Autostradowe jedzenie

Przejechaliśmy około 3 000 kilometrów, głównie autostradami. W Indianie, Ohio, Pensylwanii, Nowym Jorku, New Jersey, Delaware i Maryland. Bardzo podoba mi się amerykański system znaków informujących o miejscach, gdzie można odpocząć od długiej i żmudnej jazdy… oraz oczywiście coś zjeść;)

Nudyyy...

Food Area albo ogólnie Service Plaza oznakowane są niebieskimi tablicami informacyjnymi. Zawsze przed takim miejscem jest kilka tablic i ustawione są najczęściej w odległości 2, 1 i 0,5 mili przed. Często jest napisane, w który zjazd albo za ile mil trzeba skręcać. Food Area czasami są tuż przy autostradzie, czasami jednak trzeba wyjechać kawałek za nią, a nawet za bramki płatnicze. Spotykaliśmy też informacje, że kolejny Service Plaza będzie dopiero za 35, 50 czy 100 mil. Na tablicy poza notką o odległości czy numerze zjazdu są też logotypy restauracji, barów, kawiarni, które oferują tam swoje usługi. Najczęściej są to oczywiście typowe sieciowe fast-foody z hamburgerami, hot-dogami, kanapkami, pizzami, słodkimi bułkami czy kawą. Cena jest taka sama, jak w tego typu restauracjach zlokalizowanych w miastach.

Food Area

Pomijając, że oferty Food Area są śmieciowe, podziwiam Amerykanów za idealne ich oznakowanie. Nie da się umrzeć z głodu na autostradzie w Stanach;)

Philly Cheesesteak – Filadelfia, Pensylwania (29 stycznia 2013)

Filadelfia była pierwszą stolicą USA i ma swoją zieloną maskotkę;)

Phillies

A jedzenie, z którego jest znana, to Cheesesteak, czyli buła na ciepło ze smażoną wołowiną, serem żółtym i dodatkami do wyboru (sosami czy piklami). Jedzona tradycyjnie z ulicy.

Cheesesteak z ulicy

Najpierw, na specjalnej płycie, zostaje usmażone mięso wołowe, my wzięliśmy z cebulą. Mięso sieka się kilka razy. Potem układa się w podłużny wałek, żeby ładnie zmieściło się w podłużnej bułce pszennej. Na ułożone mięso kładzie się plasterki sera i przykrywa rozkrojoną do 3/4 szerokości bułą (miękiszem do środka;). Potem sprawnym ruchem i za pomocą łopatki bułę odwraca się razem z zawartością i kładzie się na niej dodatki.

Pani sieka mięso;)

Wzięliśmy ogórki i ketchup. Ale dodatków jest sporo, bo jeszcze musztarda, majonez, sos serowy, ostre przyprawy…

Dodatkowe przyprawy

Dobrze zakręcona i zapakowana kanapka nawet długo trzyma ciepło. A jest ogromna! Dobrze, że została przekrojona na pół, bo łatwiej jest ją zjeść czy się nią podzielić;)

Cheesesteak

Cheesesteak był smaczny, wołowina dobrze przyprawiona, dodatki niezłe. Tak – warto spróbować!

Shake Shack w Madison Square Park – NYC (27 stycznia 2013)

Madison Square Park nawet w nocy ma do zaoferowania atrakcje wizualne (świetlne) oraz kulinarne (świetne). Czytaliśmy pozytywne recenzje o jego budce z hamburgerami – Shake Shack i sami chcieliśmy sprawdzić ich prawdziwość. Stacja metra jest tuż obok parku, co ułatwiło wybór tego miejsca, a latarnie cieplne – konsumpcję kolacji w ten mroźny, styczniowy wieczór (inaczej jedlibyśmy pewnie w metrze…).

W menu Shake Shacka można wybierać i przebierać – różne hamburgery, hot-dogi, frytki, desery, napoje, piwo i wino. Spodobała mi się opcja smakołyków dla psów!

Menu Shake Shack

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

Zamówienie składa się i płaci w jednym okienku, odbiera w następnym, tuż za rogiem. O tym, czy można je odebrać informuje wibrujący i świecący przyrząd, z którego korzystają też niektóre bary w Polsce. Podobno kolejki po hamburgery są spore, a że pogoda nie sprzyjała staczom, więc szybko odebraliśmy co nasze;)

Shake Shack

Zamówienie dostaje się w papierowej torbie z imieniem podanym w zamówieniu. Torba „prosi” o ponowne wykorzystanie lub recykling i jest to jeden z wielu przejawów ekologii w Nowym Jorku;)

Torba z hamburgerami

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

– Shakeburger – sztandarowy hamburger w formie pojedynczej (jest też podwójny). Bardzo kolorowy – z sałatą, pomidorem, serem żółtym, kotletem i majonezem (choć w menu twierdzą, że to sos, ale na pewno na bazie majonezu). Bardzo zasmakowały mi hamburgery z majonezem! Kotlet średniowypieczony, chrupiący, ale i soczysty. Mimo, że ten zestaw składników bardzo mi smakował, to całość nie powalała. Zdecydowanie zniechęciła mnie ta straszna, watowata bułka. A rozmiar hamburgera był może nieco większy, niż ten z popularnych fast-foodów, więc też nic wyjątkowego.

