Family Party – before GOOD FOOD FEST 2013 vol.1 – „Crazy Asia” (24 lutego 2013)

Crazy Asia, czyli warsztaty gotowania prowadzone przez Kubę Korczaka. Gotowania bardzo niecodziennego… Nigdy nie sądziłam, że swoje „pierwsze robaki” zjem w Polsce i co więcej – wezmę udział w ich przygotowaniu!

Zostaliśmy przywitani słodkim winem z lichi oraz cierpkim w smaku winem z ryżu. Wino z lichi smakowało jak rozwodniony sok z lichi, a ryżowe nie smakowało jak ryż. Wina różniły się kolorem i o dziwo to ryżowe było ciemniejsze. 

Wino z lichi

Wino ryżowe

Najpierw szynki wietnamskie. Pierwsza zawinięta była w liście pandana – zabieg ten służy uformowaniu szynki oraz zwiększa jej trwałość. Jej składnikami są ryż i boczek. Tak naprawdę były to kawałki boczku zatopione w kleiku ryżowym;) Stąd mało zdecydowany smak i kleista konsystencja. Taką szynkę trudno się kroi, nieco się rozpada, ale raczej trzyma fason.

Szynka wietnamska nr 1

Szynka z ryżem i boczkiem

Druga szynka przypominała mi nieco wędzony pasztet i była sojowo-mięsna. Podobno takie mieszanki są często spotykane w Wietnamie. Kroi się ją jak wędzone tofu, więc bez większych problemów.

Szynka wietnamska nr 2

Szynka sojowo-mięsna

Żeby zaostrzyć smak obu azjatyckich rarytasów przygotowaliśmy sos na bazie wody gazowanej, sosu rybnego, soku z imbiru i limonki. Całość posypaliśmy też świeżymi ziołami (kolendrą, bazylią tajską, miętą) i sezamem. Dodatki bardzo pasowały do szynek i w zasadzie to one sprawiły, że postanowiłam spróbować naszej pierwszej potrawy;)

Wietnamskie

Szynki wietnamskie z sosem, ziołami i sezamem

Następnie na talerz trafiły baluty, czyli jaja kacze z już rozwiniętym płodem. Baluty są cięższe, niż zwykłe jaja. Gotowaliśmy je w wodzie przez 20 minut. Po obraniu ze skorupki i pokrojeniu na kawałki nie widać dokładnie co się je – kaczy płód otoczony jest białkiem, czasami też żółtkiem. Dziubek i nóżki pojawiają się dopiero po oczyszczeniu i rozwinięciu płodu… Balut smakował jak wątróbka z jajkiem na twardo. Można też jeść je na surowo, ale smak tej wersji jakoś mnie nie interesuje…

Baluty

Jeden balut był oszukany

Smakuje jak wątróbka

Potem smażone w głębokim tłuszczu uszy wieprzowe! Pokrojone w paski i obtoczone w tempurze (czyli gęstym jak śmietana cieście „naleśnikowym”, które powinno oblepić cały składnik, który chcemy smażyć. Olej powinien być na tyle gorący, żeby włożone do niego produkty od razu się smażyły, a nie wchłaniały olej. Ale nie na tyle gorący, żeby tempura się spaliła. Czas smażenia, tak jak temperatura, też powinien być w sam raz – zbyt krótkie smażenie zadziała tylko na tempurę, a nie podstawowy składnik w środku, a zbyt długie może skończyć się spaleniem). Do „usznej” tempury użyliśmy mąki pszennej, cynamonu, startego imbiru, soli i gazowanej wody. Po usmażeniu warto odsączyć nadmiar oleju w papierowe ręczniki. Najsmaczniejsze były uszy świeżo usmażone. Chrupiące, tłuste, jakby stworzone do piwa.

Uszy wieprzowe

Uszy trzeba dobrze pokroić

Smażenie uszu

Do uszu przygotowaliśmy sałatkę z kiełków fasoli mung, świeżej kolendry, soku z cytryny, drobno posiekanej trawy cytrynowej, startego świeżego imbiru, płynnego miodu, oleju z pestek winogron i soli. Warto równoważyć smaki i rzecz jasna wartość odżywczą potraw;)

Po wymieszaniu będzie sałatka z kiełków fasoli mung i kolendry

Uszy gotowe!

