Sakana (4 maja 2013)

Sakana po raz kolejny rozpieszczała nasze podniebienia!

Sakana na Wąwozowej

Obecność sushi-mistrza tak blisko klienta jest jak… Sztuka – bo sztuką jest jego praca. Poezja – poezją są zestawy składników, którymi operuje, proponując konkretne sushi. Relaksacja – patrzenie na jego zwinne ruchy koi nerwy. Nauka – patrz i zapamiętaj jak najwięcej, żeby powtórzyć w domu. Rozmowa – rozmawia mistrz z uczniem (klientem), zadawaj pytania. Rozkosz – rozkoszą dla kubków smakowych jest jego dzieło. 

Sushi-Mistrz

Oczywiście niektórzy chcą tylko zjeść. Więc mogą zająć stolik obok. Ja chcę doświadczać kuchni wszystkimi zmysłami!

– Maki z łososiem (skropionym cytryną) i słodkim sosem na wierzchu – wewnątrz krewetka w tempurze, sałata ozdobna, ogórek. Bardzo porządna i smakowita porcja. Można się najeść tylko jednym talerzykiem, a jeszcze tyle chcemy spróbować!

Z łososiem i słodkim sosem na wierzchu, a krewetką w tempurze w środku

– Maki z ośmiornicą w tempurze z panko – z ozdobną sałatą i ogórkiem. Ośmiornica jest twardsza, niż inne ryby. Taka odmiana jest dobra. A panko to panierka, coś w rodzaju japońskiej bułki tartej. Chrupiące maki mistrza:)

Ośmiornica w tempurze i panko

– Gunkan z tatarem z tuńczyka – tuńczyk siekany. Wymieszany z sosem sojowym, czarnym sezamem i innymi przyprawami (była tam też czerwona mieszanka z suszonym, łagodnym chilli). Porcja idealna na jeden kęs.

Gunkan - tatar z tuńczyka

– Nigiri z okoniem morskim – ryba przyklejona na pastę wasabi. Delikatne mięso ryby ze szczyptą pikanterii.

Nigiri z okoniem morskim

– Maki deserowe – zawinięte w papier sojowy, z kremowym serkiem do smarowania, mango, ananasem i krewetką w tempurze z odrobiną czerwonej mieszanki suszonego, łagodnego chilli. Skropione cytryną. Sushi nawet w deserze wpasuje się doskonale!

Krewetka w tempurze, mango i ananas

– Herbata – zielona z ryżem i wiśniowa. Wiśniowa jest bardzo aromatyczna. Dla mnie zbyt, dla eM. jest ok.

Można zdać się na wybór sushi-mistrza. Można zasugerować na co ma się ochotę. Współpraca może uczynić sushi idealnym.

Imbir i wasabi

I jeszcze jedno – sushi-mistrz nie szczędzi na składnikach w sushi. Ryby czy owoców morza jest jakby więcej, niż zwykle, dodatków odpowiednia ilość. Lubię to!

Reklamy

Sushi77 (1 grudnia 2012)

Sushi77 poza sushi ma spory wybór innych dań – na bazie makaronu, ryżu, łososia, krewetek, drobiu (dużo kurczaka, jest też kaczka), wołowiny, są też pierogi, sałatki, zupy i desery… Sushi w 77 czasami smakuje mi bardziej, czasami mniej. Dania mają ciekawy i pożądany smak. Ale miejsce jest fajne i wybór spory, więc zaglądamy tam od czasu do czasu;) Tym razem skusiliśmy się na zestaw sushi na ciepło:

Sushi77

77

– Czekadełko – sałatka z glonów, świeżego ogórka i sosu sojowego, posypana sezamem –  niezła, ale wolę tę prostą wersję z kapustą pekińską. Choć ten wybór, z dietetycznego punktu widzenia, ma zdecydowanie więcej jodu;)

Czekadełko z glonami

– Grillowany roll z łososiem – grillowany łosoś na wierzchu, w środku paluszek krabowy

– Grillowany roll z węgorzem – grillowany węgorz na wierzchu, w środku paluszek krabowy

– Ebi cranberry roll – grillowana krewetka na wierzchu, paluszek krabowy w środku plus „marmolada” żurawinowa zamiast sosu. Jakoś zbyt fusion, jak dla mnie… Żurawina na sushi, nawet ciepłym, mi nie smakowała.

