Mount Blanc – pijalnia czekolady (20 grudnia 2012)

Mount Blanc to czekoladowe królestwo. Czekolady pitne – deserowe, mleczne i białe, na ciepło i zimno z różnymi dodatkami. Tak samo z kawą. Są desery, w tym ciasta, naleśniki na słodko i sałatki owocowe. Jest fondue czekoladowe i można też kupić najróżniejsze pralinki, czekoladki oraz figurki z czekolady. A dla tych, którzy przesłodzili się już od samego czytania – tosty. Są napoje, soki, koktajle oraz drinki (też bezalkoholowe), piwo i wino:

Panie pakują praliny

Kliknij - powiększy się

Kliknij – powiększy się

– Czekolada na gorąco – deserowa z bitą śmietaną, deserowa z bitą i orzechami w karmelu oraz mleczna z bitą i orzechami. Deserowa, czyli mniej słodka od mlecznej. Smaczna, ale mogłaby być gęstsza. Z prawdziwą bitą śmietaną:) A orzeszków w wersji z orzeszkami było malutko. Do każdej czekolady – jedno ciasteczko, a ja wolałabym jednak więcej orzechów…

Ciasteczko w cenie

– Grzane wino – z cząstkami pomarańczy i goździkami. Aromatyczne, ciepłe, bardzo dobre. I pękate, jak Święty Mikołaj;)

Wino grzane

Grzane i aromatyczne

Pigwa po bałkańsku [Quince in balkan style]

Pomysł na zapiekaną pigwę podrzuciła Ania. Trochę się go obawiałam, ponieważ nasze polskie pigwy są inne, niż te śródziemnomorskie… Ale zebrane na przełomie września i października nadal są źółciutkie, pięknie pachną i dobrze się trzymają, więc można z nich jeszcze coś przygotować;) Ten przepis miałam w głowie już od dawna i teraz nadszedł jego czas!

Pigwę porządnie umyłam i pokroiłam w ćwiartki i ósemki tak, żeby było mi łatwiej wydrążyć serca nasienne i pestki. Pigwę ponakłuwałam goździkami – niektóre dwoma, niektóre jednym, a niektóre wcale i wrzuciłam do żaroodpornych miseczek. Natomiast gniazda nasienne i pestki gotowałam w wodzie z cukrem i laską cynamonu. Wyszło więcej, niż 20 minut, ponieważ konsystencja mikstury nie zmieniała się i cały czas była płynna. Ostatecznie nie mogłam się już doczekać zjedzenia pigw na deser, więc zalałam miseczki słodkim płynem bez zawartości i piekłam w 180 stopniach C. (termoobieg i górne podgrzewanie) około 10-15 minut.

Otwarcie piekarnika zbombardowało mnie zapachem pieczonych goździków, syropu cukrowego i kwaśnej pigwy. Mogłabym upajać się nim wiecznie, ale też bardzo chciałam spróbować deseru. Pigwa była miękka (miąższ i skórka), słodko-kwaśna (kwaśno-słodka), aromatyczna. Myślę, że idealnie pasowałaby do grzanego wina, tak po prostu do niego wrzucona. Idealna jest do herbaty – wypróbowałam z czarną i owocową. Mogłabym zjeść ją z lodami śmietankowymi (polać zimne lody gorącym syropem i poukładać cząstki pigwy na wierzchu). Albo zmiksować z pieczonymi jabłkami na sos/ dżem. Ostatecznie sama też jest rewelacyjna! Ale na ciepło i w małej ilości;)

Upiecz pigwę [Bake quince]:

  • na każdą dużą polską pigwę, 2-3 łyżeczki cukru, pół szklanki wody, 6 goździków, cynamon

Kaloryczność pigwy na pewno jest nikła, stąd wyliczenia dotyczą tylko cukru [Quince is a low-caloric fruit so I calculated only sugar]:

1 łyżeczka cukru [1 teaspoon of sugar] = 18 kcal = 0g BIAŁKA [protein] + 0g TŁUSZCZU [fat] + 4,5g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 0g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Przepis z książki “Bałkańskie zapiski kuchenne” Iliana Genew-Puhalewa

Restauracja Staropolska (26 października 2012)

Kraków. Rynek Główny. Szybki obchód w celu znalezienia miłego miejsca na kolację zakończył się w Restauracji Staropolskiej. Zwabiła nas tam góralska muzyka na żywo! Zakochałam się w tych dwóch śpiewających i grających na skrzypkach dziewczynach i grającym na kontrabasie chłopaku.

Mimo, że było dużo gości – szybko złożyłyśmy zamówienie i szybko dostałyśmy:

– Grillowane oscypki z żurawiną – trzy sztuki oscyków grillowanych nad ogniem. Być może gdzieniegdzie się spaliły, ale nic nie szkodzi. Mięsiste i sprężyste. Gorące. Smaczne. Szkoda, że żurawina była ze słoika. Bardzo słaba i mało żurawinowa – słodka galareta i tyle.

