Azja i Villa Magnolia w Poznaniu (23 i 24 listopada 2012)

Kulinarne niebo i ziemia w Poznaniu. Niebo było dnia drugiego, a pierwszego – ziemia bez rewelacji smakowych…

Restauracja Azja była po drodze. Schludne wnętrze ze ścianą luster, azjatyckie malowidła (rośliny, samuraje i świątynie), przygaszone światło (co widac po zamulonych zdjęciach;). O dziwo oferuje również pizze i dania polskie, ma też szeroką ofertę z dostawą i menu z imieniem aktualnego solenizanta:

– Rosół chiński – jak wytłumaczył Pan Kelner – to zwykły rosół, ale z tym cienkim chińskim makaronem (ryżowym lub sojowym), z grzybami shitake, dymką i pastą chilli. Był bardzo ostry! Ale też bardzo słony…

– Zupa słodko-kwaśna – czerwona, czyli pewnie z przecierem lub koncentratem pomidorowym, z papryką czerwoną i żółtą oraz pędami bambusa. Jakby bardziej rozwodniony sos słodko-kwaśny do mięsa. Albo bardziej zagęszczony krem z pomidorów o słodko-kwaśnym smaku. Niby ciekawe, a jednak coś tu nie gra…

– Sate ajam – kawałki kurczaka na patyczkach z sosem orzechowym. Z ryżem (odgrzewanym z masłem), surówkami – dwie klasyczne z kapusty oraz kapusty pekińskiej ze świeżymi warzywami (ogórek, pomidor, rzodkiewka). Kurczak był nawet niezły, bo dobrze przypieczony. Sos zagęszczony mąką i orzechów tam nie czułam.

– Wołowina boembu-bahli – kawałki wołowiny duszone w przyprawach korzennych. Z tym samym zestawem ryżu i surówek co poprzednie danie. Miało być ostre, było nieziemsko słone…

– Herbata zielona z miętą – fusiasta. Miała być duża, a były 4 łyki…

Restauracja polska Villa Magnolia. Zauważona z tramwaju. Wyglądająca na ekskluzywną. Była nawet bardziej, niż się z Karoliną spodziewałyśmy. Ogromne eleganckie wnętrze oświetlone kryształowym żyrandolem, kinkietami (tu i ówdzie), małymi lampkami na stolikach i światłem dnia wpadającym przez ogromne okna. Klimatyczna, spokojna muzyka, też blues. Stoły przystrojone jabłkami i pomarańczami. Szkoda, że śpieszyłyśmy się na pociąg, bo było niezwykle sympatycznie.


Dawno nie widziałam kelnerów chodzących z ręką założoną na plecach, dawno nie obsługiwali koniecznie z prawej strony, dawno nie byli tak usłużni i na każde skinienie!

– Czekadełko – kromki chleba z chrupiącą skórką, oliwa i ocet balsamiczny.

– Pierogi „ruskimi” zwane, polane skrzeczkami – czyli skwarkami (po jednej na każdym z pierogów). Domowe i dobre, dobre i ręcznie robione.

– Uszka z pieczarkami i kwaśną śmietaną – danie spoza karty, więc nie wiem, jakby je nazwali;) Uszka na dwa gryzy, ale nadrabiały smakiem! Pieczarki duszone na maśle, które „strzelało” przy rozkrajaniu. Zawijane również ręcznie:)

– Sałatka „Wspomnienie lata” – sałata, zielony ogórek, pomidor, czerwona cebula, rzodkiewka, sos vinaigrette. Pomidory słodziutkie i z powodu trwającej jesieni, już dawno zapomniałam, że tak mogą smakować! Sos nie przytłaczał sałatki swoim smakiem (ani octem, ani czosnkiem). Sałata była świeża i chrupiąca. Bomba!

– Herbata czarna Ahmad

– Czekolada z bitą śmietaną – w sumie jedyna rzecz, która mi nie smakowała. Czekolada z proszku. Podana już chłodna. Na szczęście bita była prawdziwa i smaczna.