– Futo grill kabayaki – tym razem futomaki z nori na wierzchu i wewnątrz z rybą w sosie kabayaki

Cały zestaw smakował tak samo. I nie chodzi o to, że z grilla i na ciepło. Mam wrażenie, że środek był wszędzie na jedno kopyto. Szkoda, lubię urozmaicone zestawy. Mogliśmy skomponować własny;)

Set hot deluxe

– Sake – wino z ryżu podawane na ciepło. I na ciepło da się je jeszcze wypić, bo zimne jest wstrętne. Nie ukrywając ciepłe też nie jest moim ulubionym trunkiem. Wg podanej przez Sushi77 informacji – sake zwiększa możliwości uczenia się i poprawia pamięć – a to ciekawe;)

Sake

Soto Sushi (23 października 2012)

Chęć na sushi przyszła nagle i niespodziewanie, a w Soto Sushi było niespodziewanie, jak na środek tygodnia, dużo gości – zajęliśmy ostatni stolik:

– Czekadełko – klasycznie: kapusta pekińska, kiełki, sezam, brzoskwinia z puszki i sos sojowy. Zdecydowanie lepiej smakowałaby świeżo przygotowana sałatka – ta smakowała leżeniem, zbyt się przegryzła i kapusta była już klapnięta… Najgorsza ze wszystkich, jakie dostaliśmy.

– Zupa wantang – z dwoma pierożkami na 2 gryzy (z mielonym mięsem, prawdopodobnie wieprzowym) i warzywami (kapustą pekińska, cukinią i kiełkami fasoli mung) na bulionie rybnym. Mała powtórka warzyw z czekadełka, ale w wersji rozgrzewającej. Smaczna.

 – Zupa seafood – pikantna (z pastą z chilli) z owocami morza (kalmarami, krewetkami, ośmiornicami, małżami) i warzywami (kapustą pekińską, cukinią i kiełkami fasoli mung) na wywarze rybnym. Baza ta sama co zupy wantang, ale dodatki i przyprawy zmieniły totalnie jej wygląd, smak i aromat. Pikantnie napotna;)

 – Maki z pieczoną skórą łososia, awokado, tykwą i majonezem – skórę wzięliśmy z ciekawości. Chrupiąca, w kolorze bursztynu (szkoda, że zjedliśmy brzegi przed zrobieniem zdjęcia – tam najładniej wyglądała). Tłusta. A w nieco przestudzonym maku tłuszcz czuć było jeszcze wyraźniej. Mimo, że tłuszcz jest nośnikiem smaku, innego smaku poza tłustym tu nie czuliśmy. Trochę zepsuło to efekt całości.

– Maki z pieczonym halibutem, ogórkiem, grzybami shitake i majonezem – bardzo smaczne.

– Tamago z łososiem, serkiem i lychee – tak na deser, bardzo ciekawy deser z rybą;)

Maki pieczone polewane są słodkim, gęstym sosem. W takim wypadku nie powinno używać się sosu sojowego z pastą wasabi. Bo chodzi o ten slodki smak, a nie słony;)

– Oroya Sushi – hiszpańskie wino z Castilla – La Mancha, białe, wytrawne, ze szczepów airen, macabeo i moscatel, aromatyczne, o wyważonej kwasowości, orzeźwiające, lekkie, wyprodukowane pod nadzorem japońskiej enolog Yako Sato. Dedykowane daniom tradycyjnej kuchni japońskiej, w tym sushi. Niezłe!