– Rosół z kołdunami z mięsem jagnięcym – na mocnym wywarze wołowym z mini-pierożkami z mięsem jagnięcym. Z marchewką i natką pietruszki. Ze świeżo mielonym pieprzem. Tłusty. Smakował bardzo domowo. Na zimny, deszczowy wieczór w sam raz!

– Pierogi ruskie okraszone smażoną cebulą podane ze śmietaną i ozdonione melisą – pulchne i wypełnione farszem po brzegi. Gotowane. Karolina powiedziała, że smaczne. I wyglądała na zadowoloną;)

– Grzane wino – z pomarańczą, goździkami i cynamonem – bardzo aromatyczne i bardzo mocne. Szkoda tylko, że cynamon sproszkowany. Ale przynajmniej widać, że był dodany;)

Zwierzęta ze słomy nie są tym, czego oczekuję po wystroju restauracji, ale wpisywały się w klimat chłopskiej chaty. Tak samo, jak zastawa z grubej porcelany w maki i szydełkowe obrusy. Bardzo sympatycznie, nie chciałyśmy wychodzić, tym bardziej, że zaczął padać deszcz…

Gemo (6 października 2012)

Gemo to restauracja gruzińska na terenie praskiej Soho Factory. Z minimalistycznym wystrojem i możliwością organizowania tam przyjęć. Duża awangardowa przestrzeń ze spokojną muzyką skrzypiec (akurat na klasykę trafiliśmy i było to bardzo w naszym nastroju):

– Hummus (czyli pasta z ciecierzycy i sezamu pod różną postacią – pasty, oleju, nasion sezamu w całości) – polany oliwą, posypany czarnym sezamem, podany z płatami cienkiego jak papier prostokątnego placka pszennego – słonawy, jakby z małą ilością sezamu, gęsty jak budyń. Placki same w sobie bez smaku, podpiekane, ale podane zimne. Fajnie cieniutkie.

– Bakłażan zawijany z pastą z orzechów, posypany pestkami granatów – małe zawiniątka na dwa gryzy. Bez wyraźnego smaku przypraw gruzińskich. Takie trochę nieboraki…

– Pielmieni z mięsem cielęcym – bardzo domowe:) Szkoda, że kwaśna śmietana to jedyny do nich dodatek. Ale dobrze, że została podana, bo łagodziła nieco ich pieprzny smak.

– Carpacio z buraka – cieniutkie plasterki świeżego buraka polane dressigiem (burak zmiksowany ze śmietaną?), podane na różnych sałatach, posypane serem. Re-we-la-cja! Po prostu super!

– Sernik z sosem jeżynowym – twardy, na spodzie z ciasta. Sos idealnie kwaskowaty – przełamuje nijakość sernika.

– Herbata zimowa – czarna herbata z całą masą goździków, z kawałkiem imbiru i cząstkami pomarańczy. Bardzo, bardzo dobra, dzięki goździkom. Mogłaby być podana z miodem.

Pani Kelnerka była bardzo sympatyczna, uśmiechnięta i miła (w ogóle cała obsługa była bardzo miła), ale lekko nierozgarnięta… Wszystkie dania wzięliśmy „na spółkę”, ale tylko do przystawek dostaliśmy dodatkowe talerze – zabrane, a potem nie przyniesione. Dobrze, że dostaliśmy osobne sztućce;) (chociaż nawet nie, bo do deseru tylko jeden widelczyk…)

Jesienne przetwory – dżem z dyni i jabłek

Dżemem z dyni i jabłek obdarowała mnie mama eM., sprawiając dużo szczęścia moim bliskim oraz mi samej:)

Dżem gotuje się z 3 części dyni, 1 części jabłek, skórki i soku z cytryny, cynamonu, kurkumy, goździków i cukru (który dodaje się, jak już wyparuje woda ze wszystkich wcześniejszych składników dżemu).

Dodatek jabłek i cytryny nadaje lekkiej kwaskowatości i zapobiega efektowi ulepku. Dynia mimo, że warzywo, idealnie sprawdza się w słodkich przepisach, co udowodniłam już w przypadku zupy😉 Przyprawy nadają charakterystycznego smaku – bardzo pasują do tego warzywno-owocowego zestawienia.

Na razie jadłam dżem tylko na kanapkach. Myślę też o naleśnikach (z samym dżemem lub dżemem i twarożkiem). I śni mi się tarta ze świeżo przygotowanym, jeszcze ciepłym dżemem dyniowym;)

Coffee Karma (23 września 2012)

W Karmie uwielbiam gorącą czekoladę, ale okazało się, że jeszcze jej nie serwują… W zamian:

– Koktajl mleczny z wiórkami kokosowymi i goździkami – z pianką. Był pyszny!!!

– Kawa latte z mlekiem sojowym – ja i eM. lubimy;) Ja z cukrem, eM. bez.

– Hamburger – prosto z ulicy, prosto z grilla – z sosem BBQ, serem cheddar i bekonem. Ze świeżą sałatą i czerwoną cebulą. Z podpieczoną bułką. Po prostu smaczny. Na pewno przebija te fast-foodowe;)