Obiad z tego co masz pod ręką

Szybki obiad w czasie robaczanej sesji zdjęciowej, którym uraczył nas Kuba Korczak, był spełnieniem marzeń zgromadzonych (no może poza pięcioletnią Niną;).

O tak!

Sesja robaczana

W zasadzie obiad taki można przygotować ze wszystkiego, co ma się pod ręką. My mieliśmy makaron świderki, brokuły, marchewkę, borowiki z zalewy, liście szpinaku, cebulę, szczypiorek i śmietanę. Przyprawy, jakie kto lubi.

Stół roboczy

Kuba wymyślił makaron z krótko duszonymi warzywami w sosie śmietanowym. Urozmaiciliśmy go posypką z usmażonych larw mącznika;)

Prosta zasada - nie zmarnuj tego, co możesz jeszcze zjeść

Makaron z duszonymi warzywami w sosie śmietanowym

Nic nie może się zmarnować – ot co!

Jedzenie w MoMA – NYC (25 stycznia 2013)

The Museum of Modern Art można też co nieco przekąsić. Wybraliśmy restaurację na drugim piętrze – Cafe 2. Zgłodnieli sztuki odczuwają też w końcu głód fizyczny, a rzędy długich stołów pozwalają na dzielenie się wrażeniami z wystaw:

Restauracja na 2 piętrze MoMA

Menu przy wejściu

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

– Wild mushroom tart – tarta z leśnymi grzybami i kleksem śmietany podana z mieszanką sałat, z pomidorkami koktajlowymi i sosem vinaigrette. Smaczna, raczej przekąska, niż obiad. A grzyby bardzo aromatyczne, więc mogły być wcześniej suszone. Zalane masą jajeczną, na spodzie z kruchego ciasta.

Tarta z leśnymi grzybami

– Panini z mozarellą, suszonymi pomidorami i bazylią, podane z oliwkami (z pestkami) i różyczką duszonego kalafiora. Kolejna przekąska na ciepło. Chrupiąca i z ciągnącym serem.

Panini z mozarellą, suszonymi pomidorami i bazylią

A zupa Campbella tylko na ścianie…

Campbell's soup

Mela Verde (19 listopada 2012)

Mela Verde to restauracja włoska i pizzeria (a właściwie dwie filie jednej restauracji). Wystrój w klimacie włoskim. Domowo i rodzinnie:

– Focaccia – nie wiem czemu, ale znowu zamiast focacci była pizza bianca, z oliwą i rozmarynem, smaczna przekąska, ale chciałam zjeść w końcu typową focaccię… nie ma się czemu dziwić – focaccia znalazła się w menu przy pizzach…

– Zuppa di cipolle – krem cebulowy z grzankami i startym serem – aromatyczny – pachniał mi przez stół;) Miska wydawała się mała, ale porcja była duża.

– Tagliatelle mare e monti – z krewetkami i grzybami w sosie szafranowym. Sos był śmietanowy z dużą ilością szafranu. Bardzo dobrze się komponował z grzybami. Krewetki w tym zestawie były, jak kwiatek do kożucha. Na szczęście pachniały świeżą duszoną krewetką, a nie krewetką zleżałą. Całość posypana świeżą natką pietruszki – ja lubię.

– Makaron z kurczakiem w sosie cytrynowym – sos był na bazie masła, o bardzo subtelnym smaku. Kurczak w małych kawałkach, prawdopodobnie krótko duszony. Makaron jajeczny. Danie nieco dziecięce, ale pyszne;) Przez natkę pietruszki makarony oba wyglądały tak samo.

– Meringata – beza waniliowa podawana na musie malinowym. Zamiast bezy był tort lodowo-bezowy. Smaczny, ale znowu oszukaństwo… Sos malinowy był słodko-kwaskowaty – idealny, ale było go bardzo mało. Bita śmietana sztuczna. Duża porcja deseru.

– Herbata czarna – z torebki w czajniczku.

– Wino białe – bardzo, bardzo smaczne, ale nie mogę go znaleźć po nazwie podanej przez kelnerkę…