I na koniec pomysłowy „makowy” bukiecik:)

Parapetówa na Żoliborzu (29 września 2012)

Spotkania z dobrym jedzeniem i piciem różnią się od spotkań z chipsami i colą. Te pierwsze obfitują w wyjątkowych ludzi, a te drugie są dla samotników kanapowych, czyli spotkaniami być nie muszą;)

Parapetówa u Agnieszki i Michała była bardzo smaczna! A o reszcie atrakcji musiałabym założyć kolejnego bloga…

Agnieszka zdradziła, że wszystko co znalazło się na bufecie przygotował Michał:

– sałatka z sałaty, pomidorów i oliwek

– sałatka z gotowanego brokuła, kukurydzy i sezamu

– sałatka z kukurydzy, pestek słonecznika i rukoli

– sałatka z surowej marchwi, natki pietruszki i nasion kolendry (oliwa, sól, pieprz)

– sałatka z pomidorów i ogórków z natką pietruszki

– sałatka jeszcze jedna z papryki, ale bałam się, że ostra i nie próbowałam (Michale co to było za cudo?!)

– roladki z ciasta francuskiego ze szpinakiem (Agnieszka dodałaby śmietanę lub ser do szpinaku)

– łosoś marynowany z kaparami

– deska serów – pleśniowe, żółte, kozie (Agnieszko, jeszcze raz proszę o nazwę lub polski odpowiednik tego pysznego sera z ciemną skórką!!!)

– guacamole z czosnkiem i sokiem z cytryny

– oliwki marynowane czarne i zielone

– minikukurydza marynowana

– czosnek w ziołowej marynacie

– ogórki kiszone z plastrami białej cebuli

– masło czosnkowe

– pieczywa do wyboru do koloru

– winogrona, orzechy, migdały, rodzynki

– wino oraz wyjątkowa śliwkówka prosto od serca, prosto od sąsiada itp… itd…

Agnieszko i Michale – dziękujemy!

Batida (15 września 2012)

Znowu Batida, ale tym razem bardziej wytrawnie:

– Zupa krem z orzechów (chłodnik) – orzechów włoskich z ogórkami kiszonymi i koperkiem. Na bazie kwaśnego mleka i śmietany. Bardzo gęsta. Zaskoczyła mnie, bo spodziewałam się innego smaku (a na pewno nie takiego). Smaczna, ale nie stanie na półce moich ulubionych zup kremów. Niestety już w pierwszej łyżce znalazłam kawałek łupiny orzecha (ostatecznie w całym talerzu – ogromnym talerzu – były 3 kawałki)…

– Quiche z łososiem – miał być z serem kozim i pomidorami, ale skończyły się:/ Ten z łososiem był smaczny. Ze świeżym łososiem. Było go sporo:) Na szczęście podano też cytrynę. Quiche podano z sałatką. To dobrze:) Ale czemu na ukruszonym talerzu???!!!

– Ciastko Miłości – 2 tortowe, czekoladowe płaty ciasta przełożone musem o smaku pomarańczy i truskawki (taki mus często podają na konferencjach w małych kubeczkach). Smaczne – lekkie, niezbyt słodkie.

– Ciastko Amaretto – najlepiej podana na talerzu „kupa”. Ciasto czekoladowe, nasączone amaretto i z kawałkami orzechów formowane w kształt, który zwykle spuszcza się do kanalizacji;) Mnie ujęło. Okazało się, że „kupa” jest słodsza od miłości;)

 

A na koniec sztuczne kwiaty. Nie wiem o co chodzi z tymi sztucznymi ozdobami na stołach. Dla mnie są wstrętne, więc jeżeli nie świeże kwiaty, to żadne. Po co robić tłok na stoliku?

Soto Sushi (6 września 2012)

eM.: Dzisiaj i jutro w Soto można zjeść toro, czyli najlepszą część z mięsa tuńczyka.
Em: To idziemy dziś czy jutro?
eM.: Lepiej dziś, jutro może już nie być:P

Nasze zamówienie jako ostatnie dostało toro… i naprawdę ta brzuszna część tuńczyka jest wyśmienita! Być może dlatego, że bardziej tłusta? Na pierwszy rzut oka toro jest jaśniejsze, niż mięso z innych części tuńczyka.