Mela Verde (19 listopada 2012)

Mela Verde to restauracja włoska i pizzeria (a właściwie dwie filie jednej restauracji). Wystrój w klimacie włoskim. Domowo i rodzinnie:

– Focaccia – nie wiem czemu, ale znowu zamiast focacci była pizza bianca, z oliwą i rozmarynem, smaczna przekąska, ale chciałam zjeść w końcu typową focaccię… nie ma się czemu dziwić – focaccia znalazła się w menu przy pizzach…

– Zuppa di cipolle – krem cebulowy z grzankami i startym serem – aromatyczny – pachniał mi przez stół;) Miska wydawała się mała, ale porcja była duża.

– Tagliatelle mare e monti – z krewetkami i grzybami w sosie szafranowym. Sos był śmietanowy z dużą ilością szafranu. Bardzo dobrze się komponował z grzybami. Krewetki w tym zestawie były, jak kwiatek do kożucha. Na szczęście pachniały świeżą duszoną krewetką, a nie krewetką zleżałą. Całość posypana świeżą natką pietruszki – ja lubię.

– Makaron z kurczakiem w sosie cytrynowym – sos był na bazie masła, o bardzo subtelnym smaku. Kurczak w małych kawałkach, prawdopodobnie krótko duszony. Makaron jajeczny. Danie nieco dziecięce, ale pyszne;) Przez natkę pietruszki makarony oba wyglądały tak samo.

– Meringata – beza waniliowa podawana na musie malinowym. Zamiast bezy był tort lodowo-bezowy. Smaczny, ale znowu oszukaństwo… Sos malinowy był słodko-kwaskowaty – idealny, ale było go bardzo mało. Bita śmietana sztuczna. Duża porcja deseru.

– Herbata czarna – z torebki w czajniczku.

– Wino białe – bardzo, bardzo smaczne, ale nie mogę go znaleźć po nazwie podanej przez kelnerkę…

The Mexican (21 października 2012)

Oszukaliśmy się nieco… Chcieliśmy zjeść w fajnej łódźkiej restauracji, a trafiliśmy na restaurację, którą znamy z Warszawy – The Mexican. Brama, ogórek, wystrój, rodzinne przyjęcia – w Wawie jest tak samo! Ale lampy z recyklingu bardziej wtapiają się w designerski klimat Łodzi;)

Mimo tej wpadki, dzięki rozgrzewająco-pikantnej kuchni meksykańskiej, poczuliśmy jesień od środka:

– Czekadełko – solone nachos z pomidorową salsą – salsa nieco wodnista, na szczęście łagodna, smakowała bardzo naturalnie. Nachosy wolę naturalne.

– Fajita grande łagodna – kawałki marynowanej polędwicy drobiowej smażone z boczkiem, cebulą, kolorową papryką, zapiekane z serem, podawane na gorącej patelni z trzema sosami i pszennymi tortillami – drób był wyśmienity, boczku nie poczułam, a ser bardzo przyjemnie się ciągnął. Salsa była tą samą, którą dostaliśmy w czekadełku, śmietana była jak należy, a guacamole wstrętne… Tortille ciepłe. Całość patelni intensywnie smakowała podsmażaniem/ podpiekaniem – jesień!

Dostaliśmy też instrukcję, że prawidłowo jedzona fajita – farsz zawinięty w tortillę, jak naleśnik – to tylko rękami;) Dobrze, że siedzieliśmy blisko kranu;)

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

Myśleliśmy, że fajity będzie więcej, a ponieważ szybko zniknęła z patelni (5 tortilli na 2 osoby, czyli po równo 3 na większego i 2 na mniejszego), to domówiliśmy zupki:

– Sopa de pan-ajo – zupa chlebowo-czosnkowa z grzanką – grzanka okazała się być jajem sadzonym i pomysł bardzo mi przypadł do gustu. Jedyne na co mogę narzekać to we-ge-ta, którą to jajo posypano!!! Bleah… Sama zupa była gęsta i dobrze roztarta. Faktycznie smakowała chlebem (i mąką), a pod koniec tak bardzo czosnkiem, że czułam go wszystkimi zmysłami. Ta ilość czosnku leżała mi na żołądku aż do Warszawy…

– Estofado – pikantna meksykańska zupa gulaszowo-paprykowa – faktycznie pikantna, eM. się spodobała i był bardziej zadowolony ze swojego wyboru, niż ja ze swojego (znowu?).

