Get Green na wynos (26, 27 maja 2013)

Get Green jest przy metrze, więc w drodze „na miasto” można wstąpić po koktajl, smoothie lub kawę na wynos:

– Banana lassi – po polsku – banan, jogurt naturalny, płatki owsiane i miód. Gęste, syte, słodkie w granicach rozsądku.

– Aksamitne mango – mango, ananas i sok pomarańczowy – egzotyczne i delikatne smoothie na lato.

Banany po lewej, mango po prawej

– Kawa z mlekiem sojowym – bo o takie mleko można również poprosić;)

Reklamy

YOGOchoice (14 maja 2013)

Mrożonego jogurtu próbowaliśmy wcześniej w MG eat. Wtedy był dla mnie zbyt kwaśny. Mrożony jogurt z YOGOchoice był dużo smaczniejszy.

YOGOchoice w Galerii Mokotów

Desery mrożone można wybrać samemu. Najpierw rozmiar kubeczka – mały, średni lub duży. Potem jogurt mrożony – do wyboru jogurt naturalny, o smaku mango, owoców leśnych i jeszcze jeden, którego smaku nie pamiętam. Do jogurtu można wziąć owoce, płatki, czekoladę, ciasteczka, żelki, sosy… Płaci się za ilość gramów całego deseru.

– Mrożony jogurt naturalny i o smaku mango z kawałami melona, truskawek, borówkami i chrupiącymi płatkami.

Jogurt naturalny i o smaku mango z dodtkami

– Mrożony jogurt naturalny i o smaku owoców leśnych z kawałkami melona, kiwi, chrupiącymi płatkami i polewą czekoladową.

Jogurt naturalny i o smaku owoców leśnych z dodatkami

Jogurt był smaczny, bez kwaskowego posmaku, lekko słodkawy. Owoce były świeże, ale melon jeszcze mało dojrzały, twardy. Dodatki do jogurtu, poza owocami, były w większości mało naturalne (słodkie płatki śniadaniowe, ciasteczka Oreo, M&M’s…). Jednak możliwości skomponowania własnego zdrowego deseru i tak może być dużo:)

Mrożony jogurt, jak lody

Sakana (4 maja 2013)

Sakana po raz kolejny rozpieszczała nasze podniebienia!

Sakana na Wąwozowej

Obecność sushi-mistrza tak blisko klienta jest jak… Sztuka – bo sztuką jest jego praca. Poezja – poezją są zestawy składników, którymi operuje, proponując konkretne sushi. Relaksacja – patrzenie na jego zwinne ruchy koi nerwy. Nauka – patrz i zapamiętaj jak najwięcej, żeby powtórzyć w domu. Rozmowa – rozmawia mistrz z uczniem (klientem), zadawaj pytania. Rozkosz – rozkoszą dla kubków smakowych jest jego dzieło. 

Sushi-Mistrz

Oczywiście niektórzy chcą tylko zjeść. Więc mogą zająć stolik obok. Ja chcę doświadczać kuchni wszystkimi zmysłami!

– Maki z łososiem (skropionym cytryną) i słodkim sosem na wierzchu – wewnątrz krewetka w tempurze, sałata ozdobna, ogórek. Bardzo porządna i smakowita porcja. Można się najeść tylko jednym talerzykiem, a jeszcze tyle chcemy spróbować!

Z łososiem i słodkim sosem na wierzchu, a krewetką w tempurze w środku

– Maki z ośmiornicą w tempurze z panko – z ozdobną sałatą i ogórkiem. Ośmiornica jest twardsza, niż inne ryby. Taka odmiana jest dobra. A panko to panierka, coś w rodzaju japońskiej bułki tartej. Chrupiące maki mistrza:)

Ośmiornica w tempurze i panko

– Gunkan z tatarem z tuńczyka – tuńczyk siekany. Wymieszany z sosem sojowym, czarnym sezamem i innymi przyprawami (była tam też czerwona mieszanka z suszonym, łagodnym chilli). Porcja idealna na jeden kęs.