Smażone w cynamonowej tempurze uszy wieprzowe

Dalej znowu mięso w tempurze, tym razem żabie udka! Tempura już inna, bo z mąki pszennej, prażonego sezamu, soli, soku z limonki i sosu rybnego. Przed zanurzeniem udek w tempurze warto podzielić je/ przekroić na pojedyncze nogi;) Mięso z udek faktycznie przypomina w smaku kurczaka, ale wg mnie jest bardziej delikatne i z posmakiem wodnym (coś jak z karpiem i posmakiem błota – tu czuć, że mięso, które jemy mieszkało blisko wody). Ogryzania jest mało, ale potem można się rzucać kośćmi…;)

Żabie udka

Obtaczanie udek w tempurze

Udko na górze talerza

Ostatnim daniem smażonym na głębokim tłuszczu były szarańcze! Szarańcze przed obtaczaniem w tempurze warto wsadzić do lodówki lub zamrażarki, to usną. Tym razem zrobiliśmy prostą tempurę z mąki, wody i soli, ale z dodatkiem chilli. Szarańcze można jeść w całości, można bez skrzydełek. Przysmak chrupiący, dzięki tempurze pikantny i o dziwo – bardzo smaczny!

Obtaczanie szarańczy w tempurze

Usmażone szarańcze

Szarańcze podaliśmy na  pięknie wyglądającym owocu pitahaja (znanym też jako dragon fruit). Z zewnątrz różowo-zielony, w środku biały z czarnymi pesteczkami. Nieco jak kiwi i nieco, jak kiwi smakuje – jest jednak bardziej delikatny, wcale nie kwaśny, dla niektórych bez smaku.

Pitahaya

Szarańcze w tempurze z chilli

Później kontynuacja tematu robali – larwy mącznika! Smażone na oleju z imbirem, trawą cytrynową, solą i miodem (akacjowym/ wielokwiatowym). Podane na liściach, jedzone palcami (w sumie większość przekąsek jedliśmy palcami;) – chrupiące, słodkawe, wciągające!!! Imbir i miód to fantastyczne połączenie smakowe dla mącznika. Larwy bez przypraw nie mają specyficznego smaku, zależy on głównie od tego, co jadły, np. jabłka.

Larwy mącznika

Smażenie larw z przyprawami

I jemy paluchami

Na koniec małe krabiki smażone na klarowanym maśle z cebulą pokrojoną w piórka (która najpierw musi się udusić, dopiero potem można dorzucić krabiki), startym imbirem, solą, cukrem (dość sporo), posypane świeżą kolendrą. Smaży się je do czasu aż zmienią kolor na czerwono-różowy. Najbardziej chrupiące danie;) Można je jeść w całości lub jak kto woli – bez nóżek czy skorupki. Na pewno warto dobrze je pogryźć. Podaliśmy je z surówką z białej rzodkwi, z dymką i prażonym sezamem.

Krabiki

Smażenie krabików

Zaraz będziemy jeść krabiki

Krabiki na liściach

A na deser – najbardziej śmierdzący owoc świata – durian! Podany na pulpie z mango ze świeżą miętą i posypany czarnym sezamem. Mieliśmy duriana mrożonego i wystarczyło tylko usunąć z niego dość dużą pestkę – najłatwiej okroić owoc z pestki nożem. Jego miąższ jest miękki, rozpadający się. Co do jego zapaszku… Faktycznie jakby już miał się rozkładać, fermentować, psuć się, ale znam dużo gorsze zapachy… Nikt nie zwracał po kątach i zjedliśmy deser w całości;)

Durian Mrożony

Usuwanie pestki z duriana

Pulpa z mango z durianem i miętą

I jemy tego duriana!

W międzyczasie podjadaliśmy owoce rambutanu. To ta sama rodzina owoców, co lichi. Są tak samo słodkie jak lichi, tak samo się je obiera i oczywiście nie zjada pestki;)

Rambutan

Rambutan

Rambutan tak, jak lichi obiera się ze skorupki i ma w środku niejadalną pestkę

Podsumowując: prawie jak na obiedzie Explorers Club!!!

Bardzo dziękujemy Kubie za te niecodzienne przeżycia smakowe!