– Margarita bezalkoholowa truskawkowa i grapefruitowa – ogromny kielich lodu, wody, syropu i cząstek owoców z obwódką cukru. Grapefruitowa była o niebo smaczniejsza od truskawkowej! Gorzko-grapefruitowa i orzeźwiająca. A truskawkowa była tak nachalnie sztuczna i słodka, że mam uraz:/

 A na koniec księga wniosków i zażaleń. Gdyby margarita była z alkoholem byłyby pewnie wrażenia;)

Tak pół na pół… Muchas gracias!

Przedsmak urodzin (13 października 2012) i tort orzechowy [walnuts birthday cake]

Przedsmak, bo Te Wypasione Urodziny będą w przyszły weekend, a teraz spotkanie dla wypróbowania tortu

– Tortilla zapiekana – z podsmażoną piersią z kurczaka, duszoną papryką czerwoną, żółtą i zieloną oraz pomidorami i cebulą, zapiekana pod serem żółtym. Bardzo prosty i fajny pomysł na obiad (też na wynos do pracy) lub kolację na ciepło.

– Zebra – ciasto piaskowe w najsmaczniejszej dla mnie postaci;)

– Tort orzechowy – po prostu re-wel-ka! Tort bez mąki! Renia wykorzystała przepis z domowe-wypieki.pl, który przedstawiam niżej:

Ciasto/ biszkopt do tortu to tylko orzechy włoskie (zmielone), cukier, bułka tarta i jaja – orzechy posiekać (wg mnie nawet lekko zmielić, a wcześniej wymoczyć je w mleku dla pozbycia się ewentualnego gorzkiego smaku i uzyskania większej delikatności) i wymieszać je z bułką tartą, cukrem i żółtkami. Na końcu z pianą z białek. Całość trzeba delikatnie mieszać drewnianą łyżką/ szpatułką – nie mikserem. Masę trzeba podzielić na dwie części – będą to dwa blaty do tortu – pieczone w 180 stopniach C przez około 20-25 minut.

Upiecz ciasto orzechowe [Bake walnut cake]:

  • 300g (2,5 szklanki zmielonych) orzechów włoskich [walnuts – 2.5 glass of ground walnuts]
  • 260g (1 szklanka i 4 łyżki) cukru [sugar – 1 glass and 4 tablespoons]
  • 4 łyżki bułki tartej [4 tablespoons of crumbs]
  • 8 jaj (utarte żółtka i ubite białka) [8 eggs (beaten egg yolk and beaten egg whites)]

Masa do przekładania to masa budyniowa z karmelizowanymi orzechami włoskimi. Cukier trzeba skarmelizować, czyli rozpuścić na patelni (na małym gazie) do uzyskania złotego koloru (UWAGA może się łatwo przypalić). Potem wymieszać z orzechami włoskimi, przełożyć na pergamin, wystudzić i potłuc porządnie na kawałki (np. tłuczkiem do mięsa lub wałkiem). W czasie stygnięcia orzechów w karmelu można część mleka wymieszać z żółtkami i mąką ziemniaczaną, a resztę gotować z cukrem – tuż przed zagotowaniem się mleka trzeba przelać do niego dobrze wymieszaną mleczno-żółtkowo-mączną zawiesinę i ciągle mieszając doprowadzić całość do zagotowania, a potem pogotować jeszcze 1 minutę – UWAGA nie mogą zrobić się grudki, dlatego trzeba ciągle mieszać. Później masa budyniowa musi wystygnąć. Taką zimną trzeba będzie zmiksować z masłem – najlepiej do miksowanego miękkiego masła dodawać porcjami budyń i mieszać do uzyskania jednolitej konsystencji. Na końcu trzeba dodać do masy potłuczone, skarmelizowane orzechy i delikatnie wymieszać drewnianą łyżką.

