Basilia (5 marca 2013)

Włoską Basilię uwielbiamy za wspaniałą – cienką i chrupiącą – pizzę z pieca opalanego drewnem oraz pyszne włoskie pierożki i makarony.

Pizza e pasta siciliana - Basilia

Ubolewamy jednak nad ciągłym brakiem miejsc, co wiąże się z koniecznością dokonania rezerwacji – odpadają więc spontaniczne włoskie wieczory.

Lampy z butelkami

Pizza e pasta siciliana - Basilia

W Basili jest zawsze bardzo przytulnie, a ja bardzo lubię jeden stolik (w kąciku na górze), skąd można obserwować Pana Pizzera i zamieszanie wokół pieca…

Pizzą się rzuca

– Bruschetta di sarde – grzanki z sardynkami, zapiekane w piecu z mozarellą, oliwkami i kaparami. Tłuste i treściwe. Zawsze mam to samo przeświadczenie, że będą zbyt słone, ale zawsze są super! Zastanawiam się też, jakby smakowały bez sera, z oliwą…

Grzanki z sardynkami

– Tagliatelle piccanti con gamberetti – makaron z krewetkami, oliwkami i roszponką w sosie maślano-czosnkowym z chilli. Nie był tak pikantny jak sądziłam, uff;) A czosnek w plasterkach i tylko lekko podduszony na maśle był bom-bo-wy! Porcja po przystawce i przed planowanym deserem – zbyt duża niestety…

Makaron z krewetkami, roszponką i oliwkami

– Pizza pół na pół – basilico/ siracusa – mozarella, świeże pomidory i świeże liście bazylii już na upieczoną pizzę (bez sosu pomidorowego)/ sos pomidorowy, gorgonzola, salami peperoni, cebula i tabasco. Ostra na tyle, że eM. nie czuł ostrości mojego makaronu;) A świeże liście bazylii na bardzo prostej pizzy (tylko ser i świeże pomidory), to coś co mogłabym polecić każdemu!

Pizza pół na pół

– Pera ripiena con crema di mascarpone – krem z mascarpone z migdałami podany w gruszce, z sosem malinowym i czekoladowym. Gruszka gotowana w winie. Czemu tego deseru nie podają wszędzie tak chętnie, jak tiramisu???? Takie proste, a jakie efektowne!

Deser z gruszką i mascarpone

Saffron Spices (9 grudnia 2012)

Saffron Spices to restauracja indyjska i tajska. Tanio, prawie w Centrum, w dobrym punkcie. To najmniej przytulna indyjska restauracja w jakiej byłam. Teraz było też chłodno. Zawsze braliśmy tam indyjskie drugie dania i samosy wegetariańskie. Zawsze było smacznie. Tym razem:

– Czekadełko – papadamsy z sosami – czyli cienkie smażone placki. Chrupiące i bardzo kruche (można kupić gotowe lub samemu usmażyć/ upiec je w domu). Do jedzenia z nieco pikantnym sosem zielonym (z miętą i kolendrą), słodkawo-ostrym, gęstym i brunatnym sosem z owoców tamaryndowca (w naszych warunkach można kupić pulpę lub miąższ) i sosem czerwonym (jakby czerwony ocet) podawanym z kawałkami cebuli. Bardzo fajna i smaczna przekąska.

Chrupiące czekadełko

– Crab Shorba – zupa krabowa. A raczej zagęszczony mąką rosół z paluszkami krabowymi. Bardzo się zawiodłam. Zupa była nieco ostra.

Zupa z paluszkami krabowymi

– Manchow Soup (veg) – zupa chińska, ze smażonym czosnkiem i chilli, z tofu i warzywami. Bardzo ostraaaaa (a oznaczona tylko jedną papryczką)! Ze świeżą kolendrą. Nie porywa.

Zupa z czosnkiem i chilli

– Samosy wegetariańskie – indyjskie pierogi – smażone (w domu bez problemu można je upiec), duże, formowane w rożki. Mogłyby być z ciasta kruchego (na pewno nie jest to typowe ciasto pierogowe). Z nadzieniem z ziemniaków i groszku, z czosnkiem i imbirem, z kminem rzymskim, kurkumą, może curry lub masalą. Ostrawe. Przepadamy za nimi! Podawane z minimalną ilością surówki ze świeżej kapusty, marchewki i cebuli. Świeżość surówki działa łagodząco po tych wszystkich pikantnościach;)

Samosy wegetariańskie

Trattoria Rucola (16 listopada 2012)

Trattoria Rucola przywitała nas tłumem gości i ostatnim wolnym stolikiem. Było to chyba najgorsze miejsce w całej restauracji – w „jakby korytarzu”, koło podajnika potraw (czyli z kelnerami biegającymi wte i wewte), z widokiem na WC (na szczęście wytapetowane drzwi…). Z pozytywów, bo też były – bardzo jasne miejsce (dobrze oświetlone i widać co się je) ze świetną tapetą dzikiego ogrodu, winorośli, pnącz, ziół i chwastów – na ścianach, drzwiach, meblach (ale tylko tych kelnerskich szafkach) i bufecie… w łazience też;) Prosto i przyjaźnie.

