Mylos (19 marca 2013)

Nie mamy szczęścia do greckich restauracji… Mylos miał to zmienić, bo z polecenia:

Mylos z góry

Mylos na górze

– Czekadełko – kromeczki bagietki, pasta, której nie mogłam zakwalifikować (pasta rybna/ hummus/pasta warzywna? Czy smaczna? Raczej nie miała żadnego smaku…) i oliwa. Wybrałam bagietę z oliwą.

Czekadełko w Mylos

– Talerz gorących przekąsek – szpinak z fetą w cieście filo, pulpeciki mięsne, papryka z fetą, grzanki z serem, kalmary, placuszek z cukinii, roladka z bakłażana, panierowana feta, sardynki, pita, tzatzyki – wybrałam dla smaku i różnorodności, ale to co zobaczyłam bardzo mnie rozczarowało… Wszystko smażone (no dobrze – większość), w ilościach śmiesznych (rozumiem, że była to przystawka, ale za taką cenę mogłaby być chociaż dla dwóch osób…), znowu bez smaku (poza smakiem tłuszczu)! Zawsze chciałam spróbować smażonej sardynki (odkąd Makłowicz smażył je w Grecji) i niestety teraz się zawiodłam. Mam nadzieję, że jeszcze zjem dobrą smażoną sardynkę. Chyba, że są one naprawdę tak niesmaczne, jak podano i wtedy nie warto… Najlepsze z talerza były tzatzyki (gęste, z idealną, jak dla mnie, ilością ogórka i czosnku) i pomidor (był słodziutki i soczysty). Może jeszcze papryka z fetą się broniła, ale było jej bardzo, bardzo mało…

Talerz przekąsek

– Paella wegetariańska – z kurkumą i szafranem. Podana na gorącej patelni. Wyglądała bardzo zachęcająco, więc po spróbowaniu zaraz się oparzyłam (mój błąd…). Niezła, ale bez zachwytów. Duża porcja. Fajnie, że przybrana dużą ilością koperku:)

Paella wege

– Chałwa z lodami waniliowymi i sosem czekoladowym – dla tych, którzy lubią chałwę – my lubimy:)

Lody z chałwą

– Milfej – gazowany podtlenkiem azotu w syfonie ser mascarpone ze śmietaną, z musem truskawkowym i przekładany pieczonym ciastem filo, oprószony migdałami (w karcie napisali – opruszony – serio:P) – super-ekstra-smaczny, wyjątkowy, rewelacyjny!

Milfej

Opruszony:P

Kliknij w zdjęcie, powiększy się

– Wino białe – na najwyższej pozycji w menu, schodzone i bardzo smaczne.

Wino białe dobrze schłodzone

Uczucia mieszane. Desery się obroniły, wino również, reszta bez zachwytów…

Reklamy

Bezgraniczna (4 listopada 2012)

Do Bezgranicznej lubimy wracać. Zastanawiam się czy jak przerobimy całe menu, to przestaniemy tam przychodzić… Być może ciągle będziemy tam skręcać, bo podróże kulinarne są bardzo inspirujące! Poza tym dania tam zamówione nigdy nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażam;)

– Edamame – zielona fasolka sojowa gotowana na parze z dodatkiem soli morskiej i sosu sojowego – danie japońskie – dostałam zielone strąki w miseczce, pusty talerzyk i buteleczkę sosu sojowego. Dobrze, że wcześniej umyłam ręce – jadłam palcami, wyskubując fasolkę sojową ze strąków. Wcześniej polałam je sosem sojowym. Bardzo ciekawy pomysł, ale też kłopotliwy;) Smakowało bardzo wiosennie, ziarenka były chrupiące, ale dobrze ugotowane. Poczułam się jak mała dziewczynka podkradająca z łodyg świeże strąki grochu, żeby zjeść ich słodkie ziarenka. Chcąc zjeść danie w całości, trzeba by wypluwać włókna ze strąków, więc jedzenie palcami wydaje się elegantsze;)

– Phak Tom Kati – cukinia, mini-kukurydza, marchewka, kalafior, brokuł i grzyby mun gotowane w mleczku kokosowym z dodatkiem curry, trawy cytrynowej, liści limonki i tajskiej bazylii – danie z Tajlandii – pikantne i intensywnie pachnące mleczkiem kokosowym. Niby zupa, niby gulasz warzywny. Niby słodkie, a ostre;)

– Elote – gotowana kukurydza, maczana w sosie majonezowym, posypywana startym serem i chilli w proszku, skropiona sokiem z limonki – jak dla mnie zbyt pachnąca octem z majonezu… ale pyszna! Kukurydza była dobrze ugotowana, wręcz rozpływająca się w ustach. Ser nie był klasycznym żółtym serem – był jasny, kruchy i delikatny. Chilli nadało pikantności, limonka kwaśności i ta mieszanka smaków idealnie się komponowała. Ciekawy pomysł na kukurydzę!