Ugotuj i ostudź budyń [Cook and cools down pudding]:

  • 100ml mleka + 2 łyżki cukru [half a glass of milk + 2 tablespoons of suggar]
  • 150ml mleka + 2 żółtka + 1 kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej [3/4 glass of milk + 2 egg yolk + 1 heaped tablespoon of potato flour]
  • 250g masła [butter]
  • skarmelizowane orzechy włoskie (100g = pół szklanki cukru i 120g = 4 garści orzechów włoskich) [caramel walnuts – sugar (half a glass) and walnuts (4 handfuls)]

Dodatki [Extras]:

  • amaretto lub rum do nasączenia blatów ciasta – około 8-10 łyżek [amaretto or rum – to soak cakes]
  • 30 połówek orzechów do przybrania (mogą być też w karmelu, więc + 100g cukru) [30 walnuts halves or 30 caramel (+ half a glass of sugar) walnuts halves on the top]

Tort (12 kawałków) [Birthday cake (12 pieces)] = 10 271 kcal = 215g BIAŁKA [protein] + 784g TŁUSZCZU [fat] + 655g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 60g BŁONNIKA [dietary fiber]

Jeden kawałek [One piece] = 856 kcal = 18g BIAŁKA [protein] + 65g TŁUSZCZU [fat] + 55g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 5g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Czy kiedykolwiek ktoś z Was zastanawiał się nad tym, ile kalorii ma tort?;) [How many calories are in birthday cake?;)]

Zupa orientalna [Oriental soup]

Zupa orientalna. Z warzywami i mięsem. Rozgrzewająca i dająca poczucie zbilansowania diety;)

Podsmażone kawałki piersi kurczaka, skropione limonką wylądowały na talerzu jako pierwsze. Zostały posypane plasterkami świeżego czosnku i zalane bulionem rybnym ugotowanym z warzywami, makaronem i przyprawami. Bulion rybny był z torebki – kupiony w sklepie azjatyckim. Warzywa były z mrożonki „Mieszanka chińska”. Marchew, papryka, por, cebula, kiełki fasoli mung, pędy bambusa i grzyby chińskie gotowały się w bulionie mniej niż 20 minut (mogło być 15 lub 18 minut). Makaron Soba gotował się z warzywami przez ostatnie 5 minut. Przyprawy to sos sojowy i suszona ostra papryczka. Na wierzch poleciał sezam biały i czarny. A potem to już tylko rozgrzane nosy pozmywały po orientalnym szaleństwie…

Ugotuj zupę (dla 2 osób) [Cook a soup]:

  • 0,5 litra wody [half a liter of water]
  • bulion rybny – dashi – wg przepisu na opakowaniu [fish broth – dashi – according to the recipe on the package]
  • 1 pierś z kurczaka podsmażona [1 fried chicken breast]
  • 1 ząbek czosnku [1 clove of garlic]
  • sok z 0,5 szt. limonki [juice of half a lime]
  • 200g mieszanki warzyw, mogą być mrożone (marchew, papryka, por, cebula, kiełki fasoli mung, pędy bambusa, grzyby shitake) [chinese vegetables – carrot, paprika, leek, onion, mung bean sprouts, bamboo shoots, shiitake mushrooms]
  • 100g makaronu Soba [Soba noodles]
  • sos sojowy [soy sauce]
  • suszona ostra papryczka [dried hot peppers]
  • sezam [sesame on the top]

Zupa (1 porcja) [Soup (1 portion)] = 312 kcal = 27g BIAŁKA [protein] + 5g TŁUSZCZU [fat] + 43g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 10g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Zupa jest niskokaloryczna, więc dobra dla osób odchudzających się. Dostarcza dużo białka, a mało tłuszczu. Jest z warzywami i pełnoziarnistym makaronem, czyli dostarcza sporo błonnika, który również sprzyja odchudzaniu. Zdrowie z miski:) [This soup is a low-calorie soup – good for people on a diet. Has a lot of protein and low of fat. With vegetables and whole grain noodles – so a lot of dietary fiber. Health from bowl!]