Mistrz Azja - Kuba Korczak

Food for Friends

Azja i Villa Magnolia w Poznaniu (23 i 24 listopada 2012)

Kulinarne niebo i ziemia w Poznaniu. Niebo było dnia drugiego, a pierwszego – ziemia bez rewelacji smakowych…

Restauracja Azja była po drodze. Schludne wnętrze ze ścianą luster, azjatyckie malowidła (rośliny, samuraje i świątynie), przygaszone światło (co widac po zamulonych zdjęciach;). O dziwo oferuje również pizze i dania polskie, ma też szeroką ofertę z dostawą i menu z imieniem aktualnego solenizanta:

– Rosół chiński – jak wytłumaczył Pan Kelner – to zwykły rosół, ale z tym cienkim chińskim makaronem (ryżowym lub sojowym), z grzybami shitake, dymką i pastą chilli. Był bardzo ostry! Ale też bardzo słony…

– Zupa słodko-kwaśna – czerwona, czyli pewnie z przecierem lub koncentratem pomidorowym, z papryką czerwoną i żółtą oraz pędami bambusa. Jakby bardziej rozwodniony sos słodko-kwaśny do mięsa. Albo bardziej zagęszczony krem z pomidorów o słodko-kwaśnym smaku. Niby ciekawe, a jednak coś tu nie gra…

– Sate ajam – kawałki kurczaka na patyczkach z sosem orzechowym. Z ryżem (odgrzewanym z masłem), surówkami – dwie klasyczne z kapusty oraz kapusty pekińskiej ze świeżymi warzywami (ogórek, pomidor, rzodkiewka). Kurczak był nawet niezły, bo dobrze przypieczony. Sos zagęszczony mąką i orzechów tam nie czułam.

– Wołowina boembu-bahli – kawałki wołowiny duszone w przyprawach korzennych. Z tym samym zestawem ryżu i surówek co poprzednie danie. Miało być ostre, było nieziemsko słone…

– Herbata zielona z miętą – fusiasta. Miała być duża, a były 4 łyki…

Restauracja polska Villa Magnolia. Zauważona z tramwaju. Wyglądająca na ekskluzywną. Była nawet bardziej, niż się z Karoliną spodziewałyśmy. Ogromne eleganckie wnętrze oświetlone kryształowym żyrandolem, kinkietami (tu i ówdzie), małymi lampkami na stolikach i światłem dnia wpadającym przez ogromne okna. Klimatyczna, spokojna muzyka, też blues. Stoły przystrojone jabłkami i pomarańczami. Szkoda, że śpieszyłyśmy się na pociąg, bo było niezwykle sympatycznie.


Dawno nie widziałam kelnerów chodzących z ręką założoną na plecach, dawno nie obsługiwali koniecznie z prawej strony, dawno nie byli tak usłużni i na każde skinienie!

– Czekadełko – kromki chleba z chrupiącą skórką, oliwa i ocet balsamiczny.

– Pierogi „ruskimi” zwane, polane skrzeczkami – czyli skwarkami (po jednej na każdym z pierogów). Domowe i dobre, dobre i ręcznie robione.

– Uszka z pieczarkami i kwaśną śmietaną – danie spoza karty, więc nie wiem, jakby je nazwali;) Uszka na dwa gryzy, ale nadrabiały smakiem! Pieczarki duszone na maśle, które „strzelało” przy rozkrajaniu. Zawijane również ręcznie:)

– Sałatka „Wspomnienie lata” – sałata, zielony ogórek, pomidor, czerwona cebula, rzodkiewka, sos vinaigrette. Pomidory słodziutkie i z powodu trwającej jesieni, już dawno zapomniałam, że tak mogą smakować! Sos nie przytłaczał sałatki swoim smakiem (ani octem, ani czosnkiem). Sałata była świeża i chrupiąca. Bomba!

– Herbata czarna Ahmad

– Czekolada z bitą śmietaną – w sumie jedyna rzecz, która mi nie smakowała. Czekolada z proszku. Podana już chłodna. Na szczęście bita była prawdziwa i smaczna.