Gunkan - tatar z tuńczyka

– Nigiri z okoniem morskim – ryba przyklejona na pastę wasabi. Delikatne mięso ryby ze szczyptą pikanterii.

Nigiri z okoniem morskim

– Maki deserowe – zawinięte w papier sojowy, z kremowym serkiem do smarowania, mango, ananasem i krewetką w tempurze z odrobiną czerwonej mieszanki suszonego, łagodnego chilli. Skropione cytryną. Sushi nawet w deserze wpasuje się doskonale!

Krewetka w tempurze, mango i ananas

– Herbata – zielona z ryżem i wiśniowa. Wiśniowa jest bardzo aromatyczna. Dla mnie zbyt, dla eM. jest ok.

Można zdać się na wybór sushi-mistrza. Można zasugerować na co ma się ochotę. Współpraca może uczynić sushi idealnym.

Imbir i wasabi

I jeszcze jedno – sushi-mistrz nie szczędzi na składnikach w sushi. Ryby czy owoców morza jest jakby więcej, niż zwykle, dodatków odpowiednia ilość. Lubię to!

Łódź po polsku i indyjsku (4 kwietnia 2013)

Na Piotrkowskiej trudno jest znaleźć restaurację, która nie jest kebabem… Chłopska Izba, jak na chłopską izbę przystało miała drewniane stoły i ławy, ręcznie tkane makatki oraz słomę wystającą ze ścian. Obsługiwał nas Kelner bardzo dobrze znający menu i wielkość porcji, dzięki czemu umiał odradzić zamówienie, którego już nie zjemy;)

Chłopska Izba

– Czekadełko – chleb ze smalcem. Ale czego innego można spodziewać się po tradycyjnym polskim jedzeniu?

Czekadełko polskie

– Śliwki suszone zapieczone w boczku – moja Mama mówiła na to „wronki” i było to moje danie z dzieciństwa;) Idealne dla dziecka niejadka – słodkie, słone i chrupiące;) Te „wronki” były rewelacyjnie duże, bo z kilkoma śliwkami w środku. Z cienkim plasterkiem boczku. Dawno ich nie jadłam i dobrze, że przypomniałam sobie ich smak. Lubię to!

Śliwki zapieczone w boczku

– Barszcz czerwony z kołdunami – zwykły barszczyk z kartonu, w zwykłym arcorocu. Słabo.

Barszcz z kołdunami

– Kapuśniak na świńskim ryju z prażonkami – ten świński ryj co prawda mnie nie zachęcał, ale kapuśniak owszem, bo też dawno nie jadłam. Został podany w podgrzewanym kociołku, który wydawał się mały, a w rzeczywistości zmieścił dużo zupy! Sam kapuśniak był wodnisty, pływały w nim skwarki, więc wybierałam i jadłam tę kwaśną kapustę z niewielką ilością wody. Natomiast prażonki (o które wcześniej zapytałam kelnera, bo pierwszy raz spotkałam się z tym określeniem) to zagniecione w sporą kulę ziemniaki (z dodatkiem tłuszczu – jakiego?), podane ze skwarkami. TE ZIEMNIAKI były pyszne! Skwarki natomiast gorsze, bo już przy podaniu były zimne…

Kapuśniak

Prażonki do kapuśniaku

– Sznycel Małopolskich Chłopów z jajkiem sadzonym – zamówiony z gotowanymi warzywami (marchewka, brokuły i kalafior). Kolejne wspomnienie z dzieciństwa – tym razem eM. Sznycel cienki, duży, smaczny, syty. Jajo dobrze „posadzone”. To była uczta!

Sznycel z jajkiem sadzonym

– Gorąca czekolada z wiśniówką – czekolada niestety wodnista i z proszku, ale z wiśniówką i smakowała wyśmienicie. Dlaczego nie wpadłam na to połączenie wcześniej?

– Piwo ciemne

Piwo ciemne i czekolada pitna z wiśniówką

W tle przeboje polskie – też wzbudzały wspomnienia – podstawówki! Lata 90…!