– klasycznie na początek – „sałateczka czekadełko” – kapusta pekińska, kiełki fasoli mung, brzoskwinia, sezam i sos sojowy – zaostrza smak na dalsze specjały

– hosomaki z toro (miało być sashimi, ale okazało się, że toro jest już mało i nie wystarczyłoby)

– golden california maki z toro, tamago, awokado, tykwą i majonezem (coś tam jeszcze pewnie było, ale nie pamiętam)

– maki z halibutem w tempurze, ogórkiem i grzybami shitake

– tamago maki z łososiem, tykwą, ogórkiem i słodkim sosem

– gunkan maki z krewetkami, majonezem i szczypiorkiem

– przybranie było takie, że Wow – ja lubię zjadać – zielony makaron ryżowy, kiełki różne (od rzeżuchy po kiełki fasoli mung), sałata, czerwony kawior, kwiatki (zostały dla pani kelnerki;)

Maki z toro były bardzo smaczne, golden california również wyśmienite, halibut w tempurze chrupiący i słodkawy, tamago wprost rewelacyjne (chyba go nigdy nie doceniałam), a gunkany jedliśmy już lepsze (ale eM. powiedział, że mu smakowały).

Soto sushi to jedno z naszych ulubionych „miejsc sushi”. Po pierwsze wspaniałe sushi w odpowiedniej (nie minimalnej) porcji, po drugie fajny wystrój, po trzecie wspaniałe sushi i inne z karty – zupy, desery, herbaty, wino. Minusem, ale w tym przypadku małym, było niedoinformowanie o cenie toro, ale spodziewaliśmy się, że będzie większa…

 

Sushi uwagi na szybko:

– dla kobiet w ciąży – tylko pieczone, ewentualnie w tempurze, ostatecznie paluszek krabowy (dobrze, żeby był sparzony wrzątkiem) czy zestawy vege – chodzi o ewentualne pasożyty, norowirusy, bakterie (Listerię i Toxoplazmę), które mogą zagrozić zdrowiu czy życiu dziecka, a i samo leczenie może mieć negatywny wpływ na jego rozwój. Dla świętego spokoju lepiej nie ryzykować… Wersje pieczone też są genialne, a na jesień czy zimę wręcz niezastąpione;)

– dla dzieci – to co wyżej i niżej razem wzięte – dzieci powinny jeść ryby (dobre, pełnowartościowe białkowe + zdrowe kwasy tłuszczowe omega 3), ale lepiej nie zastępować ich sushi. Rybę świeżą, czyli tą o przyjemnym zapachu ryby i morza (zamiast woni sklepu rybnego), odpowiednio przyprawioną i przygotowaną dziecko też zje ze smakiem. Wystarczy dać dobry przykład;)

– dla tych, co mają problemy z żołądkiem czy podwyższonym ciśnieniem – uwaga na sos sojowy – zawsze można poprosić o ten z zieloną nakrętką, który ma 40% mniej soli, niestety rzadko który sushi bar nim dysponuje… Ponieważ maków nie kąpiemy w sosie sojowym, nie polewamy ich z góry (i z tej drugiej góry po odwróceniu) i nie namaczamy, najlepiej jest wziąć przykład z japończyków i tylko lekko dotknąć jedną stroną maka o sos wymieszany z wasabi. Tylko leciutko, bo ryż i tak szybko chłonie. Tylko leciutko, bo smak ryby i dodatków też jest ważny. Tylko leciutko, bo zaraz skapnie nam na bluzkę;) Dla zdrowia też! (Sos sojowy spożywany w dużych ilościach może wpływać na rozwój raka żołądka. Jest to najpowszechniejszy nowotwór japoński. Na szczęście jego wykrywalność jest tam duża i prawie natychmiastowa. W Polsce – lepiej nie mówić…)