La MaMa (29 grudnia 2012)

La MaMa to nigeryjska restauracja i drinkbar o bardzo fajnym logotypie. Egzotyczna kuchnia z czarnego lądu tak bardzo zaciekawiła eM., że chciał tam zjeść swoją urodzinową kolację. Dwa poziomy gwarantują odpowiednią ilość miejsca na spotkania (nawet w dużym gronie). Wystrój może nie powalający, ale było czysto i z afrykańskimi akcentami. Muzyka była energetyczna i pasująca do miejsca. Nieco przeszkadzał nam zapaszek nieokreślonego pochodzenia (jakby skór?), ale był na szczęście słabo wyczuwalny i nasza uwaga mogła skupić się na kulinarnych aspektach wieczoru:

La MaMa

Akcenty

– Akwukwonri – gulasz z afrykańskimi warzywami, z mięsem do wyboru: wołowina, kurczak, koźlina (tej akurat nie było), pełen aromatycznych przypraw (ostrość 2 na 3 papryczki) – jedzony tradycyjnie z pulpą z platana (w menu nazwali ją puree). Pani Kelnerka przyniosła miskę z wodą w razie, gdyby wyrażono chęć jedzenia rękami. I tak też eM. jadł! Najpierw pulpa na trzy środkowe palce, potem gulasz na pulpę i do buzi. Dało radę zjeść tak całą porcję;) Gulasz faktycznie był pikantny, jak go określili, czyli ja już bym go nie zjadła. Jednak smaczny i zachęcający do spróbowania innych potraw.

Gulasz wołowy z warzywami i pulpą z platana

– Coconut rice – słodko-ostry kokosowy ryż w zestawie z kawałkami mięsa (wybrałam kurczaka) – całość z łyżką sałatki, nad którą niezbyt się zastanawiałam, więc nic o niej nie napiszę. Ryż bombowy i prawdziwie kokosowy – duża porcja. Kawałki kurczaka w sosie faktycznie ostrawym, ale moje kubki smakowe tolerowały taki stopień ostrości. Kurczak i sos były nieco chłodniejsze, niż ryż, ale nie zimne. W kawałkach drobiu znalazłam jeden większy kawałek, który okazał się być kulką pulpy platana, namoczoną w sosie. Mi taka „podróba” nawet odpowiadała, choć i kurczak był smaczny. Rodzaj przypraw trudno mi określić, ale całość była smaczna (choć dla mnie zdecydowanie smaczniejszy był ryż). A tak poza wszystkim, to rozwaliła mnie kompozycja talerza;)

Ryż kokosowy i kurczak w sosie lekko ostrym

– Green salad – mieszanka sałaty, pomidorów, ogórków z dodatkiem sera owczego i dressingu ziołowego – podejrzewałam, że w zamówionych daniach warzyw będzie mało. Dlatego sałatka okazała się dobrym pomysłem! Świeża, chrupiąca, ze smacznym serem i niestety sosem z torebki. Jednak bardzo orzeźwiała i idealnie pasowała do ostrości dań głównych.

Green salad z serem owczym

– Chim Chim – tradycyjne, słodkie, chrupiące ciasteczka z gałką muszkatołową – małe jak groszek ptysiowy, podane ciepłe i bardzo chrupiące (czasami twardawe). Raczej słodko-słone, niż słodkie w naszym mniemaniu. Bardziej przekąska, niż deser. Smaczne.

Ciasteczka na ciepło z gałką muszkatołową

– Afrykańska herbata z Malwy Karkade – kwaśna, o owocowym smaku (z nutką jakby aroniową). Intensywnie czerwona. W kubkoszklance było sporo kawałków tej malwy i bardzo mi to odpowiadało:)

Herbata z Malwy Karkade

– Piwo bananowe – słodkie, o bananowym aromacie, lekko mętne i kremowo-żółte. Smakowało mi trochę tak, jak piwo z syropem bananowym… a może to piwo tak autentycznie smakuje?

Piwo bananowe

– Afrykańskie wino palmowe – ale od razu Pani Kelnerka powiedziała, że nie ma ono w sobie alkoholu;) Przyniosła je w butelce z napisem „Palm Drink” (otworzyła ją przy nas i nalała „wino” do kieliszka – wielkie i pozytywne WoW! Myślałam, że nikt w Polsce tak nie robi). Faktycznie na etykiecie napoju nie znalazłam wzmianki o zawartości alkoholu. W składzie sok palmowy bez innych dodatków (nawet wody i cukru), o przeciętnej kaloryczności w 100 ml (około 50-60 kcal). Drink bardzo oryginalny i lekki. Wyczuwalny był smak lekko sfermentowanego napoju. Biały, jak mleko kokosowe. Mimo braku alkoholu czułam, jakbym nieco go wypiła…

Wino palmowe, które winem nie jest

– Afrykański napój „Mighty Malt” – okazało się, że to energy drink. Przyniesiony również w nieodkorkowanej butelce (hurra!). Skład złożony, kaloryczność w 100 ml też 50-60 kcal, z witaminą B6, B12 i biotyną;) Intensywnie ciemny kolor, w smaku sok porzeczkowy pomieszany z palonym cukrem. W sumie bez rewelacji, ale dobrze było go spróbować.

Jeszcze jeden afrykański napój

Na szczęście delektowaliśmy się wieczorem i oczekiwanie (na menu, zamówienie, domówienia, rachunek) było nam w smak;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s