 

Kolacja wypadła nam w indyjskiej restauracji Ganesh. Też na Piotrkowskiej;)

W Ganeshu

Ganesh znamy z Warszawy, więc wiemy czego się spodziewać:

– Czekadełko – papadmsy z sosami – uwielbiam ich chrupkość, dodatek kminku oraz różnorodność sosów (pikantny zielony – z kolendrą i słodkawy czerwony – z owocami tamaryndowca).

Papadams

– Samosy wegetariańskie – smażone stożkowe pierogi z farszem z ziemniaków, groszku i przypraw (czosnek, imbir, kmin rzymski, curry). Klasycznie smaczne.

Samosy wege

– Veg Sizzlers – pieczone kawałki indyjskiego sera (paneer), cebuli, pomidorów i placków (naanów) podane na gorącej patelni. Na liściu kapusty. Ogromna porcja! Łagodna w smaku. Z sosem.

Veg Sizzlers

– Dal Makhani – soczewica w sosie śmietanowym. Była bardziej ostra, niż się spodziewałam. Dobrze pasowała do warzyw i panneru.

Dal Makhani

– Mango lassi – napój jogurtowy z mango. Tu i teraz był słabiej, niż zwykle zmiksowany, ale i tak bardzo smaczny. Odpowiednio chłodne, odpowiednio słodkie, odpowiednio „mango”.

Mango lassi

– Indyjskie piwo Cobra

Piwo indyjskie

Jedzenia było tak dużo, że wystarczyło nam na śniadanie. Nawet na zimno było pyszne!

Family Party – before GOOD FOOD FEST 2013 vol.1 – „Crazy Asia” (24 lutego 2013)

Crazy Asia, czyli warsztaty gotowania prowadzone przez Kubę Korczaka. Gotowania bardzo niecodziennego… Nigdy nie sądziłam, że swoje „pierwsze robaki” zjem w Polsce i co więcej – wezmę udział w ich przygotowaniu!

Zostaliśmy przywitani słodkim winem z lichi oraz cierpkim w smaku winem z ryżu. Wino z lichi smakowało jak rozwodniony sok z lichi, a ryżowe nie smakowało jak ryż. Wina różniły się kolorem i o dziwo to ryżowe było ciemniejsze. 

Wino z lichi

Wino ryżowe

Najpierw szynki wietnamskie. Pierwsza zawinięta była w liście pandana – zabieg ten służy uformowaniu szynki oraz zwiększa jej trwałość. Jej składnikami są ryż i boczek. Tak naprawdę były to kawałki boczku zatopione w kleiku ryżowym;) Stąd mało zdecydowany smak i kleista konsystencja. Taką szynkę trudno się kroi, nieco się rozpada, ale raczej trzyma fason.

Szynka wietnamska nr 1

Szynka z ryżem i boczkiem

Druga szynka przypominała mi nieco wędzony pasztet i była sojowo-mięsna. Podobno takie mieszanki są często spotykane w Wietnamie. Kroi się ją jak wędzone tofu, więc bez większych problemów.

Szynka wietnamska nr 2

Szynka sojowo-mięsna

Żeby zaostrzyć smak obu azjatyckich rarytasów przygotowaliśmy sos na bazie wody gazowanej, sosu rybnego, soku z imbiru i limonki. Całość posypaliśmy też świeżymi ziołami (kolendrą, bazylią tajską, miętą) i sezamem. Dodatki bardzo pasowały do szynek i w zasadzie to one sprawiły, że postanowiłam spróbować naszej pierwszej potrawy;)

Wietnamskie

Szynki wietnamskie z sosem, ziołami i sezamem

Następnie na talerz trafiły baluty, czyli jaja kacze z już rozwiniętym płodem. Baluty są cięższe, niż zwykłe jaja. Gotowaliśmy je w wodzie przez 20 minut. Po obraniu ze skorupki i pokrojeniu na kawałki nie widać dokładnie co się je – kaczy płód otoczony jest białkiem, czasami też żółtkiem. Dziubek i nóżki pojawiają się dopiero po oczyszczeniu i rozwinięciu płodu… Balut smakował jak wątróbka z jajkiem na twardo. Można też jeść je na surowo, ale smak tej wersji jakoś mnie nie interesuje…

