Pari Pari – Bistro & Cafe (5 stycznia 2012)

Pari Pari na otarcie łez po odwołanym spektaklu… Z różności przekąskowych, śniadaniowych, obiadowych, deserowych i napojowych, po długim namyśle, wybrałyśmy owocowe smoothie (oj dużo smaków mają do wyboru – od truskawek po kiwi) i mlecznego shake’a (też bardzo różne i kuszące opcje, nawet z espresso czy lodami):

Pari Pari w Złotych

Bon appetit!

– Cookie Shake – reklamowany, jako „babciny smak”, dla mnie niestety porażka… Wyglądał lepiej, niż smakował – zamiast kremowo-mlecznego smaku z nutą czekolady, karmelu i ciastek, był rozwodniony shake z kawałkami lodu i sztuczną bitą śmietaną:/

Cookies Shake

– Smoothie jagodowe – zimne, orzeźwiające, mocno owocowe i gęste. PYCHA!

Smoothie jagodowe

Reklamy

Mount Blanc – pijalnia czekolady (20 grudnia 2012)

Mount Blanc to czekoladowe królestwo. Czekolady pitne – deserowe, mleczne i białe, na ciepło i zimno z różnymi dodatkami. Tak samo z kawą. Są desery, w tym ciasta, naleśniki na słodko i sałatki owocowe. Jest fondue czekoladowe i można też kupić najróżniejsze pralinki, czekoladki oraz figurki z czekolady. A dla tych, którzy przesłodzili się już od samego czytania – tosty. Są napoje, soki, koktajle oraz drinki (też bezalkoholowe), piwo i wino:

Panie pakują praliny

Kliknij - powiększy się

Kliknij – powiększy się

– Czekolada na gorąco – deserowa z bitą śmietaną, deserowa z bitą i orzechami w karmelu oraz mleczna z bitą i orzechami. Deserowa, czyli mniej słodka od mlecznej. Smaczna, ale mogłaby być gęstsza. Z prawdziwą bitą śmietaną:) A orzeszków w wersji z orzeszkami było malutko. Do każdej czekolady – jedno ciasteczko, a ja wolałabym jednak więcej orzechów…

Ciasteczko w cenie

– Grzane wino – z cząstkami pomarańczy i goździkami. Aromatyczne, ciepłe, bardzo dobre. I pękate, jak Święty Mikołaj;)

Wino grzane

Grzane i aromatyczne

Azja i Villa Magnolia w Poznaniu (23 i 24 listopada 2012)

Kulinarne niebo i ziemia w Poznaniu. Niebo było dnia drugiego, a pierwszego – ziemia bez rewelacji smakowych…

Restauracja Azja była po drodze. Schludne wnętrze ze ścianą luster, azjatyckie malowidła (rośliny, samuraje i świątynie), przygaszone światło (co widac po zamulonych zdjęciach;). O dziwo oferuje również pizze i dania polskie, ma też szeroką ofertę z dostawą i menu z imieniem aktualnego solenizanta:

– Rosół chiński – jak wytłumaczył Pan Kelner – to zwykły rosół, ale z tym cienkim chińskim makaronem (ryżowym lub sojowym), z grzybami shitake, dymką i pastą chilli. Był bardzo ostry! Ale też bardzo słony…

– Zupa słodko-kwaśna – czerwona, czyli pewnie z przecierem lub koncentratem pomidorowym, z papryką czerwoną i żółtą oraz pędami bambusa. Jakby bardziej rozwodniony sos słodko-kwaśny do mięsa. Albo bardziej zagęszczony krem z pomidorów o słodko-kwaśnym smaku. Niby ciekawe, a jednak coś tu nie gra…

– Sate ajam – kawałki kurczaka na patyczkach z sosem orzechowym. Z ryżem (odgrzewanym z masłem), surówkami – dwie klasyczne z kapusty oraz kapusty pekińskiej ze świeżymi warzywami (ogórek, pomidor, rzodkiewka). Kurczak był nawet niezły, bo dobrze przypieczony. Sos zagęszczony mąką i orzechów tam nie czułam.

– Wołowina boembu-bahli – kawałki wołowiny duszone w przyprawach korzennych. Z tym samym zestawem ryżu i surówek co poprzednie danie. Miało być ostre, było nieziemsko słone…

– Herbata zielona z miętą – fusiasta. Miała być duża, a były 4 łyki…

Restauracja polska Villa Magnolia. Zauważona z tramwaju. Wyglądająca na ekskluzywną. Była nawet bardziej, niż się z Karoliną spodziewałyśmy. Ogromne eleganckie wnętrze oświetlone kryształowym żyrandolem, kinkietami (tu i ówdzie), małymi lampkami na stolikach i światłem dnia wpadającym przez ogromne okna. Klimatyczna, spokojna muzyka, też blues. Stoły przystrojone jabłkami i pomarańczami. Szkoda, że śpieszyłyśmy się na pociąg, bo było niezwykle sympatycznie.