– Mozarella z mleka bawolego z oliwą i pieprzem – podana z rukolą i pomidorkami koktajlowymi – konsystencja delikatniejsza, niż klasycznej mozarelli, smak też subtelniejszy. Miękka i rozpływająca się w ustach. Ciekawa jestem zawartości w niej tłuszczu;)

– Focaccia z rozmarynem, solą i oliwą czosnkową – mnie rozczarowała. Okrągła, cienka, bardzo przypieczona i strasznie nasączona oliwą. Bardziej dziwny podpłomyk (a może pizza bianca?), niż chlebek drożdżowy. Chrupiąca i krusząca się niemiłosiernie. Ale eM. się zajadał;) …aha przez te tłumy jakiś kelner zwinął naszą porcję focacci i czekaliśmy na nią jeszcze długo po skończeniu mozarelli…

– Tortellacci frutti di mare – pierogi z czarnego ciasta (barwionego sepią) z nadzieniem z mięsa ze skorupiaków z oliwą, płatkami czosnku, papryczką chilli, posypane kolendrą i parmezanem (Grana Padano). Ostre i czosnkowe. Z bardzo delikatnym wnętrzem i dużą ilością ciasta na brzegach. Niby tylko 4, ale duże i można się najeść. Kolendra pasowała do nich idealnie, choć nigdy nie kojarzyłam jej z włoską kuchnią.

– Calzone con verdura – czyli pieczony pieróg z warzywami (marynowane karczochy, peklowana czerwona papryka, świeży szpinak, duszone pieczarki, czarne oliwki) i mozarellą. Ciasto jak w focacci (pewnie pizza też ma takie). Podany z bardzo dobrym sosem pomidorowym. Chrupiący i gorący.

– Herbata organic hojicha – organiczna zielona herbata z niską zawartością kofeiny o nucie prażonych orzechów i herbata ginger twist – trawa cytrynowa, tropikalne owoce, mięta, dotyk imbiru. Bardzo fajne herbaty!

Spore porcje, na szczęście pakują do domu;)

Ryż basmati i pomidorowy sos warzywny [Basmati rice and tomato sauce with vegetables]

Kolejna inspiracja kuchnią indyjską. Kolejna kolorowa potrawa! Ryż basmati z przyprawami i pomidorowym sosem z warzywami. Jak to w kuchni indyjskiej bywa danie jest pikantne, ale stopień pikantności zależy oczywiście od kucharza;) I kolejny raz przekonuję się, że kuchnię indyjską tworzą przyprawy.

Ponieważ ryż i sos można przygotować nawet w 20-25 minut jest to idealne danie na szybką kolację na ciepło oraz obiad na wynos.

Ryż basmati najpierw trzeba podsmażyć i trzeba zrobić to dobrze, żeby był sypki. Tym razem dodaliśmy do niego kmin rzymski i czarną gorczycę – podsmażały się razem.  Podsmażony ryż powinien być lekko brązowy, a niektóre ziarna będą strzelać. Wtedy zalewa się całość wodą, przykrywa pokrywką i nie rusza do momentu całkowitego ugotowania. Trwa to jakieś 10-12 minut. Dopiero jak ryż wchłonął wodę dodaliśmy kurkumę (wymieszaliśmy) i szafran (wymieszaliśmy). Ryż jest już gotowy i czeka na zjedzenie.

W czasie gotowania się ryżu w drugim garnku podsmażyliśmy czosnek, czarnuszkę, kmin rzymski, żółtą ususzoną papryczkę chilli i pieprz. Dodaliśmy składniki na sos, czyli obranego ze skórki i pokrojonego pomidora malinowego oraz koncentrat pomidorowy. Potem już tylko warzywa – marchewkę i groszek z mrożonki, a po 10 minutach czerwoną fasolę i kukurydzę z puszki (wcześniej opłukane pod bieżącą wodą). Dolaliśmy trochę wody, żeby sos był bardziej sosem;) Gotowało się do miękkości warzyw, około 15 minut. Pod koniec sos nieco posoliliśmy.

Co jakiś czas wchodził ktoś do kuchni zwabiony pięknymi zapachami gotowania… Radzę przygotować więc dużo, bo jak każdy podbierze, to nie zostanie dla kucharza;)

Danie można zjeść mieszając ryż z sosem warzywnym, można zjeść wszystko osobno – zawsze smakuje wybornie!