Baluty

Jeden balut był oszukany

Smakuje jak wątróbka

Potem smażone w głębokim tłuszczu uszy wieprzowe! Pokrojone w paski i obtoczone w tempurze (czyli gęstym jak śmietana cieście „naleśnikowym”, które powinno oblepić cały składnik, który chcemy smażyć. Olej powinien być na tyle gorący, żeby włożone do niego produkty od razu się smażyły, a nie wchłaniały olej. Ale nie na tyle gorący, żeby tempura się spaliła. Czas smażenia, tak jak temperatura, też powinien być w sam raz – zbyt krótkie smażenie zadziała tylko na tempurę, a nie podstawowy składnik w środku, a zbyt długie może skończyć się spaleniem). Do „usznej” tempury użyliśmy mąki pszennej, cynamonu, startego imbiru, soli i gazowanej wody. Po usmażeniu warto odsączyć nadmiar oleju w papierowe ręczniki. Najsmaczniejsze były uszy świeżo usmażone. Chrupiące, tłuste, jakby stworzone do piwa.

Uszy wieprzowe

Uszy trzeba dobrze pokroić

Smażenie uszu

Do uszu przygotowaliśmy sałatkę z kiełków fasoli mung, świeżej kolendry, soku z cytryny, drobno posiekanej trawy cytrynowej, startego świeżego imbiru, płynnego miodu, oleju z pestek winogron i soli. Warto równoważyć smaki i rzecz jasna wartość odżywczą potraw;)

Po wymieszaniu będzie sałatka z kiełków fasoli mung i kolendry

Uszy gotowe!

Smażone w cynamonowej tempurze uszy wieprzowe

Dalej znowu mięso w tempurze, tym razem żabie udka! Tempura już inna, bo z mąki pszennej, prażonego sezamu, soli, soku z limonki i sosu rybnego. Przed zanurzeniem udek w tempurze warto podzielić je/ przekroić na pojedyncze nogi;) Mięso z udek faktycznie przypomina w smaku kurczaka, ale wg mnie jest bardziej delikatne i z posmakiem wodnym (coś jak z karpiem i posmakiem błota – tu czuć, że mięso, które jemy mieszkało blisko wody). Ogryzania jest mało, ale potem można się rzucać kośćmi…;)

Żabie udka

Obtaczanie udek w tempurze

Udko na górze talerza

Ostatnim daniem smażonym na głębokim tłuszczu były szarańcze! Szarańcze przed obtaczaniem w tempurze warto wsadzić do lodówki lub zamrażarki, to usną. Tym razem zrobiliśmy prostą tempurę z mąki, wody i soli, ale z dodatkiem chilli. Szarańcze można jeść w całości, można bez skrzydełek. Przysmak chrupiący, dzięki tempurze pikantny i o dziwo – bardzo smaczny!

Obtaczanie szarańczy w tempurze

Usmażone szarańcze

Szarańcze podaliśmy na  pięknie wyglądającym owocu pitahaja (znanym też jako dragon fruit). Z zewnątrz różowo-zielony, w środku biały z czarnymi pesteczkami. Nieco jak kiwi i nieco, jak kiwi smakuje – jest jednak bardziej delikatny, wcale nie kwaśny, dla niektórych bez smaku.

Pitahaya

Szarańcze w tempurze z chilli

Później kontynuacja tematu robali – larwy mącznika! Smażone na oleju z imbirem, trawą cytrynową, solą i miodem (akacjowym/ wielokwiatowym). Podane na liściach, jedzone palcami (w sumie większość przekąsek jedliśmy palcami;) – chrupiące, słodkawe, wciągające!!! Imbir i miód to fantastyczne połączenie smakowe dla mącznika. Larwy bez przypraw nie mają specyficznego smaku, zależy on głównie od tego, co jadły, np. jabłka.

