze ciasta!

–  Sorbet truskawkowy z czekoladą – Julia wolałaby czekoladę gorzką i polskie truskawki;)

Dziki Ryż (24 września 2012)

Dzikim Ryżu można zjeść potrawy kuchni azjatyckich – indyjskiej, tajskiej, chińskiej, japońskiej i koreańskiej. Dużo pikantnych (o różnym stopniu ostrości). Również wybór wegetariańskich – zaznaczonych tak, żeby od razu wiedzieć, gdzie szukać:

– Zupa tajska z cukinią – z białym ryżem (podanym osobno), mlekiem kokosowym, trawą cytrynową, kolendrą i galangą. Znalazłam też w niej grzyby. Przez dodatek galangii – ostrawa – nie spodziewałam się, że aż tak bardzo… Ale dzięki temu dobrze rozgrzała;) Ryż ją zagęścił, więc była treściwsza. Smaczna na 4.

– Zupa kokosowa Tom Yum Kai – pikantna (oznaczona jedną papryczką), z kurczakiem, pomidorami, makaronem sojowym (podanym na osobnej małej miseczce), mlekiem kokosowym, trawą cytrynową, kolendrą i galangą. Wywar ostry jak poprzedni (wg eM. mimo wszystko bardziej ostry od mojej zupy). Mimo podobnych składników smak zupełnie inny. Wywar jakby mięsny. eM. się najadł;)

– Naan z sezamem – sezam uwielbiam, sam placek był smaczny, ale jadałam lepsze.

– Koktajl truskawkowy – z mlekiem sojowym, sokiem pomarańczowym i imbirem. Imbir był mocno wyczuwalny (raczej mielony), więc koktajl był nieco ostry (ale i tak złagodził smak ostrej zupy). Wszystkie smaki składników można było dobrze wyczuć (czyli proporcje bardzo dobre), choć szkoda, że nie było więcej truskawek, które by go bardziej zagęściły. Nie był zbyt słodki, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że nie był dodatkowo słodzony – dla mnie duży plus!

Podoba mi się wystrój restauracji. Lampki z papieru czerpanego albo żarówki zamknięte w klatkach. Tapeta z gazety i mangi. Stonowane kolory. Na wieczór, bo wycisza. Muzyka była zagłuszana przez gości;) Rzucił mi się w oczy dodatek z innego świata – dlaczego?!