Dawno nie widziałam kelnerów chodzących z ręką założoną na plecach, dawno nie obsługiwali koniecznie z prawej strony, dawno nie byli tak usłużni i na każde skinienie!

– Czekadełko – kromki chleba z chrupiącą skórką, oliwa i ocet balsamiczny.

– Pierogi „ruskimi” zwane, polane skrzeczkami – czyli skwarkami (po jednej na każdym z pierogów). Domowe i dobre, dobre i ręcznie robione.

– Uszka z pieczarkami i kwaśną śmietaną – danie spoza karty, więc nie wiem, jakby je nazwali;) Uszka na dwa gryzy, ale nadrabiały smakiem! Pieczarki duszone na maśle, które „strzelało” przy rozkrajaniu. Zawijane również ręcznie:)

– Sałatka „Wspomnienie lata” – sałata, zielony ogórek, pomidor, czerwona cebula, rzodkiewka, sos vinaigrette. Pomidory słodziutkie i z powodu trwającej jesieni, już dawno zapomniałam, że tak mogą smakować! Sos nie przytłaczał sałatki swoim smakiem (ani octem, ani czosnkiem). Sałata była świeża i chrupiąca. Bomba!

– Herbata czarna Ahmad

– Czekolada z bitą śmietaną – w sumie jedyna rzecz, która mi nie smakowała. Czekolada z proszku. Podana już chłodna. Na szczęście bita była prawdziwa i smaczna.

Szybka kawa/ czekolada w Roskoszy i Karmie

Szybka kawa/ czekolada, bo albo na szybkim spotkaniu, albo na wynos:

– Jedna w Roskoszy (tu było o Roskoszy). Dla mnie czekolada bez dodatków. Nieco zbyt rozwodniona, jak dla mnie, ale prawdziwa i smaczna. Dla kolegi duża latte – okazała się bardzo duża… i bardzo dobrze;) Obie podane z ciasteczkiem cynamonowym.

 

– Druga na wynos z Karmy (tu było o Karmie) – czekolada z malinami i bitą śmietaną. Uwielbiam ją za smak, konsystencję, maliny (dużo!) i prawdziwą bitą śmietanę. Nawet na wynos jest dobra – po wymieszaniu, można wypić z kubeczka z przykrywką (przez tę małą dziurkę przechodzą nawet maliny;)

Grycan (4 października 2012)

Jesienne lodowe słodkości oraz rurki z bitą śmietaną i morze gorącej czekolady w Grycanie:

– Deser lodowy śliwkowy z oferty sezonowej – gorący syrop śliwkowy ze śliwkami na spodzie, kolejno 3 kulki: sorbet śliwkowy oraz lody śmietankowe i czekoladowe oraz bita śmietana, kawałki czekolady i gorąca czekolada płynna (podana w oddzielnym dzbanuszku) – propozycja jesienna bardzo trafiona, ale porcja taka ogromna, że niestety nie zjadłam całości… Smaczne, nawet bardzo, ale zbyt dużo dobrego na raz…

– Czekolada na gorąco z bitą śmietaną – jak zwykle gęsta, słodka i mocno czekoladowa. Z prawdziwą bitą śmietaną. Też nie wypita do końca przez koleżankę, też nazbyt słodyczy (i po co dodawali do niej ciastko???). Ja lubiłam, gdy czekolada podawana była jeszcze w styropianowych kubeczkach z dodatkami wg uznania (bita lub lody) albo bez. Była ze trzy razy tańsza i idealna na zimowe spacery…

– Rurka z bitą śmietaną – fantastyczny stopień słodkości i chrupkości;) Ja przepadam! Koleżanka też – rurka zniknęła szybko i w całości;)

Batida (1 września 2012)

Batida kusi mnie słodkościami – pitną czekoladą belgijską, czekoladą i czekoladkami różnej wielkości i kształtów, ciastami i ciasteczkami, tortami…

Wybraliśmy czekoladę z bitą śmietaną – prawdziwą, bardzo smaczną bitą śmietaną i czekoladę z chilli – ze sporą szczyptą chilli, które po wymieszaniu nadaje niezłej pikanterii słodkiej czekoladzie. Wydaje mi się, że dziś czekolada była mniej gęsta, niż piłam w Batidzie kiedyś. Mniej gęsta, czyli mniej wyjątkowa, wykwintna, niepowtarzalna… Mimo wszystko pewnie jeszcze wrócę na czekoladę do Batidy.