Larwy mącznika

Smażenie larw z przyprawami

I jemy paluchami

Na koniec małe krabiki smażone na klarowanym maśle z cebulą pokrojoną w piórka (która najpierw musi się udusić, dopiero potem można dorzucić krabiki), startym imbirem, solą, cukrem (dość sporo), posypane świeżą kolendrą. Smaży się je do czasu aż zmienią kolor na czerwono-różowy. Najbardziej chrupiące danie;) Można je jeść w całości lub jak kto woli – bez nóżek czy skorupki. Na pewno warto dobrze je pogryźć. Podaliśmy je z surówką z białej rzodkwi, z dymką i prażonym sezamem.

Krabiki

Smażenie krabików

Zaraz będziemy jeść krabiki

Krabiki na liściach

A na deser – najbardziej śmierdzący owoc świata – durian! Podany na pulpie z mango ze świeżą miętą i posypany czarnym sezamem. Mieliśmy duriana mrożonego i wystarczyło tylko usunąć z niego dość dużą pestkę – najłatwiej okroić owoc z pestki nożem. Jego miąższ jest miękki, rozpadający się. Co do jego zapaszku… Faktycznie jakby już miał się rozkładać, fermentować, psuć się, ale znam dużo gorsze zapachy… Nikt nie zwracał po kątach i zjedliśmy deser w całości;)

Durian Mrożony

Usuwanie pestki z duriana

Pulpa z mango z durianem i miętą

I jemy tego duriana!

W międzyczasie podjadaliśmy owoce rambutanu. To ta sama rodzina owoców, co lichi. Są tak samo słodkie jak lichi, tak samo się je obiera i oczywiście nie zjada pestki;)

Rambutan

Rambutan

Rambutan tak, jak lichi obiera się ze skorupki i ma w środku niejadalną pestkę

Podsumowując: prawie jak na obiedzie Explorers Club!!!

Bardzo dziękujemy Kubie za te niecodzienne przeżycia smakowe!

Mistrz Azja - Kuba Korczak

Food for Friends

Spice Garden (21 listopada 2012)

O kucharzach restauracji indyjsko-tajskiej Spice Garden przeczytaliśmy kiedyś w ulotce, że pracowali w kuchniach najlepszych hoteli;) A fakt jest taki, że jedzenie nam smakuje i ceny, jak na kuchnię indyjską, są rozsądne, więc wracamy i za każdym razem jesteśmy zadowoleni:

– Kiam naam – zupa wonton z mieloną wieprzowiną – w zasadzie były to pierożki z mielonym mięsem wieprzowym. Z grzybami shitake i kiełkami. Nie była ostra;) Za to idealna na rozgrzanie.

– Daal fry – soczewica imbirowo-czosnkowa przyprawiana kminem – z gęstym sosem (zapewne ze śmietaną). Bardziej imbirowa, niż czosnkowa;) Smaczna i z wyraźnym smakiem kminu.

– Green peas pulao – ryż basmati zasmażany z zielonym groszkiem. Też z kminem rzymskim. Te intensywnie żółte ziarna ryżu zostały zafarbowane szafranem. Delikatny, sypki i przez groszek nieco słodki. Pasował do soczewicy.

– Mango lassi – jak zwykle gęste i bardzo smaczne. Z wyraźnym smakiem mango i niezbyt słodkie. Schłodzone, ale można poprosić o wersję cieplejszą (wtedy Pani Kelnerka przynosi lassi nieco ogrzane, poprzez wsadzenie szklanki do ciepłej wody – sprytny i warty polecenia sposób).

– Indian masala tea – herbata indyjska z mlekiem i przyprawami. Dla fanów ulepszonej bawarki;) Bardzo smaczna.

Muzyka indyjska nastraja, niestety to, co w telewizorze – rozstraja…