Spring rollsy z ciepłym nadzieniem [Spring rolls with warm stuffing]

Pomysł na przygotowanie spring rollsów na kolację miał być pomysłem przyszłościowym – będzie je można zabrać następnego dnia do pracy i zjeść na drugie śniadanie lub lunch… Ostatecznie tak się wciągnęliśmy, że wszystko zniknęło z talerza z prędkością światła;)

Najpierw trzeba przygotować warzywa na farsz – obrać i pokroić w słupki marchewkę oraz ogórka (z wydrążonymi pestkami), pokroić paprykę w paski, kapustę pekińską w piórka i umyć kiełki fasoli mung. Warto też zalać makaron (u nas cienki pszenny Somen, ale tylko dlatego, że w sklepie nie było ryżowego) gorącą wodą (na około 3-5 minut). Przyprawy do farszu – posiekany imbir, czosnek i suszona ostra papryczka, jako pierwsze zostają wrzucone na gorący olej. Gdy oddadzą aromat, trzeba dorzucić do nich warzywa (bez ogórka!), a potem makaron i lekko podsmażyć. Całość można skropić sosem sojowym, lekko posłodzić, wymieszać i farsz – a raczej jego ciepła część – jest już gotowa. Krążki papieru ryżowego nadają się do zawijania po bardzo krótkim namoczeniu w gorącej wodzie (najlepiej to robić w misce z szerokim dnem czy talerzu). Najlepiej namaczać je osobno, żeby się nie skleiły i robić to tuż przed układaniem farszu. Rozmiększony krążek papieru ryżowego trzeba delikatnie rozłożyć na desce i… zaczyna się zabawa.

W górnej części krążka, nie dotykając brzegów, trzeba rozsmarować pasek pasty z kolendry lub z mięty (użyliśmy gotowych ze słoiczka). Na pastę wędrują gałązki świeżej kolendry, słupki ogórka i ciepły farsz. Teraz trzeba całość zawinąć – najpierw wolny od farszu, górny kawałek papieru ryżowego zakrywa farsz od góry, potem wolne kawałki boczne zakrywają resztę farszu po bokach i część wolnego papieru ryżowego w części dolnej. Na koniec rolujemy resztę (od góry do dołu). Odkładając rollsa na talerz namaczamy kolejny krążek papieru ryżowego, delikatnie wyjmujemy go na deskę i w górnej części rozsmarowujemy pasek pasty… i tak dalej tyle razy, ile jest farszu i papieru ryżowego! Im więcej farszu w środku, tym ciekawiej (więc zużyty przez nas farsz wystarczyłby tylko na 5 rollsów) – ale i do takiej wprawy też kiedyś dojdziemy;)

Chcieliśmy część spring (a może już autumn?;) rollsów przygotować na ciepło (usmażyć na głębokim tłuszczu – wersja ciężka albo upiec w piekarniku – wersja lżejsza), ale ostatecznie zjedliśmy je w tej podstawowej formie maczając w słodko-pikantnym sosie chilli. Nic nie zostało na wynos do pracy…

Zwiń spring rollsy [Roll spring rolls]:

  • 10 szt. papieru ryżowego [10 pieces of rice paper]
  • 1/2 szt. dużej marchwi [half a large carrot]
  • 1/2 szt. dużego świeżego ogórka [half a large cucumber]
  • 1/2 szt. czerwonej papryki [half a red paprika]
  • 1/4 szt. kapusty pekińskiej [quarter of chinese cabbage]
  • 4 łyżki (60g) kiełków fasoli mung [4 tablespoons of mung bean sprouts]
  • mały pęczek kolendry [fresh coriander]
  • 50g japońskiego makaronu pszennego somen lub ryżowego [somen or rice noodles]
  • pasta z kolendry i/lub pasta z mięty [paste with coriander or mint]
  • 2cm kawałek świeżego imbiru [piece of fresh ginger]
  • 1 ząbek czosnku [1 clove of garlic]
  • 1/2 szt. suszonej ostrej papryczki [half a dried hot chilli pepper]
  • 1 łyżeczka sosu sojowego [1 teaspoon of soy sauce]
  • 1/2 łyżeczki cukru [half a teaspoon of sugar]
  • 1-2 łyżki oleju do smażenia farszu [1-2 tablespoon of oil for frying vegetables with noddles]
  • słodko-pikantny sos chilli [sweet and hot chilli sauce]

Spring rollsy bez sosu chilli (10 sztuk) [Spring rolls without chilli sauce (10 pieces)] = 629 kcal = 17g BIAŁKA [protein] + 11g TŁUSZCZU [fat] + 123,5g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 10g BŁONNIKA [dietary fiber]

Jeden rolls [One roll] = 63 kcal = 1,7g BIAŁKA [protein] + 1g TŁUSZCZU [fat] + 12,4g WĘGLOWODANÓW [carbohydrates], 1g BŁONNIKA [dietary fiber]

* wyliczono w programie ENERGIA