The Mexican (21 października 2012)

Oszukaliśmy się nieco… Chcieliśmy zjeść w fajnej łódźkiej restauracji, a trafiliśmy na restaurację, którą znamy z Warszawy – The Mexican. Brama, ogórek, wystrój, rodzinne przyjęcia – w Wawie jest tak samo! Ale lampy z recyklingu bardziej wtapiają się w designerski klimat Łodzi;)

Mimo tej wpadki, dzięki rozgrzewająco-pikantnej kuchni meksykańskiej, poczuliśmy jesień od środka:

– Czekadełko – solone nachos z pomidorową salsą – salsa nieco wodnista, na szczęście łagodna, smakowała bardzo naturalnie. Nachosy wolę naturalne.

– Fajita grande łagodna – kawałki marynowanej polędwicy drobiowej smażone z boczkiem, cebulą, kolorową papryką, zapiekane z serem, podawane na gorącej patelni z trzema sosami i pszennymi tortillami – drób był wyśmienity, boczku nie poczułam, a ser bardzo przyjemnie się ciągnął. Salsa była tą samą, którą dostaliśmy w czekadełku, śmietana była jak należy, a guacamole wstrętne… Tortille ciepłe. Całość patelni intensywnie smakowała podsmażaniem/ podpiekaniem – jesień!

Dostaliśmy też instrukcję, że prawidłowo jedzona fajita – farsz zawinięty w tortillę, jak naleśnik – to tylko rękami;) Dobrze, że siedzieliśmy blisko kranu;)

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

Myśleliśmy, że fajity będzie więcej, a ponieważ szybko zniknęła z patelni (5 tortilli na 2 osoby, czyli po równo 3 na większego i 2 na mniejszego), to domówiliśmy zupki:

– Sopa de pan-ajo – zupa chlebowo-czosnkowa z grzanką – grzanka okazała się być jajem sadzonym i pomysł bardzo mi przypadł do gustu. Jedyne na co mogę narzekać to we-ge-ta, którą to jajo posypano!!! Bleah… Sama zupa była gęsta i dobrze roztarta. Faktycznie smakowała chlebem (i mąką), a pod koniec tak bardzo czosnkiem, że czułam go wszystkimi zmysłami. Ta ilość czosnku leżała mi na żołądku aż do Warszawy…

– Estofado – pikantna meksykańska zupa gulaszowo-paprykowa – faktycznie pikantna, eM. się spodobała i był bardziej zadowolony ze swojego wyboru, niż ja ze swojego (znowu?).

– Margarita bezalkoholowa truskawkowa i grapefruitowa – ogromny kielich lodu, wody, syropu i cząstek owoców z obwódką cukru. Grapefruitowa była o niebo smaczniejsza od truskawkowej! Gorzko-grapefruitowa i orzeźwiająca. A truskawkowa była tak nachalnie sztuczna i słodka, że mam uraz:/

 A na koniec księga wniosków i zażaleń. Gdyby margarita była z alkoholem byłyby pewnie wrażenia;)

Tak pół na pół… Muchas gracias!