– Smoke Shake – z dodatkiem bekonu, ostrych papryczek i sosu Shake. Ta wersja rozgrzewa mocniej!

– Frytki – tu trafiliśmy na te karbowane, czyli z mielonki ziemniaczanej. Oznacza to, że miały większą zawartość tłuszczu, niż frytki krojone (tłuszcz trzeba dodać do masy ziemniaczanej, żeby ją zlepić i uformować w pożądany kształt). Bez rewelacji. Ketchup bierze się samemu z ławy obok budki z hamburgerami i jedna paczuszka do takiej porcji frytek nie wystarcza.

Nasze hamburgery

Żeby nie zgłodnieć na meczu hokeja – University of Notre Dame – South Bend, Indiana

Ponieważ ci na boisku tracą kalorie, to ci na trybunach muszą je uzupełnić:

Hokej

– Popcorn, też na słodko

Popcorn

Jemy!!!

– Nachosy z sosem serowym

Nachosy z sosem serowym

– Hot-dogi z ketchupem, musztardą, cebulą czy kapustą kiszoną

Hot-dog

– Lody – w formie kuleczek lub waty

Lody kuleczki

Lody wata

– Inne słodycze – ciastka i muffiny oraz orzechy w karmelu

Słodkie!

MG eat (28 listopada 2012)

Byłam na otwarciu MG eat, czyli zdrowgo fast-foodu czy fajniejszego baru mlecznego Magdy Gessler i wtedy bardzo mi się podobało – pomysł oraz menu. Wystrój minimalistyczny, ale sympatyczny i przytulny. Teraz zachwytów mniej…

MG eat

– Smoothie jabłko, banan, truskawki, lód – poprosiłam o wersję bez lodu – „Jest zimno, wolałabym wypić same owoce zmiksowane z jogurtem – Nie można, bo będzie mniej w kubeczku – To może więcej owoców albo dodać jogurt? – Nie bardzo, bo jak ja to wpiszę w systemie? – To mniej lodu poproszę…” Ostatecznie wersja ta okazała się być z jogurtem i zapełniony był cały kubek. Smak słodki, delikatny, owocowy.

– Smoothie jeżyny, maliny, truskawki, jogurt, lód – ta sama prośba, tu już, jak pomyślałam, poszło lepiej, bo jogurt miał wypełnić kubek i lodu miało nie być. Ostatecznie to smoothie było zimne i jakby bez jogurtu (jakby na pewno po spróbowaniu). Sam smak niezły, z pesteczkami malin i jeżyn, niestety pod koniec pesteczek było tak dużo, że zrobiło się gorzko…

Smoothie - po prawej jabłko/banan/truskawka po lewej - jeżyna/malina/truskawka

– Froyo, czyli prawdziwy jogurt zamrożony na kształt lodów – wersja z ciasteczkami i polewą czekoladową oraz z bezami i pestkami granatu – sam jogurt w smaku rewelacyjny, jak lepsze/ smaczniejsze lody, ale pod koniec kubeczka smak się nudzi i już takich zachwytów nie ma. Z dodatków najgorsze były bezy – totalnie sztuczne w smaku.

Froyo

– Zupa krem z marchewki i imbiru – smaczna, ostra, ale taka jak ze słoiczka dla niemowląt. Problem w tym, że słoiczki są małe i lepiej wchodzą, a zupa to spora porcja i coś by się pochrupało po drodze. Pomysł na połączenie marchwi i imbiru podoba mi się, ale wołam o dodatki wedle uznania – grzanki, pestki, orzechy.

Krem z marchwi i imbiru

– Panini z serem kozim, tapenadą z czarnych oliwek, marynowaną papryką i bazylią – ciepła kanapka, ale wygląda jakby ktoś na niej usiadł;)

Panini z serem kozim

Pomysł nadal mi się podoba, ale fajnie byłoby rozszerzyć wybór zup (chcę do nich dodatki!) i smoothies (być może samodzielne wybieranie owoców/ jogurtu/ lodu do własnego smoothie?). Może też kanapek vege. Jak przychodzi się tu od czasu do czasu, to wybór zawęża się do nudy. Tym bardziej, że zasady zdrowego żywienia upominają się o urozmaicenie diety;)