Przygotuj ryż z sosem warzywnym [Make basmati rice with vegetables sauce]:

  • 1 woreczek ryżu basmati [1 pouch of basmati rice]
  • 1/4 opakowania (100g) mrożonej marchewki z groszkiem [frozen carrots and peas]
  • 3 łyżki czerwonej fasoli z puszki [3 tablespoons of canned red kidney beans]
  • 3 łyżki kukurydzy z puszki [3 tablespoons of canned corn]
  • 1 duży pomidor malinowy [1 big tomato]
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego [2 teaspoons of tomato paste]
  • 2 ząbki czosnku [2 cloves of garlic]
  • 2 szczypty czarnuszki [2 pinches of nigella]
  • 1 szczypta kminu do warzyw i 2 szczypty do ryżu [1 pinch of cumin for vegetables and 2 pinches for rice]
  • 2 szczypty czarnej gorczycy [2 pinches of blach mustard seed]
  • pół małej ususzonej papryczki chilli (żółtej) [half a dried yellow chilli pepper]
  • szczypta soli [pinch of salt]
  • 1 łyżka oliwy do podsmażenia ryżu i 1 łyżka do sosu [1 tablespoon of oil for frying rice and 1 for sauce]
  • woda [water for sauce]

Z tej ilości wychodzą 2 porcje [2 portions] =  605 kcal = 14g BIAŁKA [protein] + 20g TŁUSZCZU [fat] + 105g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 15g BŁONNIKA [dietary fiber]

1 porcja [1 portion] =  302,5 kcal = 7g BIAŁKA [protein] + 10g TŁUSZCZU [fat] + 52,5g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 7,5g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA

Bezgraniczna (4 listopada 2012)

Do Bezgranicznej lubimy wracać. Zastanawiam się czy jak przerobimy całe menu, to przestaniemy tam przychodzić… Być może ciągle będziemy tam skręcać, bo podróże kulinarne są bardzo inspirujące! Poza tym dania tam zamówione nigdy nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażam;)

– Edamame – zielona fasolka sojowa gotowana na parze z dodatkiem soli morskiej i sosu sojowego – danie japońskie – dostałam zielone strąki w miseczce, pusty talerzyk i buteleczkę sosu sojowego. Dobrze, że wcześniej umyłam ręce – jadłam palcami, wyskubując fasolkę sojową ze strąków. Wcześniej polałam je sosem sojowym. Bardzo ciekawy pomysł, ale też kłopotliwy;) Smakowało bardzo wiosennie, ziarenka były chrupiące, ale dobrze ugotowane. Poczułam się jak mała dziewczynka podkradająca z łodyg świeże strąki grochu, żeby zjeść ich słodkie ziarenka. Chcąc zjeść danie w całości, trzeba by wypluwać włókna ze strąków, więc jedzenie palcami wydaje się elegantsze;)

– Phak Tom Kati – cukinia, mini-kukurydza, marchewka, kalafior, brokuł i grzyby mun gotowane w mleczku kokosowym z dodatkiem curry, trawy cytrynowej, liści limonki i tajskiej bazylii – danie z Tajlandii – pikantne i intensywnie pachnące mleczkiem kokosowym. Niby zupa, niby gulasz warzywny. Niby słodkie, a ostre;)

– Elote – gotowana kukurydza, maczana w sosie majonezowym, posypywana startym serem i chilli w proszku, skropiona sokiem z limonki – jak dla mnie zbyt pachnąca octem z majonezu… ale pyszna! Kukurydza była dobrze ugotowana, wręcz rozpływająca się w ustach. Ser nie był klasycznym żółtym serem – był jasny, kruchy i delikatny. Chilli nadało pikantności, limonka kwaśności i ta mieszanka smaków idealnie się komponowała. Ciekawy pomysł na kukurydzę!

– Lody chałwowe – domowe. Posypane chałwą. Nigdy nie jadłam tak rewelacyjnych lodów chałwowych.

– Imbirówka – gorący napar z imbiru i z imbirem, miodem oraz cytryną – imbirowo-ostre i kwaśne. Z sssss wstecznym po pierwszym łyku. Ale o dziwo – ten smak zamiast zniechęcać, zachęca do picia i delektowania się tą delikatnie wyczuwalną słodyczą z ostro-kwaśnego naparu. Pachnie znakomicie:) Jak dla mnie strzał w dziesiątkę! Chętnie przygotuję ten napój w domu!

Między innymi ta piosenka umilała nam czas w Bezgranicznej:

Batida (1 września 2012)

Batida kusi mnie słodkościami – pitną czekoladą belgijską, czekoladą i czekoladkami różnej wielkości i kształtów, ciastami i ciasteczkami, tortami…

Wybraliśmy czekoladę z bitą śmietaną – prawdziwą, bardzo smaczną bitą śmietaną i czekoladę z chilli – ze sporą szczyptą chilli, które po wymieszaniu nadaje niezłej pikanterii słodkiej czekoladzie. Wydaje mi się, że dziś czekolada była mniej gęsta, niż piłam w Batidzie kiedyś. Mniej gęsta, czyli mniej wyjątkowa, wykwintna, niepowtarzalna… Mimo wszystko pewnie jeszcze wrócę na czekoladę do Batidy.