– Lody chałwowe – domowe. Posypane chałwą. Nigdy nie jadłam tak rewelacyjnych lodów chałwowych.

– Imbirówka – gorący napar z imbiru i z imbirem, miodem oraz cytryną – imbirowo-ostre i kwaśne. Z sssss wstecznym po pierwszym łyku. Ale o dziwo – ten smak zamiast zniechęcać, zachęca do picia i delektowania się tą delikatnie wyczuwalną słodyczą z ostro-kwaśnego naparu. Pachnie znakomicie:) Jak dla mnie strzał w dziesiątkę! Chętnie przygotuję ten napój w domu!

Między innymi ta piosenka umilała nam czas w Bezgranicznej:

Wedel (31 października 2012)

Pogoda i nastroje przemawiały za czekoladą, więc na spotkanie wybrałyśmy z Olą pijalnię czekolady Wedla. Atmosfera sprzyjała zwierzeniom i degustacji (niestety niezbyt zdjęciom…):

– Czekolada deserowa do picia z makiem i miodem – mak i miód na dnie, czekolada po środku i ciasteczko, jako zwieńczenie konstrukcji. Wyglądało rewelacyjnie, pachniało jeszcze lepiej, a smakowało wyśmienicie! Na szczęście od razu zostałam poinstruowana o wymieszaniu czekolady z makiem. Inaczej zostałabym z nim sam na sam i jak domorosły narkoman wyjadała łyżeczką masę, która (podobno) sama nie smakuje tak wybornie, jak z czekoladą. Dopiero po jakimś czasie pomyślałam o moim makowym uśmiechu, co i tak nie przeszkodziło mi w rozkoszowaniu się piciem czekolady. A wiecie, że mak jest świetnym źródłem wapnia?;)

– Czekolada deserowa do picia z chałwą – niesamowicie pachniała chałwą, smakowała chałwą również i nie chciała zostawać w zębach w przeciwieństwie do mojej;) Ola była bardzo zadowolona z wyboru.

– Gorący suflet czekoladowy z kulką lodów śmietankowych i sosem z malin i wina – suflet we wnętrzu krył płynną czekoladę i na szczęście był mały, bo dosłodziłyśmy się nim do granic możliwości… Ale urodziny Oli są tylko raz w roku;) Pomysł na sos malinowy na winie bardzo nam się spodobał. A lody dopełniały smaku deseru.

Fragola (14 października 2012)

„Życie składa się ze smaków”… Prawdziwość stwierdzenia sprawdziłyśmy z grupą DD (nie reporterów;) – Anią, Ewą, Kasią i Julią w lodziarni/ restauracji La Fragola w Galerii Mokotów:

– Krem z pieczonej dyni, z pastą curry, z imbirem i trawą cytrynową, z mlekiem kokosowym i prażonymi pestkami dyni – intensywny kolor zupy wspaniale współgrał z bielą talerza (ujęło mnie stwierdzenie Julii „Jak jajko!”), a całość dopełniały prażone pestki dynii – wizualna poezja. Konsystencja doskonale kremowa (dobrze, że były pestki, bo ja lubię gryźć;). Smak – pikantny, ale do zjedzenia. Niestety nie wyczuwałam ani trawy cytrynowej, ani tym bardziej mleka kokosowego. Jedno jest pewne – bardzo się rozgrzałyśmy, a porcje były spore. Spodziewałam się wiecej smaków po tak szczegółowo opisanej zupie.

– Tort kajmakowy na prażonych płatkach migdałów – kajmakowy w czystej postaci – słodki. Baaaardzo dużo prażonych płatków migdałów, to baaaardzo dobrze. Dziewczyny niezbyt się nad nim rozpływały.

– Ciastko Vanilla – smak trudny do rozszyfrowania, bo ani wanilia, ani chałwa, ani sezam. Dodatki – gorzka czekolada, sezam i chałwa – były zdecydowanie najlepsze z zestawu. O, znalazłam drugi plus – był niezbyt słodki i delikatny;)

– Beza z malinami – pewnik Ani we Fragoli – z boską bitą śmietaną i lekko kwaskowatymi malinami. Stawiamy na bezę! …i podano ją na dużo ładniejszym talerzu niż nasze ciasta!

–  Sorbet truskawkowy z czekoladą – Julia wolałaby czekoladę gorzką i polskie truskawki;)