Bollywood (13 września 2012)

Ten deszczowy wieczór nabrał odrobiny egzotyczności w hinduskiej restauracji Bollywood:

– Tawa panner – tradycyjny indyjski ser podany w sosie pomidorowym z papryką i cebulą oraz ze zdecydowanymi w smaku, ale nie ostrymi (o czym zapewniła też pani kelnerka) przyprawami. Całość posypana kolendrą i cieniutkimi paseczkami imbiru. Po pierwsze – miseczki dania głównego w indyjskich restauracjach wydają mi się zawsze takie małe… cóż za ułuda! Zawsze najadam się po same uszy! Teraz też tak było;) Po drugie – faktycznie było mocne, ale nie na tyle ostre, żebym nie zjadła. Po trzecie – duże kawałki sera bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły (podobno kucharz robi ser na miejscu, ale jak pokażę kiedyś na blogu – to łatwizna;). Duże kawałki papryki i cebuli już mnie tak nie zachwyciły, ale spokojnie można było zjeść.

– Garlic naan – naan, czyli placek/ chlebek indyjski pieczony w piecu (tandoor). Mój był z kawałkami świeżego czosnku i świeżą natką pietruszki – był obłędny! Nie spodziewałam się pietruszki, a nadała wyjątkowego smaku.

– Herbata z maramiją – w zasadzie to była herbata z maramiji. Bardzo oryginalna w smaku. Może trochę jak szałwia z nutą mięty? Nie napiszę, że mną zawładnęła… Ale na pewno jej picie było ciekawym i niecodziennym przeżyciem. Tak, jak jedzenia zawsze jest sporo, to nie wiem czemu, ale herbaty zawsze jest mało… Taka szklaneczka dla Calineczki. Niemniej jednak zawsze dają 2 torebki cukru – a co tam – zabieram do domu;)

 

Szkoda, że główna sala zajęta była przez zorganizowaną imprezę, bo trochę zmarzłyśmy na „werandzie”. Szkoda, ze mało było orientalnej muzyki. Szkoda, że w telewizorach nieustannie chodziły modelki z FashionTV. Fajnie, że jedli z nami rodowici Hindusi. Fajnie, że palili sziszę;)

4 thoughts on “Bollywood (13 września 2012)

  1. Moją absolutnie najulubieńszą restauracją indyjską w Warszawie jest Maharaja na Marszałkowskiej, na drugim miejscu Arti przy pl. Zawiszy. Garlic naan z czosnkiem to pozycja obowiązkowa, najlepiej z soczewicą w sosie śmietanowym:) No i uwielbiam pakorę i samosy, a na popitkę – mango lussi.

    • Dziękuję za polecenie:) W Wawie jest mnóstwo restauracji indyjskich!!! W zasadzie mamy kilka na naszej mapie i w zależności, gdzie akurat jesteśmy, to tam idziemy:P

      Ja mam zawsze problem – czy ryż, czy naan – bo ja bardzo lubię ryż z dodatkami, ale tak samo naany… A samosy są świetne „na wynos”. Pamiętam, jak byłyśmy w filharmonii i potem przyjechał po mnie eM. – przywiózł ze sobą właśnie samosy;)

      Z kolei mango lassi to jedna z niewielu indyjskich rzeczy, których jeszcze nie robiliśmy w domu:/ Jest faktycznie genialne! Ale w zależności od restauracji bardziej płynne/ gęste lub bardzo słodkie/ miej słodkie… Trudno trafić zawsze na takie samo… takie samo dobre:P W Bollywood jest niestety drogie:/

      • EvE, chyba wszystkie restauracje indyjskie są drogie… w Warszawie byłam też np. w Tandoor Palace. Zdradzę Ci mój sposób na rachunek: umawiam się tam z na randki. Haha. Uwielbiam indyjską kuchnię.:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s